Morski Goździk - polska wersja samobieżnej haubicy 2S1

Morski Goździk - polska wersja samobieżnej haubicy 2S1

Tomasz Szulc

Produkowana na licencji w Hucie Stalowa Wola samobieżna haubica kal. 122 mm 2S1 Goździk powstała także w specyficznym wariancie przeznaczonym dla jednostek Obrony Wybrzeża. Seria powstała w małej liczbie, ale stanowi przykład dostosowania wyrobów oryginalnych do wymagań polskiej armii.

Wojsko Polskie otrzymało pierwsze działa samobieżne zaskakująco wcześnie, bo w 1919 roku, a było to 12 przeciwlotniczych armat Schneider kal. 75 mm posadowionych na samochodach De Dion-Bouton, tworzących razem zestaw Autocanon de 75 mm Mle1913. Pochodziły one z powojennych nadwyżek armii francuskiej, która zresztą uznawała je za niezbyt użyteczne. Pierwszym polskim pojazdem tej kategorii było eksperymentalne działo samobieżne TKD, czyli tankietka TK z armatą piechoty wz. 25 kal. 47 mm. Pojazd skonstruowano w 1932 roku, ale głównie za sprawą ciasnoty przedziału bojowego (w wersji holowanej armata miała 7-osobową obsługę, w TK – z konieczności 1-osobową) po zbudowaniu czterech wozów doświadczalnych z dalszych zamówień zrezygnowano. Następną próbą było działo samobieżne zbudowane na bazie tankietki TKS z armatą przeciwpancerną kal. 37 mm, noszące oznaczenie TKS-D, którego dwa prototypy zbudowano w 1937 roku.

W czasie wojny polscy żołnierze używali dział samobieżnych w działaniach zarówno na froncie wschodnim, jak i zachodnim. W pierwszym przypadku były to działa samobieżne SU-76/-85/-100 oraz ISU-122/-152, a także wysyłane do ZSRR w ramach programu Lend-Lease amerykańskie półgąsienicowe T-48 (SU-57). Na Zachodzie, oprócz niszczycieli czołgów Archer i Achilles, używano także haubic samobieżnych Sexton oraz dział przeciwlotniczych Crusader-AA.

Po wojnie w Wojsku Polskim w służbie pozostały działa samobieżne SU/ISU wszystkich wymienionych wyżej typów, ale były one stopniowo wycofywane (w 1955 roku było ich jeszcze 571 egzemplarzy, a pięć lat później już tylko 92). Natomiast w 1959 roku pojawiły się pierwsze przeciwlotnicze działa samobieżne ZSU-57-2, a w 1968 roku ZSU-23-4.

W 1974 roku Wojsko Polskie otrzymało pierwszych dwanaście haubic 2S1 Goździk kal. 122 mm. Kolejnych jednak nie zamawiano w związku z planami rychłego uruchomienia w Polsce ich produkcji licencyjnej, po otrzymaniu kompletu dokumentacji w 1976 roku. W rzeczywistości pierwsze 2S1 wyprodukowane w Hucie Stalowa Wola trafiły do jednostek dopiero w 1984 roku. Przybywało ich szybko, jednak wolniej niż planowano. Według rekomendacji komitetu technicznego przy dowództwie Układu Warszawskiego w 1985 roku Polska miała ich mieć 350 egz., polski Sztab Generalny zakładał 260, a dostarczono ich armii jedynie 154. W sumie w latach 1984–1991 wyprodukowano ich 602 egz., z czego tylko 73 wyeksportowano. Wojsko Polskie w 1990 roku dysponowało 534 wozami tego typu (powinno ich być 543, ale kilka stracono w wypadkach, kolejne przebudowano na pojazdy pochodne).

Produkcja Goździków była powiązana z uruchomieniem linii montażu ciągników gąsienicowych MT-LB, które miały niemal taki sam układ jezdny, identyczny silnik i znaczną część wyposażenia. Uruchomienie polskich prac nad modernizacją MT-LB, stało się impulsem do wykorzystania części z udoskonaleń także w 2S1.

Najbardziej znaczącą zmianą wprowadzoną w konstrukcji MT-LB był dodatkowy napęd, ułatwiający poruszanie się pojazdu w wodzie. W oryginalnym transporterze wykorzystano najprostsze rozwiązanie, czyli napęd za pomocą pracujących gąsienic. Działały one podobnie, jak koła łopatkowe w statkach-bocznokołowcach. Aby zapewnić zadowalającą wydajność, ogniwa klasycznych gąsienic nieznacznie przekonstruowano, podwyższając grzebienie, działające w wodzie jako łopatki. Ponieważ efektywność takiego napędu była niewielka, dodano cztery kierownice strumienia wody: dwie montowano w przedniej części kadłuba, dwie pozostałe z tyłu, za gąsienicami. Mimo tego MT-LB osiągały w wodzie prędkość nie przekraczającą 5 km/h i były mało zwrotne. Nawet niezbyt silny prąd wody podczas forsowania rzek spychał je z kursu, a wyładunek z okrętów desantowych na morzu był możliwy tylko teoretycznie.

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 8/2019

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter