Niemieccy „podpalacze” w Toruniu

 


Leszek Erenfeicht


 

 

 

Niemieccy „podpalacze” w Toruniu

 

 

28 marca 2012 roku na strzelnicy i poligonie Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu miał miejsce pokaz broni firmy Heckler & Koch oraz amunicji Rheinmetalla, zorganizowany przez ich polskiego przedstawiciela, warszawski Cenrex.

 



HK oprócz – znanego już Czytelnikom NTW – 40 mm granatnika automatycznego GMG (patrz NTW 10/2007), zaprezentował również podwieszany granatnik modułowy GLM, pistolet maszynowy MP7, karabin i karabinki HK416A2, karabin HK417, karabinek G36C oraz karabiny maszynowe: znany już MG4, a także największą atrakcję pokazu – po raz pierwszy pokazany w Polsce (a i na świecie niespecjalnie jeszcze „wyświechtany”) – nowy uniwersalny karabin maszynowy HK121 kalibru 7,62 mm. Rheinmetall miał do zaprezentowania szeroką gamę 40 mm amunicji do granatników, zarówno maszynowego jak podwieszanych, produkcji należących obecnie do Rheinmetall Waffe Munition zakładów Nico w Trittau. Były wśród nich naboje treningowe, z granatem zaopatrzonym w niepowodujący pożarów na poligonach „zimny smugacz”, pozwalający śledzić tor lotu, jak i granatem znanaleczącym punkt upadku obłokiem pyłu w kontrastowy („żarówiasty” oranż czy „wściekły” fiolet) kolorze. Do granatnika podwieszonego zaprezentowano, oprócz treningowej smugowej, także amunicję z dymami sygnalizacyjnymi oraz niezabijającą z pociskiem gumowym. Oba granatniki sprawowały się doskonale, mimo silnego, niosącego chmury piasku wiatru – w firmowym magazynie Cenrexu z GMG wysypano po pokazie pełną szklankę piasku, a mimo to przez cały czas pokazu funkcjonował sprawnie, bez żadnych zacięć. Po granatnikach przyszła kolej na wojskową pirotechnikę Rheinmetalla. Zaprezentowano ręczne wyrzutnie rakiet oświetlających i dymnych Mithras, granaty hukowo-błyskowe i świece dymne z dymami maskującymi i sygnalizacyjnymi. Co ciekawe, wszystkie wyroby pirotechniczne Rheinmetalla są produktem dawnej enerdowskiej Pyrotechnische Werke Silberhütte – tej samej, która m.in. dostarczała rakiety oświetlające rodziny HLZ, zastępowane teraz Mithrasami. Ręczne wyrzutnie rakiet pirotechnicznych Mithras są dostępne w kilku wersjach ładunku (spadochronowe flary oświetlające światła widzialnego, podczerwonego i mieszane, kilkugwiazdowe flary oświetlające światła widzialnego oraz z ładunkami dymnymi maskującymi i sygnalizacyjnymi, a także z dipolami zakłócającymi radar) i w trzech wariantach zasięgu miotania (300, 600 i 1000 m). Mithrasy są systemem już w Wojsku Polskim znanym – oświetlające rakiety Mithras-1000 zakupiono (6000 sztuk) na przełomie roku i są właśnie dostarczane, ale wersja Mithrasa z dymem maskującym była prezentowana po raz pierwszy. Ta prezentacja wywołała zresztą największe poruszenie, nie do końca zamierzone. Pokaz odbywał się przy znakomitej pogodzie, choć przy dość silnym wietrze – co ma niebagatelne znaczenie przy używaniu środków pirotechnicznych. I nie chodzi już o to, że pociski z granatników przy strzelaniu do „grupy piechoty” na 700 m trochę znosiło (w końcu od czego celownik ma poprawkę boczną, która po angielsku nawet nazywa się „windage”, a więc „wietrzna”). Słoneczna pogoda, utrzymująca się od tygodnia przed pokazem, o mało nie przekreśliła w ogóle jego planu, bo przy 10-procentowej wilgotności ściółki wszystkie działania na poligonie ustają z powodu zagrożenia pożarowego. W dniu pokazów wilgotność była w niskim zakresie stanów bezpiecznych i póki strzelano z granatników amunicją z „zimnym smugaczem” wszystko było w porządku. Środki zadymiające zawierały jednak fosfor, wprawdzie czerwony, nie biały, ale też wystarczyło... Wystrzelone z ręcznych wyrzutni ładunki poleciały nawet dalej, niż zgodne z opisem 600 m, na łąkę i las. Salwa z czterech dymnych Mithrasów szybko i sprawnie postawiła zasłonę dymną, ale do dymu maskującego za chwilę dołączyły płomienie, błyskawicznie rozprzestrzeniane przez wiatr. Pokaz trzeba było przerwać, a do akcji wkroczył, na szczęście czekający w pogotowiu wraz z sanitarką, wóz strażacki. „Wpuścić tylko Niemców, to zaraz zaczną podpalać” – skomentowano z uśmiechem. Poligonowa straż pożarna bardzo sprawnie poradziła sobie ze zduszeniem ognia w zarodku – widać było, że to dla nich nie pierwszyzna.

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 5/2012

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter