Niemiecka artyleria przeciwpancerna w 1945 roku
Marcin Bryja
Niemiecka artyleria przeciwpancerna
w 1945 roku
Po serii klęsk poniesionych na wszystkich frontach latem 1944 roku armia niemiecka miała bardzo niewiele czasu na przygotowanie się do odparcia kolejnych ofensyw sprzymierzonych. W trakcie walk okazało się, że przewaga aliantów w broni pancernej urosła na tyle, że strona niemiecka po prostu nie potrafiła sobie poradzić z powstrzymaniem pancernych zagonów przeciwnika. Artykuł ten ma na celu pokazać, czy i jak przygotowali się Niemcy w zakresie obrony przeciwpancernej, zanim nadszedł moment ostatniej próby. Jest też kontynuacją omówienia sytuacji niemieckiej obrony przeciwpancernej z lata 1944 roku z Poligonu Nr 2 – marzec-kwiecień 2010.
Koncepcja obrony przeciwpancernej ‘45
Dokładnie w dniu, w którym rozpoczęła się sowiecka ofensywa Bagration – czyli 22 czerwca 1944 roku – Inspektorat Wojsk Pancernych, który odpowiadał za organizację związków przeciwpancernych, zatwierdził plan rozwoju dywizyjnych oddziałów przeciwpancernych (Panzer-Jäger-Abteilungen). W planie przewidywano zdecydowanie większe nasycenie walczących oddziałów sprzętem samobieżnym. Po wprowadzeniu na uzbrojenie armat 7,5 cm Pak 40, a zwłaszcza 8,8 cm Pak 43 stało się jasne, że są to działa zbyt ciężkie jak na trakcję motorową; dotychczasowe doświadczenia pokazywały, że utraciły one niezbędną w obronie przeciwpancernej mobilność i łatwość ukrycia w terenie. Remedium na to miał być szybszy rozwój związków uzbrojonych w działa szturmowe (Sturmgeschütz) i samobieżne armaty przeciwpancerne (Jagdpanzer). Plan ten zakładał, że należy pilnie uzbroić każdą z 33 dywizji pancernych w 21 takich pojazdów (razem potrzebowano więc etatowo 693 sztuki takich wozów), a kolejnych 15 dywizji grenadierów pancernych w 73 działa w każdej (batalion przeciwpancerny i batalion pancerny), czyli łącznie tylko dla tych dywizji potrzebowano 1095 sztuk pojazdów typu Stug i Jagdpanzer. W rzeczywistości jeszcze bardziej ambitny był plan przydzielenia po 10 dział szturmowych na dywizję piechoty. Do tego celu potrzebowano razem 2200 sztuk Stugów. Łącznie potrzebowano więc 3295 Stugów dla dywizji piechoty i grenadierów pancernych, zaś dla dywizji pancernych 693 wdrażanych dopiero do produkcji wozów Jagdpanzer IV. Przy założeniu 13% strat miesięcznych plany te miały być ostatecznie zrealizowane na przełomie lutego i marca 1945 roku. Zmianę tę traktowano zresztą jako pierwszy krok; kolejny miało stanowić dalsze zwiększenie liczby samobieżnych środków przeciwpancernych w dywizjach. Docelowo miało to być 31 pojazdów Jagdpanzer na każdą DPanc i 20 Stug w dywizjach piechoty (bez zmian w dywizjach grenadierów pancernych), co z kolei chciano osiągnąć do sierpnia 1945 roku. Co warto dodatkowo podkreślić, Inspektorat Wojsk Pancernych dostrzegał przede wszystkim konieczność wzmocnienia siły przeciwpancernej dywizji i to właśnie ten element, a nie oddziały przeciwpancerne wsparcia miały ulec wzmocnieniu w pierwszym rzędzie. Plan naturalnie był mocno spóźniony, ale – choć plany dozbrojenia dywizji nigdy nie zostały w pełni zrealizowane – to jednak ta ogólna koncepcja miała swoje odbicie w działaniach podejmowanych przez dowództwo niemieckie pod koniec wojny. Najbardziej wyraźnym działaniem wpisującym się ten plan było podjęte już późnym latem 1944 roku przezbrajanie batalionów przeciwpancernych dywizji szybkich i przydzielanie coraz większej ilości kompanii Stug do dywizji piechoty.
Do końca 1944 roku sama struktura oddziałów obrony przeciwpancernej w dywizjach nadal nie ulegała większym zmianom. Pomimo ponoszonych strat w większości dywizji pancernych istniał już wtedy batalion przeciwpancerny (Panzer-Jäger -Abteilung) wyposażony w dwie kompanie dział samobieżnych (Jagdpanzer) oraz kompanię armat przeciwpancernych holowanych, chociaż tak naprawdę główną siłę przeciwpancerną tych dywizji stanowiły jednak własne czołgi. Sytuacja była tu o tyle skomplikowana, że w związku ze spadającą produkcją czołgów, w batalionach, które miały być wyposażone w pojazdy PzKpfw IV, pojawiały się coraz częściej Sturmgeschütz. Zostało to zresztą przewidziane w etatach jeszcze latem 1944 roku i zjawisko to szczególnie silnie dotyczyło – jakże często uważanych za traktowane priorytetowo w zakresie uzupełnienia – dywizji Waffen-SS. Co więcej, wdrożone do produkcji pojazdy znane jako PzKpfw IV/70 przewidziano właśnie jako następców tradycyjnego „wieżowego” PzKpfw IV i chociaż były de facto wersją rozwojową pojazdów Jagpanzer IV, to kierowano je do batalionów pancernych i wykazywano jako czołgi. Sytuacja była dość kuriozalna, bo jedna i ta sama dywizja pancerna mogła wykazywać pojazdy PzKpfw IV/70 w pułku pancernym jako czołgi i pojazdy Jagdpanzer IV w batalionie przeciwpancernym jako wozy Panzer-Jäger.
Nieco prostsze zasady obowiązywały w dywizjach grenadierów pancernych bazujących przede wszystkim na Sturmgeschützach, z których część wchodziła w skład batalionu pancernego, a część w skład batalionu przeciwpancernego. I chociaż teoretycznie szkolenie czołgistów czy załóg dział szturmowych, mających pełnić wsparcie dla batalionów grenadierów pancernych, różniło się od szkolenia pododdziałów przeciwpancernych, to oczywiście w praktyce używano ich w obydwu rolach.
Także dywizje piechoty nadal obowiązywał etat z roku 1944 przewidujący, że gros armat przeciwpancernych będzie skupionych w batalionie przeciwpancernym, w którym miała się znaleźć kompania 10 dział szturmowych (lub 14 Panzerjäger 38(t)), kompania 12 armat przeciwpancernych 7,5 cm Pak 40 oraz kompania przeciwlotnicza z 12 lekkimi armatami przeciwlotniczymi 2 cm Flak 38 lub 9 średnimi armatami 3,7 cm Flak 43. Batalion ten miał być zmotoryzowany, ciągnikami dla armat przeciwpancernych były najczęściej ciągniki gąsienicowe RSO, a dla lekkich armat przeciwlotniczych ciężarówki, z kolei dla średnich – półgąsienicowe samochody Maultier. Pułki grenadierów miały po jednej kompanii armat przeciwpancernych mieszanych z Panzerschreckami. Ogółem były to już tylko 3 armaty 7,5 cm Pak 40 i 36 Panzerschrecków na każdy pułk grenadierów. Oczywiście wszystkie pododdziały wyposażono też w Panzerfausty, ale ta broń nie była objęta etatem. Trzeba także pamiętać o tym, że już od połowy 1944 roku najczęściej nie raportowano obecności nie objętych etatem lekkich i średnich armat przeciwpancernych kalibrów 50 mm i lżejszych, tymczasem dość często zdarzało się, że armaty takie nadal występowały w dywizjach – zwłaszcza w takich, którym w wyniku serii odwrotów udało się zachować spójność i nie straciły swojego ciężkiego sprzętu.
Pełna wersja artykułu w magazynie Poligon 5/2013