Niemieckie krążowniki liniowe (cz. I)
Michał Glock
Niemieckie krążowniki liniowe
(cz. I)
Budowa przez cesarskie Niemcy potężnej floty pancerników na początku XX wieku była wydarzeniem bez precedensu. W przeciągu niespełna dwóch dekad kraj ten stał się drugą potęgą morską świata. Ważnym elementem rozwoju Kaiserliche Marine stały się wielkie krążowniki – wpierw były to pancerne, potem liniowe, bliżej końca wojny już szybkie pancerniki.

„PANCERNIKI” I PANCERNIKI
Nie obyło się to jednak bez protestów, szczególnie że nie wszyscy członkowie Reichstagu popierali rozwój sił morskich. Aby zneutralizować tych zazwyczaj wpływowych przedstawicieli Prus, często stosowano różnego rodzaju triki marketingowe lub zwyczajnie zniekształcano rzeczywistość (żeby nie napisać, że kłamano w kwestiach zbrojeń morskich). Było to niezbyt trudne, zważywszy że posłowie pochodzący z rolniczych terenów prowincji pruskich zazwyczaj nie widzieli morza na oczy… W przeciwieństwie do Francuzów Niemcy byli niezwykle konserwatywni i konsekwentni w rozbudowie swoich sił morskich, podobnie jak Brytyjczycy koncentrując się na budowie kolejnych typów pancerników. Można przy okazji stwierdzić, że niemieckie okręty liniowe miały najbardziej zrównoważoną charakterystykę ze wszystkich budowanych równolegle jednostek tej klasy, choć były zazwyczaj uzbrajane w lżejsze działa mające za to większą szybkostrzelność. Ich konserwatyzm wynikał nie tyle z niechęci do postępu i nowinek technicznych (w końcu Niemcy były światową potęgą w budowie torpedowców i, w czasie wojny, okrętów podwodnych), ile z potrzeby możliwe najracjonalniejszego wydawania przyznanych środków finansowych. Początkowo admiralicja niemiecka trochę oszukiwała parlament nazywając dla przykładu pancerniki pierwszego typu Sachsen korwetami pancernymi, czy też zmieniając – po modernizacji – klasyfikację trzech fregat pancernych (pancerników bateryjnego i kazamatowych) na wielkie krążowniki (Grosse Kreuzer). Unikano też używania określenia „pancernik” (Panzerschiff), stosując raczej termin „okręt bojowy” (Schlachtschiff). W tym też duchu rozpoczęto budowę pierwszych krążowników pancernych. Na początku powstał Fürst Bismarck, będący w rzeczywistości pancernikiem kolonialnym II klasy. Okręt ten uzbrojony był niemal identycznie jak budowane mniej więcej w tym samym czasie pancerniki pierwszego typu Kaiser z czterema armatami kal. 240 mm. Artyleria średnia była słabsza i składała się jedynie z 12 dział kal. 150 mm (na pancernikach początkowo zainstalowano ich 18). Słabsze było też opancerzenie, ale w koloniach nie spodziewano się napotkania „prawdziwych” okrętów liniowych przeciwnika. Podobnie uważano w Rosji, gdy projektowano trzy jednostki typu Pobieda, które miały służyć na Dalekim Wschodzie, a swoją charakterystyką najbardziej przypominały niemiecki okręt.
DO BLÜCHERA WŁĄCZNIE
W pierwszych przymiarkach do nowego dużego programu rozbudowy floty zaplanowano zamówienie aż ośmiu podobnych krążowników kolonialnych. Zdrowy rozsądek jednak zwyciężył i zamiast konstruować pseudopancerniki zdecydowano się na rozbudowę zespołu „prawdziwych” okrętów liniowych mających działać na Bałtyku i Morzu Północnym. Poza tym zdawano sobie sprawę, że posiadanie poza granicami całej eskadry pancerników kolonialnych będzie nie lada wyzwaniem dla służb zaopatrzeniowych, a przypadku wojny i odcięcia od dostaw zapasów i części zamiennych oznaczać będzie całkowite ich unicestwienie. W Berlinie i w ogóle w Kaiserliche Marine doskonale wiedziano o problemach z dostawą węgla i generalnie zaopatrzenia dla dużych zespołów okrętów wojennych, gdyż statki niemieckich armatorów towarzyszyły rosyjskiej II Eskadrze Oceanu Spokojnego w czasie jej rejsu zakończonego z wiadomym skutkiem pod Cuszimą. Prawdopodobnie kapitanowie węglowców byli zobowiązani do zapisywania swoich spostrzeżeń na temat eskadry, co potem uważnie przeanalizowano przy opracowywaniu planów mobilizacyjnych dla własnych sił dalekowschodnich. Niemniej jednak Fürst Bismarck stał się protoplastą dla późniejszych krążowników liniowych, choć budowano je według innej filozofii i z powodu innych potrzeb. Po ukończeniu pierwszego krążownika pancernego rozpoczęto budowę następnych, tyle że już wyraźnie mniejszych od pancerników i szybszych o średnio 2-4 węzły. Niemieckie krążowniki pancerne miały spełniać role służebne wobec floty liniowej, stanowiąc jej siły rozpoznawcze. Starano się również, aby przypominały one swymi sylwetkami budowane równolegle pancerniki. Pewnym wyjątkiem były krążowniki typów Roon i Scharnhorst mające po cztery kominy, choć Niemcy nie mieli w służbie żadnego czterokominowego pancernika. Ostatni klasyczny niemiecki krążownik pancerny, Blücher, był geometrycznie pomniejszoną kopią drednotów typu Nassau, mając identycznie rozmieszczone uzbrojenie, nadbudówki, kominy i maszty (czyli wszystko to, co zewnętrznie charakteryzuje poszczególne okręty). W zasadzie z dużej odległości nie sposób było odróżnić krążownika od pancernika.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 3/2010