Niemiecki książę, polski szlachcic, Karol de Nassau-Siegen

Adam Koperkiewicz
Europejska sława Karola Henryka Mikołaja Ottona, księcia de Nassau-Siegen, zapadła głęboko w świadomość genialnego wieszcza, który umieszczając go w narodowym eposie, również zapewnił mu nieśmiertelną pamięć w naszym narodowym kanonie literatury.
Mowa o żołnierzu, dowódcy, strategu, podróżniku, poliglocie, wizjonerze, przedsiębiorcy, dworaku, a przede wszystkim niezwykle mobilnym, pełnym brawury i ciekawości świata „Europejczyku”. Urodzony 5 stycznia 1745 roku we Francji, od najmłodszych lat, razem z matką borykał się z przeciwnościami, jakie stwarzała mu szeroko rozgałęziona i ustosunkowana rodzina.
Z niewyjaśnionych powodów babka Karola, żona Emanuela Ignacego księcia Nassau-Siegen nie ujawniła urodzin syna Maksymiliana (późniejszego ojca Karola), uczyniła to dopiero po śmierci męża. Ponieważ rodzina uznała, iż na Emanuelu Ignacym wygasła linia Nassau-Siegen, ziemie księstwa włączono do księstwa Oranii, połączonego z Austrią. Fakt późnego zgłoszenia Maksymiliana, pretendenta do kontynuacji wygasłego rodu, skwapliwie wykorzystali aktualni posiadacze tytułu i przynależnych dóbr. Rozpoczęły się procesy od Wiednia po Paryż. I o ile wiedeńscy prawnicy nie przychylili się do zabiegów Maksymiliana i wkrótce osieroconego syna Karola, to sąd w Paryżu orzekł w 1756 roku prawa do tytułu tego ostatniego.
Werdykt paryskiego sądu nie skutkował jeszcze zgodą na prawne posługiwanie się tytułem księcia przez młodego Karola i panowaniem nad dobrami, należącymi do tytułu. W tej sytuacji od najmłodszych lat nabrał przekonania, że tylko własną aktywnością i staraniem może uzasadnić swoje prawa i wejść do sfery „szlachetnie urodzonych arystokratów”. Do takich postaci jak on pasowały słowa Stefana Czarnieckiego: Jam nie z soli i nie z roli, jeno z tego co mnie boli. Całe jego bogate życie, godne filmowego scenariusza, było nieustannym pasmem nadzwyczajnych brawurowych czynów, tworzących niezwykły wizerunek, mający uzasadniać odzyskanie wysokiej pozycji społecznej i majątku. Dziś przysługiwałoby mu określenie „self-made man”.
Miejsce urodzenia i poparcie paryskiego sądu skłaniało nastoletniego Karola do Francji. W wieku 15 lat ochotniczo wstąpił do wojska swojej przybranej ojczyzny. Okazywany zapał, jak i postępy w wyszkoleniu skutkowały szybkimi awansami na porucznika piechoty i wkrótce na kapitana dragonów.
Jednak niecierpliwość i obraz zbyt powolnej kariery w armii, właściwe dla młodych zapaleńców, skierowały go na morze. Uzyskawszy dymisję, z listem polecającym króla Ludwika XV wszedł w skład starannie dobranego zespołu Louis-Antoine Bougainville, przygotowującego się do wyprawy dookoła świata, misji dyplomatycznej i kolonizatorskiej zarazem.
Inspiracją do pierwszej francuskiej ekspedycji dookoła świata była utrata kolonii w Ameryce Północnej i podjęcie próby poszukiwania nowych. Stąd członkowie wyprawy reprezentowali różne specjalności i umiejętności – od naukowych (zwłaszcza przyrodnicze, np. słynny Philibert Commerson) po żeglarskie i wojskowe.
5 grudnia 1766 roku 26-działowa fregata La Boudeuse pod dowództwem L.A. Bougainville’a, skompletowawszy ekipę wyruszyła z Saint-Malo. Pierwszym celem były Falklandy, skolonizowane przez Francję w 1764 roku. Tę młodą kolonię, w celu dobrych relacji z Hiszpanią, przekazano nowemu sojusznikowi. Na Falklandach oczekiwał też statek L’Etoile z żywnością i zaopatrzeniem, mający wspomagać francuskich „argonautów”.
16 lutego zawinięto do Montevideo, z którego dowódca razem z de Nassau odbyli podróż szkunerem w górę La Plata do Buenos Aires, by wrócić drogą lądową konno i w czółnie, przedzierając się przez rzeki. I to właśnie w tym rejonie doszło do najgłośniejszej przygody w całym życiu księcia. Kiedy wybrał się z przyjacielem d’Oraison na konną przejażdżkę, nagle zaatakował ich potężny jaguar. Zrzuconego przez spłoszonego konia towarzysza, książę uratował celnym strzałem z pistoletu.
Następnie odwiedzili Ziemię Ognistą, którą Bougainville i książę penetrowali na dwóch szalupach. Później, przez Cieśninę Magellana ekspedycja dotarła na Tahiti. Na miejscu de Nassau kilkakrotnie udawał się z misją uspakajania krajowców, podrażnionych pobytem obcych. Tutaj też, wg relacji współtowarzyszy, obdarzyła go uczuciem miejscowa piękność, królowa wyspy. W dalszych etapach podróży odwiedzono Nowe Hebrydy, Wyspy Salomona, Nową Gwineę, Moluki, Jawę i zatrzymano się na dłuższy odpoczynek na Przylądku Dobrej Nadziei. 22 lutego 1769 roku ekspedycja szczęśliwie powróciła do Saint-Malo, zadowolona z misji, zebranego olbrzymiego materiału naukowego, zdobywając znaczny podziw i rozgłos, do czego wydatnie przyczyniły się mrożące krew w żyłach Europejczyków relacje z brawurowego pojedynku z amerykańskim jaguarem.
Po powrocie z ponad 2-letniego rejsu, 24-letni książę wrócił w szeregi francuskiej piechoty w stopniu pułkownika. Ponownie jedyną szansą wybicia się i przyspieszenia kariery doświadczonego młodego człowieka było poświęcenie się służbie Marsowi.
Wieści o dokonaniach oraz nadzwyczajnej odwadze i śmiałości de Nassau dotarły również do Warszawy. Król Stanisław Poniatowski zafascynowany bohaterem, którego imię było na ustach całej współczesnej Europy, 10 czerwca 1774 roku nadał mu order św. Stanisława, a 17 czerwca order Orła Białego. Oba zostały przekazane obdarowanemu.
Kiedy w 1778 roku Francja wypowiedziała Anglii wojnę, nasz bohater rychło zgłosił projekt opanowania angielskiej wyspy Jersey. Po zaakceptowaniu brawurowego planu, na dowódcę wyprawy mianowano pomysłodawcę. 30 kwietnia 1779 roku, składająca się z dwóch fregat La Prudence i Danäe oraz zaokrętowanych żołnierzy grupa desantowa wypłynęła z Saint-Malo, podejmując próbę opanowania wyspy. Przypadek zrządził, iż niespodziewana burza zagnała na Jersey silną eskadrę angielską, co zdecydowanie odmieniło układ sił. Pozostawało jedynie wycofać się ze śmiałego przedsięwzięcia. Jednakże dowództwo francuskie nie dostrzegło w akcji de Nassau znamion porażki, skoro niedługo potem otrzymał od króla Ludwika XV order św. Ludwika.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 9-10/2018