Noczesny Niszczyciel min
Maksymilian Dura
Noczesny Niszczyciel min,
czyli niespełnione marzenie MW RP
Od kilkunastu lat Marynarka Wojenna RP robi wszystko, by wejść w posiadanie nowych niszczycieli min. Problem polega na tym, że okręty, które byłyby jedynie niszczycielami min nie są już jej tak naprawdę potrzebne.

igdy nie twierdziłem, że zagrożenie minowe przestało istnieć, i że Marynarka Wojenna nie musi mieć środków, aby je minimalizować. Jestem jednak przeciwny łudzeniu się, że budżet Ministerstwa Obrony Narodowej znajdzie środki na budowę tak wyspecjalizowanych jednostek, jak niszczyciele min. Tym bardziej, że większość dużych flot raczej wycofuje okręty tej klasy, niż wprowadza je do służby. Od kilku lat na świecie słychać coraz więcej o nowej koncepcji wojny minowej, która zakłada wykrywanie i likwidację min przez systemy mogące działać z pokładów mniej wyrafinowanych jednostek niż niszczyciele min oraz z brzegu. Co więcej, systemy te mają być przystosowywane do szybkiego przerzutu w dowolny rejon globu. W koncepcji tej trudno jest znaleźć miejsce dla niszczycieli min, których nie da się „zapakować” do samolotu, i które nie nadążają za zespołami okrętów bojowych, a więc nie mogą ich chronić. Niestety, ta nowa idea nie dotyczy Polski. U nas bowiem program budowy niszczyciela min trwa od lat 80., i nadal nikt nie ma odwagi, by zmienić kryptonim, pod którym się on toczy – Kormoran. Jeżeli jednak już ktoś o tym myśli, to wylewa dziecko z kąpielą, proponując całkowitą rezygnację z okrętów przeciwminowych (Mine Countermeasures Ships, MCM) na rzecz wyłącznie systemów bezzałogowych. Z jednej paranoi w kolejną... Tymczasem pewne jest, że bez okrętów nie można przeprowadzić skutecznej operacji MCM. Trzeba jednak wiedzieć, jak one powinny wyglądać, a to wcale nie jest takie oczywiste.
Niekończąca się opowieść
Zaczęło się od budowy okrętów proj. 207, które zaprojektowano w dwóch wersjach. Pierwsza – proj. 207D/P to trałowce, druga – proj. 207M, miała być wyposażona na podobieństwo wykorzystywanych wtedy powszechnie w NATO niszczycieli min, ale wyszło jak zwykle. W NRD miał powstać pojazd podwodny, lecz nie zdążono go ukończyć przed rozpadem Układu Warszawskiego, system pozycjonowania pozostał w sferze marzeń, sonary nie miały kanału identyfikacji, system dowodzenia opierał się na „lornetce i mostku”, a kadłub z tworzyw sztucznych, pomimo nagród jakimi obsypano jego twórców, niewiele miał wspólnego ze strukturą przekładkową (sandwich). W efekcie z projektu plastykowego niszczyciela min nic nie wyszło. MW pozostała z największą flotą trałowców na świecie (ten mało zaszczytny prymat dzierży zresztą do dzisiaj), a Stocznia Marynarki Wojennej (SMW) z ogromną halą dla „plastikowych” jednostek. Jednak wizja floty niszczycieli min trwa, tym bardziej, że jest widoczna w planach modernizacji technicznej MW. Zamierzenia te, z powodu braku środków finansowych, są ciągle przesuwane w czasie, ale nikt nie wpadł na to, by je gruntownie zmodyfikować. Jest w tym dużo mądrości, bo w polskiej rzeczywistości mogłoby to oznaczać usunięcie pozycji Kormoran z planu, bez dania czegokolwiek w zamian. Tymczasem przeprowadzono modernizację trzech okrętów proj. 206F, bo stałe zespoły NATO-wskie, nawet w swojej wyrozumiałości dla nowych członków Sojuszu, nie przełknęłyby naszych plastikowych trałowców. Metalowa hybryda trałowca z niszczycielem min dała nieco czasu na kontynuowanie projektu Kormorana, ale niestety zmarnowano go z powodu braku pieniędzy. Prace koncepcyjne zaczęto, ale ich końca nie widać.
Choć trudno to sobie wyobrazić, Kormoran ma się gorzej niż Gawron, ponieważ najpierw zbudowano kadłub korwety, a teraz wybiera się dla niej uzbrojenie, zaś w przypadku niszczyciela min rozpoczęto pracę nad jego systemami, kłótnię o kadłub pozostawiając na później. O ile jednak rdzewiejący kadłub można „wypełnić” czymś nowoczesnym, o tyle gotowe systemy szybko się starzeją, przestając w końcu być przydatne. Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej S. A. z Gdyni (CTM), który wiedzie prym w rozwoju technik minowych w Polsce, już kilka lat temu zakończył pracę nad trójczęstotliwościowym sonarem SHL-101/T Skowron dla niszczyciela min, ale z powodu jego braku zamontowano tę stację na jednym z „plastusiów” – ORP Wdzydze (więcej w NTW 3/2009). Nowych zamówień nie ma. To samo stało się z okrętowym systemem kierowania walką minową Bełtwa, który w efekcie zamontowano na zmodernizowanym Flamingu proj. 206FM. W tym przypadku także brak dalszych zamówień. Zakończono również inne projekty dedykowane niszczycielowi min. Przemysłowy Instytut Telekomunikacji opracował „cichy” radar CRM-200 (zamontowany również na ORP Flaming), CTM i Akademia Marynarki Wojennej (AMW) projekt inteligentnej miny Sikora i systemu zdalnego sterowania minami Biegus, natomiast Politechnika Gdańska finalizuje program budowy samobieżnych, zdalnie sterowanych ładunków wybuchowych Głuptak do niszczenia min. Systemy więc są, ale niszczyciela min nadal nie ma. Lata mijają i powoli to, co zrobiono przestaje być potrzebne. Krytyczne publikacje prasowe oraz głosy w samej MW zaczęły przynosić efekty, chociaż bardziej kosmetyczne, i do „niszczyciela min” dodano przymiotnik „nowoczesny”. Złośliwi mówią, że trudno jest realizować nowy projekt okrętu, jeżeli nie byłby on nowoczesny, ale w przypadku MW „nowoczesny” oznacza również, że ma być inny, niż klasyczny niszczyciel min. Dlatego systematycznie wspomina się o potrzebie uaktualnienia wymagań taktyczno-technicznych dla tego okrętu, ale szczegóły nie są publikowane (chociaż na świecie wszyscy to robią).
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 2/2010