Niosąc Pokój: lotnicze wsparcie misji ONZ na Haiti

Erwan de Cherisey
Lotnisko Port au Prince na Haiti, 16 kwietnia 2014 r. Pojedynczy chilijski Bell UH-1H Huey, cały pokryty bielą Narodów Zjednoczonych, stał daleko od hangarów dla śmigłowców. Jego załoga kręciła się wokół, robiąc ostatni przegląd przed wejściem na pokład. Pewna liczba brazylijskich żołnierzy już usadowiła się we wnętrzu, czekając na rozpoczęcie zadania. Wreszcie kilka minut później piloci wdrapali się do kokpitu i uruchomili silnik, podczas gdy technicy zasiedli w kabinie ładunkowej razem z pasażerami. Wkrótce wirniki śmigłowca ożyły i śmigła nabrały rozpędu. Dodatkowe kilka minut zajęło pilotom sprawdzenie listy kontrolnej. Wreszcie wiekowy UH-1H powoli uniósł się w powietrze, zawisając nad płytą postojową, obrał kierunek na pas startowy, by w końcu przyśpieszyć i wzbić się do lotu, zmierzając ku centrum Port au Prince z zadaniem rozpoznania i utrzymania porządku.
Śmigłowce na Haiti
Nim trzęsienie ziemi z 2010 r., które zrujnowało to małe karaibskie państewko, na krótko sprawiło, że znalazło się ono w centrum uwagi, tylko nieliczni ludzie w Europie byli świadomi, że przez ostatnie dziesięć lat, odkąd zamach stanu odsunął od władzy prezydenta Jeana Bertranda Aristide’a, Haiti była miejscem jednej z większych operacji pokojowych ONZ zwanej MINUSTAH (Mission des Nations Unies pour la Stabilisation en Haïti; United Nations Stabilization Mission in Haiti). Pośród wielu podległych oddziałów MINUSTAH posiada zdolność do organicznego wsparcia lotniczego, które świadczone jest przez mieszankę wojskowych i wyczarterowanych cywilnych statków powietrznych. Te maszyny są podstawą szybkiego transportu, standardowej i niestandardowej ewakuacji medycznej (MEDEVAC/CASEVAC), zadań poszukiwawczo-ratunkowych (SAR) oraz wsparcia rozpoznawczego dla sił naziemnych w kraju, w którym ruch kołowy i infrastruktura są w katastrofalnym stanie. Podróż naziemna z Port au Prince do Cap Haitien może zabrać nawet 6 godzin, mimo że miasta te dzieli 250 kilometrów. W tych warunkach śmigłowce są nieocenioną pomocą, choć od początku misji na Haiti w 2004 r. ich liczba stale ulega redukcji. Do dnia dzisiejszego do dyspozycji MINUSTAH pozostaje ich tylko osiem.
Haiti to wymagające środowisko do działań śmigłowcowych, głównie z powodu trudnej topografii oraz wysokich temperatur. „Wysoko i gorąco” – oto warunki panujące nad większością wysp. Powoduje to ograniczenie ładunku użytecznego maszyn, które czasem operują na granicy swoich możliwości. Kolejne ograniczenie wynika z braku działających w kraju radiolatarni, co dodatkowo utrudnia nawigację.
Chilijska jednostka lotnicza
Znany też jako CHIAVIN, oddział wydzielony Chilijskich Sił Powietrznych (Fuerza Aérea de Chile, FACH) jest obecny na Haiti od pierwszego roku ustanowienia misji MINUSTAH w 2004 r. Początkowo jako część większej mieszanej jednostki armii i lotnictwa, zawierała także pluton 3 śmigłowców Airbus Helicopters SA-330L Puma z Lotnictwa Wojsk Lądowych. Jednak te ostatnie odleciały w 2007 r. i odtąd CHIAVIN stała się wyłącznie operacją Sił Powietrznych. Jednostka brała udział w wielu trudnych zadaniach, w tym ratowniczych podczas usuwania skutków huraganu w Gonaïves w 2004 r., dostarczając ekipy ratunkowe, wyposażenie medyczne i realizując wszelkiego rodzaju dostawy pomocy humanitarnej, a także dokonując ewakuacji rannych do Port au Prince na leczenie.
Pełna wersja artykułu w magazynie Lotnictwo 10/2015