Niemieckie problemy z NH90

 


Łukasz Pacholski


 

 

 

Niemieckie problemy z NH90

 

 

 
23 lutego br. codzienne media niemieckie, w oparciu o własne źródła w Ministerstwie Obrony Niemiec, poinformowały o krytycznym raporcie dotyczącym wielozadaniowych śmigłowców transportowych NHIndustries NH90, które stopniowo są wdrażane do eksploatacji w Siłach Zbrojnych Niemiec. Raport ten powstał w Centrum Szkoleniowym Wojsk Powietrznodesantowych, odpowiadającym m.in. za testy operacyjne oraz ocenę nowego śmigłowca.

 


Luftwaffe (część śmigłowców miała być wykonana w wariancie ratownictwa bojowego CSAR i wyposażona m.in. w sondę do uzupełniania paliwa w powietrzu, jednak w 2007 roku zrezygnowano z budowy tego wariantu) oraz Deutsche Heer zamówiły łącznie 122 egzemplarze NH90, które będą wykorzystywane do zadań transportowych i wyprzeć mają z eksploatacji śmigłowce rodziny Bell UH-1 Huey. Koszt całego programu to około 4,6 mld euro. Po zrealizowaniu dostaw Niemcy staną się jednym z największych użytkowników tej europejskiej konstrukcji (ponad 100 egzemplarzy zamówiły także siły zbrojne Francji, Hiszpanii oraz Włoch). Do wyżej wymienionego centrum, które jest pierwszym użytkownikiem tych maszyn w Niemczech, trafiło trzynaście egzemplarzy z partii małoseryjnej.

Zarzuty wobec NH90
Większość zarzutów wobec NH90 ma związek z jego możliwościami transportowymi oraz kwestiami technicznymi, które częściowo można wyjaśnić brakiem doświadczenia w konstruowaniu maszyn wykonanych w znacznej mierze z kompozytów charakteryzujących się innymi właściwościami niż metale. Przejdźmy więc do listy błędów i problemów, które wytykają tej konstrukcji niemieccy eksperci w mundurach. Pierwszą sprawą, która budzi ich sprzeciw, jest delikatna konstrukcja goleni podwozia i ich amortyzatorów. Według raportu, śmigłowiec może realizować operacje lotnicze tylko na takich prowizorycznych lądowiskach, które są pozbawione przeszkód oraz nierówności. Różnica wysokości tych drugich pomiędzy goleniami podwozia głównego nie może przekraczać 16 centymetrów. Jest to jedyna wskazana wada, która nie jest związana bezpośrednio z przedziałem ładunkowym, będącym głównym powodem krytyki. Według dostępnych informacji pochodzących z raportu, zainstalowane na pokładzie siedziska dla desantu są zbyt delikatne dla żołnierzy w pełnym rynsztunku bojowym – mają one wytrzymałość 110 kg. Jest to zbyt mało dla wyposażenia, które znajduje się obecnie w stadium rozwoju oraz wdrażania do eksploatacji (m.in. w ramach programu żołnierza przyszłości IdZ-ES – ma ono masę około 25 kg). Dla porównania, siedziska pasażerów na pokładzie samolotów transportowych Boeing C-17 Globemaster III (wykorzystywane m.in. przez spadochroniarzy) mają wytrzymałość 181,5 kg. Kolejnym problemem związanym z kabiną ładunkową jest jej ograniczona pojemność – przy transporcie żołnierzy desantu w maksymalnej liczbie, część ich wyposażenia oraz inne ładunki muszą spoczywać na podłodze i nie są niczym zabezpieczone przed przemieszczaniem się. Dodatkowo obecność wyposażenia na podłodze maszyny ogranicza do minimum możliwość poruszania się żołnierzy oraz członków załogi śmigłowca. Ze względu na braki w wykończeniu (brak zaczepów dla taśm zabezpieczających) obecnie zakazany jest przewóz kombinowany – żołnierzy i ładunków na paletach oraz ciężkiej broni piechoty (przenośnych wyrzutni przeciwlotniczych pocisków rakietowych Stinger, przeciwpancernych pocisków kierowanych Milan, ciężkiej broni maszynowej czy granatników automatycznych). Ograniczona powierzchnia użytkowa powoduje także niemożność przewozu ładunków lub żołnierzy w przypadku, gdy śmigłowce są wyposażone w stanowiska strzeleckie umieszczone przy bocznych drzwiach przedziału ładunkowego.

 

 

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 4/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter