Nosiciele tradycji

 


Marek Błuś


 

 

 

Nosiciele tradycji

 

Współczesne żaglowe okręty wojenne

 

 

Żaglowce w składzie flot wojennych mają mało wspólnego z „twardymi” zagadnieniami wojskowości i wojskowej edukacji, takimi jak na przykład efektywność szkolenia. Okręty te służą przede wszystkim do „podnoszenia ducha marynarskiego”, jak to celnie ujmuje motto Cuauhtemoca, szkolnego barku marynarki meksykańskiej. Misji tej nigdzie się nie lekceważy, ale praktyka pokazuje, że do owego wzniosłego celu prowadzą różne metody.



 

 


 
Na świecie jest około 50 morskich formacji wojskowych i policyjnych, na tyle  dużych, by ich potrzeby kadrowe mogły uzasadniać posiadanie okrętu żaglowego  większego niż jacht, jednak tylko 22 służby eksploatują tego rodzaju  jednostki. Z zestawienia dwóch powyższych liczb wynika, że opinie w kwestii  przydatności żaglowców są podzielone – przynajmniej w praktycznym tego  wyrazie. W załączonym spisie okrętów szkolnych uwagę zwraca brak znaczących  flot od Royal i US Navy począwszy, a na marynarkach Rosji i Japonii kończąc. Jednak wielkość mundurowej formacji nie jest tu zasadniczym kryterium, co  dobitnie pokazał ostateczny „podział” marynarki jugosłowiańskiej. Jej  żaglowiec, Jadran, przypadł ostatecznie miniaturowej flocie miniaturowej  Czarnogóry, która wcale nie zamierza się go pozbywać. Można z tego wysnuć  wniosek, że w wielu krajach tylko ograniczenia budżetu niweczą lub usypiają  żeglarskie pasje admiralicji. Ciekawym zagadnieniem są różnice edukacyjnych doktryn między poszczególnymi  formacjami wewnątrz tych samych państw – US Navy żaglowca nie posiada, bo  uważa szkolenie na nim za marnotrawienie czasu, natomiast US Coast Guard  jest operatorem fregaty Eagle. W Rosji i w Japonii podobna różnica dzieli  floty wojenne i handlowe.

Romańska specjalność
Jednak najbardziej charakterystyczne zjawisko, to dominacja państw  romańskich. Aż 13 morskich krajów Europy i obu Ameryk, których język wywodzi  się z łaciny, posiada szkolne okręty żaglowe, przy czym większość zajmuje  górną część tabeli ułożonej według wyporności. Z dużych krajów Ameryki  Południowej brakuje tu tylko Peru. Floty te posiadają razem 16 okrętów. Ów  fenomen niektórzy autorzy wyjaśniają hiszpańskim kompleksem porażki w  rywalizacji o panowanie nad oceanami, ale wydaje się, że motywy są bardziej  złożone, o czym świadczą duże żaglowce w marynarce niemieckiej i  amerykańskiej Straży Wybrzeża.

Niektóre powody eksploatowania żaglowców należałoby określić jako  ekonomiczne. Duże, ale stosunkowo biedne marynarki Ameryki Południowej są  bardzo nieruchliwe. Większe okręty stoją całymi latami przy kejach albo na  kotwicowiskach, sporadycznie wypływając na ćwiczenia. W takich warunkach  trudno zapewnić podchorążym praktykę morską (w zrozumieniu – oceaniczną) z  prawdziwego zdarzenia. Najtańszym rozwiązaniem jest więc żaglowiec. A kiedy  już taki okręt wypływa w rejs szkolny, to powierza mu się dodatkowe  obowiązki, które w innych krajach wypełniają duże okręty bojowe. Chodzi o  dyplomację morską w „miękkiej” formie, czyli demonstrowanie bandery i  kultury morskiej, promowanie osiągnięć państwa i inne działania o  charakterze propagandowym i „misyjnym”. Latynosi są mistrzami w zgrywaniu  zawinięć swoich żaglowców z zagranicznymi wizytami polityków i świętami  narodowymi w odwiedzanych krajach. Portugalczykom ich Sagres służy także do  podtrzymywania więzi z emigracją, do budowy nowych relacji z byłymi  koloniami, czyli także polityce (np. podczas rejsu szkolnego w 2008 r.  realizowano operację Mar Aberto – program współpracy wojskowej z państwami  PALOP, czyli używającymi języka portugalskiego jako oficjalnego; po drodze  okrętowano wojskowych z tych krajów).

 

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 6/2009

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter