Niemieckie schrony U-bootów we Francji

Mariusz Borowiak
Zdając sobie sprawę, że Wielka Brytania doceni znaczenie francuskich baz, z których korzystały okręty podwodne, admirał Karl Dönitz, naczelny dowódca U-Bootwaffe, podjął wysiłki w celu ochrony zarówno okrętów, jak i załóg. Za przyzwoleniem Adolfa Hitlera powstały ogromne fortyfikacje. Schrony U-Bootów stanowiły kluczowy element w walce o panowanie na Atlantyku, co w pełni rozumieli zarówno dowódcy niemieckiej broni podwodnej, jak i alianci.
Niemieckie okręty podwodne, rozpoczynając II wojnę światową na morzu, bardzo szybko pokazały swój potencjał bojowy. Aby maksymalnie skrócić ich drogę do rejonów zwalczania alianckiej żeglugi, a po powrocie z patrolu zapewnić odpowiednie warunki do odpoczynku załóg oraz przeprowadzenia niezbędnych napraw i remontów jednostek, Kriegsmarine potrzebowała sporej wielkości baz, odpowiednio przygotowanych do przyjmowania coraz liczniejszych flotylli U-Bootów. Okazuje się, że plany konstrukcyjne nowoczesnych baz dla U-Bootów były gotowe przed rozpoczęciem wojny w 1939 r. Na początku traktowano je, według twórców projektu, jako porty etapowe. Późniejsze rozwiązania konstrukcyjne schronów, przygotowane przez niemieckich inżynierów i specjalistów budowlanych, zapewniały już całkowitą autonomiczność owych fortyfikacji. Po upadku Norwegii, a następnie Francji i Holandii latem 1940 r. oddano do użytku niemal natychmiast kolejne dodatkowe bastiony operacyjne dla jednostek bojowych i pomocniczych U-Bootwaffe. W niektórych przypadkach Niemcy po prostu ponownie okupowali bazy, z których korzystali już w trakcie I wojny światowej – przykładem jest belgijski port Brugia. Mając bazy w Norwegii i kanał La Manche pod swoją kontrolą, Kriegsmarine zyskała łatwy dostęp do Morza Północnego i Atlantyku. To pozwoliło Dönitzowi i jego najbliższemu sztabowi oficerów na szybszy czas realizacji operacji, a tym samym na użycie większej liczby U-Bootów różnych typów w dowolnym momencie. Naczelny dowódca U-Bootwaffe opracował bardzo prosty schemat działalności dla swoich okrętów podwodnych, z których jedna trzecia była w drodze na patrol lub z niego wracała, jedna trzecia polowała na okręty i statki nieprzyjaciela w wyznaczonych rejonach, a pozostałe przebywały w porcie, gdzie je wyposażano lub poddawano pracom remontowym i modernizacyjnym.
Jak to się zaczęło
Pierwsze schrony dla niemieckich okrętów podwodnych z czasów I wojny światowej były raczej prymitywne pod względem konstrukcyjnym i technicznym. Do ich budowy użyto stalowych filarów o średnicy 50 cm (posłużyły m.in. do montażu ścian), cienkiej blachy falistej, cementu i desek. U-Booty spoczywały tam częściowo na drewnianych legarach. Schron tego typu miał 62 m długości, 8,8 m szerokości oraz 6 m wysokości i mógł pomieścić jeden mały podwodny stawiacz min typu UC. Struktura dachu była na tyle wytrzymała, że zabezpieczała okręt przed niewielkimi bombami odłamkowymi, wyrzucanymi ręcznie za burtę samolotu. Używane w pierwszych miesiącach Wielkiej Wojny bomby miały masę 5 kg, ale pod koniec konfliktu osiągnęły wagomiar 700 kg. Mimo to żaden ze schronów nie został nigdy zniszczony. Natomiast wielki bunkier dla okrętów podwodnych w Brugii miał już stanowiska dla ośmiu okrętów i przypominał te zbudowane w latach II wojny światowej. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w pobliżu Cieśniny Kaletańskiej, stanowiącej wejście na wody kanału La Manche, w porcie Zeebrügge (Belgia), który znalazł się w rękach niemieckich, zbudowano schron dla U-Bootów o wymiarach 70 × 10 m, podobny do budowanych w Brugii, ale z bardziej solidnym dachem. W Ostendzie postawiono dwa bunkry, w których znajdowały się suchy dok i baza dla okrętów podwodnych.
Budowa fortyfikacji we Francji
Potrzeba zapewnienia ochrony jednostkom przed atakami RAF w pięciu zorganizowanych niemieckich bazach na wybrzeżu Francji (Brest, Lorient, St. Nazaire, La Pallice, Bordeaux) stała się nagląca latem 1940 r. Dönitz przekonał Führera o konieczności specjalnego zabezpieczenia miejsc, w których cumowały U-Booty po powrocie z wielotygodniowych patroli frontowych. Chodziło o zapewnienie całkowitej autonomiczności baz, a cały teren miały bronić silnie uzbrojone baterie dział przeciwlotniczych.
Za projekty militarne o potężnych gabarytach, mające charakter obronny, w Kriegsmarine odpowiadał Wydział Budowy Marynarki Wojennej (Marinebauwesens) i dyrektor ministerialny Eckhardt. Doświadczenie w zakresie projektowania oraz budowy tego typu obiektów fortyfikacyjnych zdobyto na terenie niemieckiej bazy morskiej w Helgoland. Z kolei sprawę realizacji projektu – budowę baz i schronów dla U-Bootów, znajdujących się bliżej terenów ich operacji wojennych na Atlantyku – przekazano ministrowi budownictwa dr. inż. Fritzowi Todtowi, który bezzwłocznie skierował do pracy oddziały ze swojej liczącej 300 tys. robotników organizacji, nazywanej od jego nazwiska (do końca 1944 r. jej personel liczył już prawie 1,4 mln ludzi). W latach 1940-1945 w Organisation Todt (OT) pracowało coraz więcej cywilnych robotników, jeńców wojennych, robotników przymusowych ze Wschodu oraz ochotników. Niebawem OT we wszystkich bazach morskich na terenie Francji budowała potężne schrony przeciwlotnicze dla U-Bootów. Po śmierci administratora (zginął w lutym 1942 r. w katastrofie lotniczej) jego następcą został Albert Speer, nieco wcześniej mianowany ministrem uzbrojenia i produkcji wojennej.
Niemcy dysponowali nieograniczonymi zasobami siły roboczej. W projekt zaangażowano 15 tys. robotników (przy jednym bunkrze pracowało ok. 3 tys. ludzi), a koszt budowy schronów wyniósł 400 mln marek. Organizacja Todt była ściśle powiązana z DAF (Deutsche Arbeitsfront, Niemiecki Front Pracy), oficjalnym państwowym związkiem zawodowym, działającym pod nadzorem NSDAP, który siłą wchłonął wszystkie niezależne związki zawodowe i stowarzyszenia pracownicze na terenie Niemiec. Po upadku Francji i Holandii ustanowiono osobną komórkę Todt, kontrolującą budowę różnych obiektów wojskowych na okupowanych terytoriach. Organizacja Todt Einsatzgruppe West stacjonowała w Paryżu, na jej czele stał dyrektor Karl Weis. Podzielono ją na kilka obszarów dowodzenia (Oberbauleitungen), z których część wzięła bezpośrednią odpowiedzialność za budowę baz i schronów dla U-Bootów.
Wiadomo, że przynajmniej początkowo relacje między niemieckimi robotnikami budowlanymi i francuskimi robotnikami zatrudnionymi do pracy przy budowie schronów były dobre. Z relacji świadków wiadomo, że pracownicy francuscy i przywiezieni z innych krajów europejskich oraz Arabowie z Afryki Północnej byli dość dobrze odżywiani (do czasu, gdy alianckie bombardowania ograniczyły dostawy), dobrze opłacani i zakwaterowani w przyzwoitych warunkach mieszkaniowych. Wielu z nich w wyniku wojny utraciło miejsca pracy i chętnie korzystało z okazji zarobienia na życie przy realizacji niemieckich projektów budowlanych. Warto tu wspomnieć, że wśród nich znajdowali się nawet hiszpańscy komuniści, którzy uciekli do Francji podczas hiszpańskiej wojny domowej (1936-1939) i zostali internowani. Zdaniem Jacka P. Mallmanna Showella, brytyjskiego badacza dziejów Kriegsmarine w II wojnie światowej, pewna liczba Europejczyków z okupowanych krajów chętnie pracowała na budowach we Francji, ponieważ zapewniało im to dobry standard życia, dawało możliwość zajmowania się pracą o priorytetowym charakterze, a jednocześnie chroniło przed wysyłką na roboty przymusowe do gorszych miejsc. Wielu przybywało na wybrzeże francuskie jako robotnicy niewykwalifikowani, bez doświadczenia w budownictwie.
Przez plac budowy przewinęło się wiele niemieckich firm budowlanych, by wymienić tylko Siemens-Bauunion i Holzmann AG. Z zachowanych dokumentów wynika, że instalację elektryczną do schronów wykonała głównie firma Siemens-Schuckert. Z kolei firma MAN (Maschinenfabrik Augsburg-Nürnberg), gigant w produkcji maszyn, dostarczyła potężne pompy, chroniące przez zalaniem pomieszczeń o różnym przeznaczeniu. Ponadto wiele prac budowlanych (montażowych i wykończeniowych) zlecono firmom lokalnym. Robotnicy pracowali w systemie 12-godzinnym; rozpoczynali lub kończyli pracę o godzinie 7.00 i 19.00. Załogi budowlane pracowały 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. W nocy używano ogromnych lamp łukowych i lamp szperaczy. Gdy nadzór budowlany lub inne osoby z kierownictwa informowały o zbliżającym się nalocie, tymczasowo zatrzymywano prace.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 3-4/2022