Offensive pour la Pologne: koncepcja i realizacja. Próba podsumowania

Wojciech Mazur
Koncepcja „zdrady Zachodu”, który we wrześniu 1939 roku mógł uratować zaatakowaną przez hitlerowską Rzeszę Rzeczpospolitą, ale nie uczynił tego, od pomocy wręcz się odżegnując, silnie zakorzeniona jest w polskiej umysłowości. Jej początki sięgają gorących dni wrześniowej kampanii, kiedy to walczący z przygniatającą przewagą wroga Polacy niemal każdego dnia liczyli, że ulgę przyniesie im niebawem podjęta na Zachodzie aliancka ofensywa. Zapisy zawartych z sojusznikami umów oraz uwarunkowania ich realizacji znane im nie były, i zresztą nie obchodziły ich – z przyczyn dość oczywistych. Nawet garstka osób w sojuszniczych uzgodnieniach zorientowanych działała wówczas pod presją dramatycznych okoliczności –zakrojonej na szeroką skalę akcji zachodnich aliantów żądając niemal natychmiast, bez oglądania się na realia. Postawę taką przyjęli wówczas zresztą nie tylko Polacy. Podzielali ją w dużej mierze także przebywający na terenie Rzeczypospolitej przedstawiciele państw alianckich – również i oni podkreślali w korespondencji konieczność podjęcia takiej akcji. Czynił tak nawet gen. Louis Faury, szef francuskiej misji wojskowej, którego, jak stwierdził w napisanych kilkanaście lat później wspomnieniach, tuż przed udaniem się do Warszawy wprost poinformowano, że armia francuska w razie niemieckiego ataku na Polskę nie planuje działań zakrojonych na większą skalę. 8 września i on jednak wzywał przełożonych, by bezwzględnie podjęli szybkie działania w celu odciążenia polskiego frontu, zmuszając Niemców do odesłania na Zachód możliwie licznych sił z frontu polskiego.
Po przegranej kampanii rozgoryczenie wobec sojuszników, a przede wszystkim Francuzów, było powszechne i bardzo głębokie – ci ostatni zaś, postępując niezręcznie i nie zamierzając bynajmniej się kajać, jeszcze je pogłębiali. Klęska, którą francuski sprzymierzeniec poniósł wiosną 1940 roku, resentymenty te przesunęła na dalszy plan, ale bynajmniej ich nie zlikwidowała. Powróciły one niebawem – w propagandzie oraz (nie zawsze łatwej do odróżnienia od propagandy) historiografii doby PRL. Podkreślano w niej z reguły obłudę, dwulicowość czy wręcz wiarołomną postawę sojuszników (tu z kolei – częściej brytyjskich), których jedynym celem miało być skierowanie agresji Hitlera nie na zachód – ale ku wschodowi. Antytezą tej postawy miała być szczera oferta ZSRR – zignorowana przez niezdolne do realnej oceny sytuacji sanacyjne władze.
Co interesujące, choć ten ostatni element w opracowaniach powstających po roku 1990 z oczywistych względów pojawiać się przestał, to oskarżycielska wobec Zachodu narracja nadal pozostaje nierzadko aktualna. Nawet uznani historycy nie tylko nie wahają się w nich powielać opartych w sporej części na manipulacjach tez historiografii ostatnich dziesięcioleci PRL, ale wręcz wprost powołują się na teksty sztandarowych postaci tej historiografii – np. Włodzimierza T. Kowalskiego. Nadal też, podobnie jak w okresie PRL, tezy te wspierane są odniesieniami do bardzo już przestarzałych, liczących sobie 50 i więcej lat, pozycji historiografii zachodniej.
Niektórzy ze współczesnych historyków posunęli się nawet dalej – w poświęconych francuskiemu planowaniu wojennemu i działaniom podjętym przez Francuzów we wrześniu 1939 roku fragmentach tekstów prezentując czasem informacje, których podstaw doszukać się trudno. W publikacjach tych autorzy rozdęli siły Francuzów do rozmiarów niewiele mających wspólnego z rzeczywistością, wprowadzili nieistniejące w omawianym okresie typy sprzętu, jednostek czy elementy planowania operacyjnego.
Teksty, których autorzy problematykę traktują krytycznie, dążąc do przedstawienia aktualnego stanu wiedzy, są tu niestety rzadkie. Wśród nieco starszych warto wzmiankować wypowiedzi krakowskiego historyka wojskowości Mariana Zgórniaka. Nie podjął on co prawda źródłowych studiów nad zagadnieniem, w szczegółach popełniał niekiedy błędy, ale na podstawie analizy danych dostępnych w literaturze słusznie zanegował szanse skutecznej zbrojnej interwencji aliantów zachodnich na rzecz Polski we wrześniu 1939 roku. Z kolei wśród publikacji nowszych na wyróżnienie zasługuje artykuł Norberta Bączyka Sojusznicza iluzja – francuskie możliwości pomocy Polsce w 1939 roku, który ukazał się na łamach „Techniki Wojskowej Historii” w numerze 1/2014. Jego autor, odrzucając zadawnione schematy, przedstawił problematykę w świetle nowszych ustaleń badawczych – także i własnych.
Rzecz jasna nawet w opracowaniach zawierających liczne błędy część informacji zgodna jest ze stanem faktycznym. Mieszaninę prawdy i fałszu trudno jednak uznać za wartościowe źródło wiedzy. Warto więc chyba podjąć próbę przedstawienia, choćby tylko pobieżnie, w krótkim szkicu, podsumowania podstawowych faktów dotyczących genezy i przebiegu operacji, którą francuscy dowódcy nieco na wyrost określili jako offensive pour la Pologne – czyniąc to, w odróżnieniu od wcześniejszych podobnych prób, na podstawie dokumentów z epoki pozyskanych w trakcie archiwalnej kwerendy.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 4/2023