Niszczyciele i torpedowce w bitwie jutlandzkiej - część 2

Niszczyciele i torpedowce w bitwie jutlandzkiej - część 2

Wojciech Holicki


W fazie dziennej bitwy, mimo wystrzelania wielu torped, najmniejsi jej uczestnicy odnieśli skromne sukcesy. Brytyjska Grand Fleet straciła trzy niszczyciele, a kajzerowska Hochseeflotte – cztery torpedowce. Po zapadnięciu zmroku atakowały już wyłącznie jednostki Royal Navy.

Gdy Niemcy rozpoczęli odwrót, na czele Hochseeflotte znalazły się krążowniki lekkie 2. Grupy Rozpoznawczej. Kolumnę okrętów liniowych otwierał Westfalen, za którym podążały Nassau, Rheinland i Posen oraz pozostałe jednostki I. Eskadry. Następnie, za flagowym Friedrich der Grosse, szły 3. i 2. Eskadra, a na końcu krążowniki liniowe. Pozycje na lewym skrzydle kolumny zajmowały krążowniki lekkie 4. Grupy.

Z komodorem Michelsenem zostało tylko pięć torpedowców z IX. i III. TBF, a z komodorem Heinrichem – sześć z III. Pozostałe (łącznie 37 jednostek) rozstawiono tak, by osłaniać flotę z tych kierunków, na których spodziewano się okrętów liniowych Grand Fleet. Te torpedowce najpóźniej o 3.00 miały powrócić do sił głównych. W razie ewentualnego kontaktu bojowego Niemcom mogło sprzyjać niezłe wyszkolenie załóg w działaniach nocnych, natomiast na ich niekorzyść działał fakt, że o zmierzchu jednostki V. i VII. TBF były w stanie rozwijać najwyżej 18-21 w. Na tych torpedowcach opalano węglem trzy z czterech kotłów. Po długim czasie rozwijania dużych prędkości odkładający się na rusztach żużel ograniczał ich sprawność, a na domiar złego przekroczenie 15 w. oznaczało nieuchronnie wydobywanie się z kominów także zdradzieckich iskier. Rozwój wydarzeń sprawił jednak, że nie miało to żadnego znaczenia.

Dowódca Grand Fleet nie chciał nocnego starcia okrętów liniowych, obawiając się w takiej sytuacji zbyt dużej roli przypadku. Spodziewał się też, że po zmierzchu Niemcy wyślą torpedowce do ataków na jego siły główne. By ułatwić ich obronę, tuż przed zapadnięciem zupełnych ciemności rozkazał flotyllom niszczycieli zająć pozycje w odległości 5 mil za ostatnimi pancernikami w kolumnach. Takie ich usytuowanie dawało pewność, że każda mała jednostka zbliżająca się do nich z większości kierunków może być ostrzelana bez ryzyka pomyłki. Problem polegał na tym, że za daną flotyllom swobodą manewru nie poszły informacje o nieprzyjacielu (dowódcy niszczycieli bardziej się też domyślali, niż wiedzieli, gdzie mogą być własne eskadry krążowników) czy choćby instrukcje do meldunków o ewentualnym kontakcie bojowym. Tymczasem już wkrótce okazało się, że niskie chmury oraz opary nad wodą pozwalały na dostrzeżenie nawet największych okrętów dopiero z bardzo małej odległości, a wynikające z obawy przed pomyłkowym atakiem lub ostrzałem ze strony swoich dążenie do ich identyfikacji miało fatalne konsekwencje dla Brytyjczyków. Na domiar złego niewielki dystans i wysoka prędkość ograniczały mocno czas na manewr, wycelowanie i wystrzelenie torped.

Pierwsze potyczki

Zanim przyszło do wykonania rozkazu o zajęciu pozycji za pancernikami, o 21.11 z krążownika lekkiego Castor, flagowca 11. DF, zauważono dym na północny zachód od niego. Okręt i prowadzone przezeń niszczyciele zrobiły zwrot, by sprawdzić, co jest jego źródłem; podążyły za nimi trzy krążowniki należące do 4. LCS. Dziesięć minut potem z płynącego na czele Castora zauważono torpedowce – jednostki wroga szły na południowy zachód, ku krążownikom liniowym Beatty’ego. Otwarcie ognia o 21.18 sprawiło, że tuzin okrętów V. TBF z miejsca rozpoczął ucieczkę na północny zachód. Siedem minut później ścigający mieli w swej prawej ćwiartce dziobowej siły główne Hochseeflotte i o 21.26, gdy trzy pancerniki niemieckie otworzyły ogień, role się nagle odwróciły. Niszczyciele były w tym starciu tylko świadkami. Obawa przed pomyłkowym zaatakowaniem swoich sprawiła, że równie biernie zachowały się, gdy niedługo po 22.00 doszło do potyczki na czele szyku Hochseeflotte – tylko krążowniki lekkie Caroline i Royalist wystrzeliły wówczas po niecelnej torpedzie do pancerników Westfalen i Nassau.

W przypadku sił lekkich do kolejnego kontaktu doszło o 22.50. Przed dziobem S 24,flagowca płynącej z prędkością 17 w. VII.TBF, zauważono wówczas kolumnę niedużych jednostek. Dystans szybko spadł do 400-500 m, ale nadal brano je za należące do II.TBF i dopiero brak odzewu na hasło spowodował, że o 22.58 S 24, S 16, S 18 i S 15 wystrzeliły do nich po torpedzie. W tej z S 24 źle działał mechanizm utrzymywania głębokości przebiegu i jej wyskakiwanie na powierzchnię Niemcy uznali za przyczynę braku choćby jednego trafienia. W rzeczywistości z zaatakowanych czołowych niszczycieli 11. DF tylko Garland zauważył zagrożenie (unik był zbędny, torpeda przeszła za jego rufą) i o 23.02 otworzył ogień – szybko przerwany, bo brak ostrzału jego dowódca przyjął za potwierdzenie swego przekonania, że torpeda została wystrzelona pomyłkowo przez swoich. Ponieważ jego podwładni nie widzieli napastników (celem priorytetowym były okręty liniowe wroga, więc Niemcy już zdążyli się oddalić), nie podniósł też alarmu i dowódca flotylli nie dowiedział się o ataku.

Niemal w tym samym czasie Castor i czołówka 11. DF zostały zauważone z krążowników lekkich Frankurt i Pillau. Każdy z nich wystrzelił niecelną torpedę; oddaliły się niezauważone. Ponieważ za tą parą płynęły jednostki IV. Grupy, doszło do następnego kontaktu i o 23.15 rozpoczęła się pięciominutowa wymiana ognia na dystansie około 1000 m. W trakcie zwrotu na kurs oddalający je od wroga Castor oraz Magic i Marne wystrzeliły po torpedzie (wycelowanie kolejnych uniemożliwiły błyski wystrzałów i światło reflektorów), a drugi z niszczycieli został trafiony przez pocisk, który nie spowodował poważniejszych szkód. Pozostałe nie włączyły się do walki, bo ich dowódcy uznali, że doszło do pomyłki i celem są inne jednostki Grand Fleet, a na Castorze zniszczeniu uległy reflektory sygnałowe i nie działała czasowo radiostacja. Z zapisu w dzienniku bojowym Elbinga wynika, że niewiele zabrakło, by Brytyjczycy odnieśli wówczas większy sukces – krótko po 23.20 na niemieckim krążowniku zbyt późno zauważono torpedę w jego lewej ćwiartce rufowej, ale płynęła ona za głęboko i przeszła pod niemal całą długością kadłuba okrętu.

O północy, po starciu krążowników lekkich, w wyniku którego zatonął Frauenlob, najbliżej sił głównych Hochseeflotte była 4. DF. Około 7 mil na wschód od niej znajdowały się Champion i dziewiątka niszczycieli za jego rufą, po lewej burcie flagowca Fariego płynęło pięć, a na północny zachód od niego – Faulknor i 12. DF, z nieodległą 6. Eskadrą pancerników, która z powodu uszkodzeń Marlborougha nie mogła płynąć tak szybko jak reszta okrętów liniowych i stopniowo odpadała od sił głównych Grand Fleet.

Goliat górą

Na czele 4. DF, w skład której wchodziły jednostki typu Acasta, płynął lider Tipperary. W szyku torowym podążały za nim kolejno Spitfire, Sparrowhawk, Garland, Contest, Broke (lider 3. i 4. Dywizjonu), Achates, Ambuscade, Ardent, Fortune, Porpoise i Unity.

Dwadzieścia minut po północy z czołowych jednostek flotylli zauważono trójkę idących w szyku torowym większych okrętów. Zaczęły one wyprzedzać niszczyciele, były na lekko zbieżnym kursie, kierując się na południowy wschód. Obserwatorzy doliczyli się czterech kominów, więc zgodnie wzięto je za krążowniki lekkie Grand Fleet i dowódca flotylli, kmdr Charles Wintour, tylko na wszelki wypadek rozkazał obrócić ku nim wyrzutnie torpedowe. Gdy około 0.30 Tipperary nadał sygnał identyfikacyjny, odległość do napotkanych okrętów wynosiła niecałe 1000 m, więc pociski, które nadleciały zaraz po tym, jak znalazł się w świetle reflektorów, nie mogły chybić. Już pierwsze trafiły w pokład dziobowy i nadbudówkę, zmiatając za burtę armaty i zabijając niemal wszystkich na mostku. Tipperary odpowiedział z armat rufowych. Obie wyrzutnie na sterburcie zdążyły wystrzelić torpedy, ale zaraz potem kolejne trafienia sprawiły, że wypadł z szyku i zastopował. Nad jego rufą wzniosła się chmura pary i zaczął płonąć.

Do Tipperary strzelały nie tylko Rostock, Elbing, Hamburg i S32, ale i dwa czołowe w nieodległej linii pancerników Hochseeflotte – Westfalen i płynący za nim Nassau. Na tym pierwszym odnotowano, że cel, „przypuszczalnie krążownik przewodnik flotylli”, znajdował się w namiarze 300° i odległości 1400-1800 m, miał wszystkie armaty w osłonach przeciwodłamkowych i biały numer 60 (w rzeczywistości było to 6C) na szarym kadłubie. Miał zatonąć po kolejnej salwie artylerii średniej pancernika, odgryzając się z armaty rufowej, którą pod koniec obsługiwał już tylko jeden człowiek. Do momentu przerwania ognia, czyli w ciągu 5 minut, Westfalen wystrzelił 92 pociski kal. 150 mm i 45 kal. 88 mm. Ogień otworzył także Rheinland, jednak celem był w tym przypadku krążownik pancerny Black Prince, który na swoje nieszczęście zabłąkał się w pobliże.

Spitfire, płynący bezpośrednio za flagowcem Wintoura i dowodzony przez kpt. mar. Clarence’a Trelawneya,wziął na muszkę środkowy z krążowników. Jedna z dwóch torped miała trafić między jego drugim kominem i masztem, a rezultatem wybuchu były pożary na dziobie i rufie celu, silny przechył i „niechybne” zatonięcie. Następne manewry niegroźnie ostrzeliwanego niszczyciela doprowadziły do tego, że znalazł się przed dziobem Nassau. Gdy pocisk artylerii średniej pancernika przeszył mostek Spitfire’a, tylko sternik i jeden z sygnalistów pozostali nietknięci, Trelawney stracił czapkę i miał paskudnie rozciętą górę głowy. Zaraz potem zorientował się, że okręt wroga przyjął kurs kolizyjny, więc rozkazał dać całą naprzód i wykonać ostry skręt w prawo. Widząc, że manewr nie pozwoli uniknąć zderzenia, zdążył jeszcze krzyknąć, by obsługa strzelającej gęsto armaty dziobowej opuściła stanowisko.

Zwrot sprawił, że Nassau i płynący z prędkością 27 w. Spitfire tylko przytarły się lewymi burtami na swoich dziobach. Różnica rozmiarów zrobiła swoje – pancernik przechylił się o 5-10°, a niszczyciel niemal położył się na wodzie. Parę sekund wcześniej wieża dziobowa pancernika oddała do niego salwę, ale przy tak małej odległości maksymalne opuszczenie luf armatnich sprawiło tylko to, że jeden pocisk zawadził o górną krawędź komina środkowego. Sam podmuch wystarczył jednak, żeby zniszczyć nadbudówkę dziobową oraz przewrócić maszt i komin przedni. Ponieważ Trelawney się nie odzywał, a nie można go było znaleźć na zrujnowanym mostku, został uznany za martwego. Komendę przejął zastępca, por. Bush, który najpierw rozkazał obsadzić stanowisko sterowe na rufie.

Po kolizji Spitfire kontynuował skręt. Ponieważ niemal nie zwolnił, a skutecznie odciągały od niego uwagę Tipperary i Black Prince, oddalił się już niemal nieostrzeliwany. Docierające do Busha meldunki nie były złe. Głównym rezultatem kolizji okazało się rozdarcie poszycia powyżej linii zanurzenia od dziobnicy do miejsca za mostkiem, na długości około 20 m. Pas blachy pod pokładem dziobowym zupełnie zniknął, natomiast w mesę wbił się sześciometrowy odcinek poszycia burtowego Nassau. Drobniejsze uszkodzenia kadłuba rozciągały się niemal na całej reszcie jego długości, zniszczeniu uległy m.in. reling i żurawiki z łodziami. Poniżej linii zanurzenia rozdarcie rozciągało się od dziobnicy do drugiej grodzi, która pozostawała szczelna. Bush szybko też zorientował się, że pary nie może dostarczać tylko jeden z czterech kotłów (dziobowy).

Po pewnym czasie Trelawney odzyskał przytomność, wygrzebał się z rumowiska i – nadal oszołomiony – dotarł na rufę. Już pod jego komendą załoga, uszczuplona o 5 poległych i 3 poważnie rannych (lżejsze obrażenia miało 16 ludzi), załatała czym się dało kadłub. Mimo wsparcia grodzi oczywiste było, że okręt nie może płynąć szybciej, a mocne pogorszenie się pogody oznacza najpewniej jego zatonięcie, co wobec zniszczenia radiostacji groziło oczywistymi konsekwencjami. Gdy o świcie zaczęło mocniej wiać z południowego zachodu, musiał zwolnić do 6 w., a po południu skierować się na północ, rufą ku coraz wyższym falom. Rano 2 czerwca, kilka godzin po tym, jak zdesperowany już Trelawney rozkazał wystrzelić flary, licząc na ściągnięcie pomocy, wiatr zdecydowanie zelżał i Spitfire mógł przyspieszyć do 10 w. na kursie 200°. Niedługo potem, dzięki napotkaniu patrolowca, okazało się, że niszczyciel jest 22 Mm od ujścia rzeki Tyne, gdzie dotarł około południa.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 3-4/2022

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter