Motorowa artyleria lekka w Wojsku Polskim. Suplement

Motorowa artyleria lekka w Wojsku Polskim. Suplement

Jędrzej Korbal

Funkcjonowanie artylerii motorowej Wojska Polskiego w pierwszej połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku to nadal słabo zbadana dziedzina historii naszej wojskowości. Temat ten, wobec dominującego zainteresowania rolą czołgów rozpoznawczych TK oraz czołgów lekkich Vickers Mk E i 7TP, wywoływany jest sporadycznie, najczęściej w kontekście większych ćwiczeń międzydywizyjnych lub efektów prac nad Doświadczalną Grupą Pancerno-Motorową. W obu przypadkach można mówić tylko o wycinkowych danych, jednak nawet te nieliczne zachowane do dziś dokumenty archiwalne stanowią interesujące świadectwo działania artylerii motorowej.

Jednym z tego typu dokumentów jest przygotowane pod koniec sierpnia 1936 roku sprawozdanie z użycia plutonu artylerii motorowej w czasie ćwiczeń z bronią pancerną rozegranych miedzy 3 a 25 czerwca. Uszczegóławiając grupa pancerno-motorowa, poza plutonem artylerii, składała się z: jednej kompanii czołgów lekkich Vickers, jednej kompanii czołgów TKS (dwa plutony TKS i pluton TKD), szwadronu samochodów pancernych, plutonu motocyklistów oraz baonu piechoty z kompanią ckm na samochodach. Pierwsze z ćwiczeń dotyczyło zagadnienia wydawałoby się banalnego – wspólnych przemarszów podróżnych oraz ubezpieczonych, prowadzonych zarówno w ciągu dnia, jak i w nocy (ze światłami lub bez). Początkowo, w marszu dziennym po dobrze utrzymanej i twardej drodze pluton składający się z 14 maszyn przemieszczał się bez żadnej trudności i nadążał za bronią pancerną. Dochodziło nawet do sytuacji, że oparty na ciągnikach francuskich oddział, rozwijając przeciętną prędkość na poziomie około 20 km/godz., nie wykorzystywał w pełni swoich możliwości i mógł w razie konieczności przyspieszyć. Autor sprawozdania kpt. Bronisław de Ville stwierdzał nawet, że przywołane tempo traktować należy jako normalne dla artylerii motorowej, ponieważ nie powoduje ono prawie żadnych defektów w sprzęcie silnikowym. Ten niemal idealny obraz traktować jednak należy z rezerwą i raczej jako odstępstwo od normy, zarówno ze względu na parametry zagranicznego sprzętu ciągnikowego, jak i rzeczywistość polskich dróg. Opis kolejnej części marszowego ćwiczenia rozpoczyna się mniej optymistyczne: Na drodze piaszczystej szybkość marszu plutonu artylerii gwałtowanie maleje i nie ma środka przy obecnej mocy silnika ciągnika P.17, by temu przeciwdziałać skutecznie. Sam dowódca stawał przed dylematem:

– kontynuować marsz na wrotkach, dążąc do utrzymania dotychczasowej prędkości i narażając się na „wrzynanie” [się] kół wrotek w miękkie podłoże (mała powierzchnia styku i duży nacisk jednostkowy) lub nawet ich zniszczenie; ryzykować tym samym forsowanie i przegrzewanie silników wskutek ich nadmiernej pracy;

– zdemontować wrotki zgodnie z przepisami, co jednak wiązało się zatrzymaniem kolumny na pewien czas (średnio wyszkolona obsługa działa zdejmowała wrotki w 2–3 minuty) oraz kontynuowanie ruchu ze zredukowaną do 7–8 km/godz. szybkością. Plusem tego rozwiązania była ochrona sprzętu przed gwałtowniejszymi wstrząsami i uszkodzeniem mechanizmów.

Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia numer specjalny 6/2020

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter