Niszczyciele nie do zdarcia

Niszczyciele nie do zdarcia

Wojciech Zawadzki

Zaprojektowane z myślą o udziale w wojnie, stąd też zamówione w tak wielkiej liczbie, niszczyciele typów Allen M. Sumner i Gearing zdążyły jeszcze, choć nie wszystkie, wziąć udział w walkach w Europie i na Pacyfiku.

Gdy w Europie zaczynała się wojna, za oceanem z niepokojem spoglądano raczej w kierunku Japonii. Dla US Navy zamówiono w tym czasie sporo nowych okrętów, trwała budowa niszczycieli typu Gleaves (łącznie weszły do służby 62 jednostki) i Benson (wcielono w sumie 30 okrętów). Pod koniec 1939 r. trwały też prace projektowe nad nieco powiększonymi w stosunku do poprzedników jednostkami. W założeniu amerykańskich decydentów tym nowym projektem zamierzano zastąpić w linii stare niszczyciele, budowane masowo pod koniec i krótko po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Pierwotnie miało powstać 130 okrętów, które od pierwszego znane są jako jednostki typu Fletcher (DD 445). Zamówienia na nie zostały autoryzowane 1 lipca 1940 r., czyli zgodnie z ówczesnymi amerykańskimi procedurami w pierwszym dniu obowiązywania FY 1941 (FY to skrót od „Financial Year”, czyli rok budżetowy).

Projekt czasu wojny

W czasie, gdy Bureau of Ships (biuro do spraw okrętów – oficjalny organ zajmujący się nadzorowaniem prac projektowych przy wszystkich okrętach US Navy) zajmowało się przygotowywaniem kompletnej dokumentacji stoczniowej na niszczyciele typu Fletcher, jedna z jego komórek, wraz z biurem projektowym stoczni Gibbs & Cox, już pracowała nad wstępnym projektem nowej jednostki tej klasy. Wśród cech, na które zwrócono szczególną uwagę, były wzrost możliwości zwalczania celów powietrznych oraz zmniejszenie (obniżenie) sylwetki. Początkowo, czyli w miesiącach letnich 1941 r., konstruktorzy podążali dwoma drogami. Pierwsza polegała na stworzeniu jednostki średniej wielkości, a bazą wyjściową miał być ulepszony typ Gleaves (finał tych rozważań znany jest jako projekt A). Druga droga miała wieść do celu przez modyfikację typu Fleatcher (projekt B). W kolejnych miesiącach rozpatrywano także warianty alternatywne – w sumie było ich 10 – A, AI oraz od B do B VII. Kolejne warianty projektu B noszą daty od 30 września 1941 r. do 10 marca 1942 r. Dostępne szkice pozwalają prześledzić ewolucję, jaką przeszła konstrukcja, głównie pod względem proponowanych wariantów uzbrojenia.

W kwietniu 1942 r. adm. Ernest J. King, dowódca US Navy i szef operacji morskich, odrzucił możliwość powrotu w klasie niszczycieli do jednostek średniej wielkości, argumentując to m.in. brakiem zadowalających efektów w czasie prac przy projekcie A. Pozostał więc projekt B, którego osiem wariantów oceniono jako bardzo obiecujące. Zaletą tego projektu było wykorzystanie linii kadłuba i wielu mechanizmów z już produkowanego typu Fletcher, co umożliwiło wielkoseryjną produkcję w krótkiej perspektywie czasowej, skracało bowiem czas przejścia w budowie na nowy typ bez konieczności wprowadzania czasochłonnych zmian w wyposażeniu stoczni i zamówieniach kooperantów. Poza tym pierwsze miesiące wojny z Japonią dały pewne wyobrażenie rozwoju morskiego pola walki – od razu stało się widoczne, że nie ma w nim miejsca na niszczyciele średniej wielkości, pozbawione tak potrzebnych atutów w walce z przeciwnikiem atakującym z powietrza i spod wody.

W trakcie powstawania kolejnych odsłon projektu B coraz mocniej akcentowano nie tylko skuteczność walki z samolotami, ale także odporność konstrukcji na ataki bombowe i ochronę załogi przed ostrzałem z powietrza i odłamkami. Uznano, że polepszenie możliwości walki z lotnictwem może się odbyć nawet kosztem osłabienia możliwości nowych niszczycieli w innych parametrach taktyczno-technicznych. Jednocześnie w dalszym ciągu uznawano, że niszczyciel musi posiadać silną artylerię głównego kalibru (w domyśle pięciocalową, czyli o kalibrze 127 mm) oraz broń torpedową, co w połączeniu z dużą prędkością musiało skończyć się zaprojektowaniem dużego okrętu, choć rozpatrywano jeszcze możliwość stworzenia dwóch mniejszych wyspecjalizowanych niszczycieli: jednego uderzeniowego, operującego w składzie głównych sił floty, i drugiego tzw. eskortowego, przeznaczonego do walki z okrętami podwodnymi i lotnictwem.

Ostatecznie zatem miał to być jednak niszczyciel w miarę uniwersalny, silnie uzbrojony i zdolny do skutecznego rażenia zarówno celów nawodnych i podwodnych, jak i powietrznych. W związku z tym sporo uwagi poświęcono na dokładne oszacowanie mas wszystkich mechanizmów i systemów uzbrojenia, które miały pojawić się na tych jednostkach, a także na ich właściwe rozmieszczenie – tak aby zminimalizować ryzyko nie tylko unieruchomienia okrętu od jednego niefortunnego trafienia, ale także zachowania w takiej sytuacji zdolności do obrony. Zwracano przede wszystkim uwagę na jak najwłaściwsze rozmieszczenie poszczególnych systemów artyleryjskich, aby uzyskać maksymalną siłę ognia w poszczególnych sektorach.

Protoplastą finalnego projektu okrętu typu Allen M. Sumner był projekt B-II, w którym po raz pierwszy przewidziano w pełni zakryte wieże z dwoma armatami kalibru 127 mm. Trzy takie wieże, czyli w sumie sześć luf głównego kalibru, stanowiło spore zwiększenie siły ognia w porównaniu do znajdujących się w produkcji niszczycieli typu Fletcher z pięcioma wieżami z pojedynczymi pięciocalówkami. Trzy wieże zamiast pięciu pozwalały też na zagospodarowanie zwolnionego miejsca na zwiększenie liczby luf mniejszych kalibrów, tak potrzebnych w obronie przeciwlotniczej.

Bureau of Ships oraz Bureau of Ordnance (czyli biuro do spraw broni morskich) opowiadały się zdecydowanie za rozwojem projektu B-II. Niektóre jednak komórki w dowództwie US Navy, w tym Biuro Generalne, źle patrzyły na ten wariant ze względu na ograniczenie liczby rur torpedowych, które uważano za istotny element uzbrojenia niszczycieli. Zwolennicy silniejszej artylerii rozpoczęli delikatne lobbowanie za koncepcją adm. Kinga i jego najbliższego otoczenia, zakończone, jak już wspomniano, odrzuceniem pojedynczych wież artylerii głównego kalibru. Przygotowano też dwa kolejne warianty, w tym B-VII, który miał pogodzić zwolenników silnej artylerii i broni torpedowej. Do trzech podwójnych wież kalibru 127 mm dodano dwa pięciorurowe aparaty torpedowe – pierwszy standardowo na śródokręciu za pierwszym kominem, dla drugiego zaś znaleziono miejsce na rufie na końcu nadbudowy, na jej dachu, przed rufową wieżą głównego kalibru.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 1-2/2021

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter