MSPO 2009
Leszek Erenfeicht
MSPO 2009
No i mamy za sobą kolejny, 17. Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach. Z uwagi na światowy kryzys i cięcia budżetowe już od początku zapowiadał się na skromniejszy, a poprzedzający wystawę pożar jeszcze go zubożył. Zostało jednak dość atrakcji, by nie można było narzekać na nudę: przyjechało 319 wystawców z 25 państw, co nadal stawia MSPO w rzędzie największych europejskich targów tej branży. W rekordowej edycji poprzedniej było ich 394 z 22 krajów, więc choć zmniejszyła się liczba wystawców, poszerzył się choć zasięg imprezy.

Pali się, moja panno!
30 sierpnia zapisał się jako czarny dzień dla organizatorów imprez militarnych w Polsce. Najpierw, w przeddzień otwarcia salonu, zapaliła się najstarsza hala kieleckich targów, do tej pory traktowana przez wystawców jako najbardziej prestiżowa. Później kolejna zła wiadomość nadeszła z Radomia, gdzie w ramach powiązanego z MSPO Radom Air Show w rozbitym Su-27 zginęła białoruska załoga. W spalonej hali zniszczeniu uległo stoisko Cenzinu z wystawą broni FN, spłonął także jedyny prototyp zdalnie kierowanej wieży Elbitu z armatą 30 mm i zintegrowaną wyrzutnią ppk Spike, która miała być propozycją dla polskiego programu modernizacji bojowych wozów piechoty. Obronną ręką wyszły za to oba wystawiane Rosomaki (wóz ewakuacji medycznej i pojazd bazowy do współpracy z bezpilotowcami rozpoznawczymi). Transportery, choć znajdowały się w strefie, gdzie temperatura dochodziła do 900°C, wyjechały z pogorzeliska o własnych siłach. Pancerze zapewne nie uległy uszkodzeniom termicznym, bo przetrwały znacznie bardziej wrażliwe opony, ale zewnętrzne elementy plastikowe wyglądały jak zegary Dalego z obrazu „Uporczywość czasu”, więc musiało być naprawdę gorąco. Wyposażenie wewnętrzne przetrwało za to w doskonałym stanie. Jedną z firm poszkodowanych w pożarze był także gdyński Radmor, pokazujący swoje nowoczesne radiostacje. Opalona, tu i ówdzie nadtopiona radiostacja RRC 9210, po oskrobaniu stopionego plastiku i podłączeniu akumulatorów działała bez zarzutu – dając doskonałe świadectwo odporności na nawet najbardziej ekstremalne warunki eksploatacji.
30 sierpnia zapisał się jako czarny dzień dla organizatorów imprez militarnych w Polsce. Najpierw, w przeddzień otwarcia salonu, zapaliła się najstarsza hala kieleckich targów, do tej pory traktowana przez wystawców jako najbardziej prestiżowa. Później kolejna zła wiadomość nadeszła z Radomia, gdzie w ramach powiązanego z MSPO Radom Air Show w rozbitym Su-27 zginęła białoruska załoga. W spalonej hali zniszczeniu uległo stoisko Cenzinu z wystawą broni FN, spłonął także jedyny prototyp zdalnie kierowanej wieży Elbitu z armatą 30 mm i zintegrowaną wyrzutnią ppk Spike, która miała być propozycją dla polskiego programu modernizacji bojowych wozów piechoty. Obronną ręką wyszły za to oba wystawiane Rosomaki (wóz ewakuacji medycznej i pojazd bazowy do współpracy z bezpilotowcami rozpoznawczymi). Transportery, choć znajdowały się w strefie, gdzie temperatura dochodziła do 900°C, wyjechały z pogorzeliska o własnych siłach. Pancerze zapewne nie uległy uszkodzeniom termicznym, bo przetrwały znacznie bardziej wrażliwe opony, ale zewnętrzne elementy plastikowe wyglądały jak zegary Dalego z obrazu „Uporczywość czasu”, więc musiało być naprawdę gorąco. Wyposażenie wewnętrzne przetrwało za to w doskonałym stanie. Jedną z firm poszkodowanych w pożarze był także gdyński Radmor, pokazujący swoje nowoczesne radiostacje. Opalona, tu i ówdzie nadtopiona radiostacja RRC 9210, po oskrobaniu stopionego plastiku i podłączeniu akumulatorów działała bez zarzutu – dając doskonałe świadectwo odporności na nawet najbardziej ekstremalne warunki eksploatacji.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 10/2009