Okręty dla Marynarki Wojennej

Radosław Rychter
Marynarka Wojenna nie potrzebuje kolejnego Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego, Marynarka Wojenna potrzebuje okrętów. Warunkiem koniecznym do utrzymania przymiotnika „wojenna” są nie holowniki, tankowce, barki ekologiczne i motorówki, ale nowe (kolejne) „Kormorany”, „Mieczniki” i „Czaple”, bo Marynarka Wojenna potrzebuje okrętów bojowych.
Ze względu na wiek oraz kończące się resursy eksploatacyjne okrętów, większość z nich nie jest w pełni sprawna lub w najbliższym czasie wyjdzie z linii. Sprawne i z zapasem motogodzin silniki i agregaty czynią, że okręt jest, co prawda „sprawny i gotowy do wyjścia w morze”, ale to sprawność systemów, stan techniczny armat i wyrzutni rakiet świadczy o tym, czy okręt będzie mógł wykonywać zadania w czasie kryzysu. Dotychczasowe działania realizowane w ramach środków przeznaczonych na modernizację Sił Zbrojnych RP były w stanie tylko chwilowo powstrzymać stan jej degradacji. Bez decyzji w sprawie uruchomienia nowych (kolejnych) Kormoranów, Mieczników, Czapli Marynarka Wojenna w ciągu najbliższych 4-6 lat utraci zdolność bojową praktycznie we wszystkich obszarach operacyjnych.
Marynarka Wojenna, jak przysłowiowa „kania dżdżu”, potrzebuje okrętów bojowych. Holowniki, tankowce, barki ekologiczne i motorówki, to ważne pomocnicze jednostki pływające, a lata zaniedbań powodują, że resursy i tam się kończą, ale zwiększenie potencjału wojskowego oraz zasobów militarnych, który spowoduje rezygnację z zamiaru rozpoczęcia działań zbrojnych na morzu przez potencjalnego przeciwnika może spowodować tylko decyzja MON – decyzja o uruchomieniu budowy okrętów bojowych w ramach programu „Zwalczanie zagrożenia na morzu”.
Być może zdziwi się ktoś, że do tej pory nie wspomniałem o okrętach podwodnych, ale po pierwsze, perspektywa ich wejścia do linii (skoro na chwilę obecną żadna stocznia nie buduje ich dla Polski), to nie wcześniej jak rok 2022, a po drugie, w związku z brakiem specjalistów, technologii i tradycji chyba trudno mówić o ich budowie (pozyskaniu) przy udziale polskiego przemysłu obronnego (PPO).
PPO poradzi sobie za to doskonale z kolejnymi niszczycielami min Kormoran (pierwszy realizowany jest przez polskie konsorcjum), okrętem obrony wybrzeża Miecznik i okrętem patrolowym z funkcją zwalczania min Czapla. Te jednostki mogą zostać z powodzeniem zbudowane w polskich stoczniach, nie przekreślałbym doświadczeń związanych z budową okrętu patrolowego Ślązak, co prawda budowanego z opóźnieniem, ale „Lessons Learned” po zakończeniu projektu (przy może zbyt małym udziale PPO) może przynieść korzyści dla całej branży. Okręty ratownicze, hydrograficzne, rozpoznawcze, wsparcia logistycznego czy operacyjnego, również z powodzeniem mogą zostać zbudowane w polskich stoczniach, z wykorzystaniem polskiej myśli naukowej – mamy polskie know-how, mamy tradycje, mamy specjalistów. Czego brakuje? Podjęcia odważnych, ale świadomych decyzji poprzedzonych poważną dyskusją w gronie przedstawicieli sił zbrojnych i przemysłu obronnego.
3 marca tego roku, Prezydent RP podpisał ustawę budżetową na 2016 rok. Łączne wydatki na obronę narodową w tegorocznym budżecie mają wynieść 35 899 mld PLN. Na finansowanie Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP (PMT) przeznaczona ma zostać kwota 9366 mld PLN.
W kwietniu, na odprawie kadry kierowniczej MON (co ważne, z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy oraz premiera Beaty Szydło) minister obrony narodowej Antoni Maciarewicz, wyznaczył nowe kierunki programu modernizacji. Głównymi zadaniami będą: budowa Obrony Terytorialnej, unowocześnienie obrony przeciwlotniczej, rozwój wojsk pancernych oraz dbanie o bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni, a także zapewnienie militarnego bezpieczeństwa na Bałtyku.
Deklaracje te stanowią oficjalne potwierdzenie, że rząd uważa za priorytet bezpieczeństwo morskie państwa, co zasadniczo – mając na uwadze rozbudowę terminala LNG w Świnoujściu i budowę gazociągu Baltic Pipe na norweski gaz – nie jest chyba dziwne. W branży gazowej, do 2022 roku, Polska będzie musiała być gotowa do transportu tego paliwa po dnie Bałtyku – to nie tylko wielka szansa, jeżeli chodzi o dywersyfikacje dostaw, ale także wyzwanie dla sił morskich naszego kraju. Rodzi się pytanie, czym nasza flota zapewni zdolności do reagowania wzdłuż szlaków dostaw? Dostawy ropy z Arabii Saudyjskiej już się zaczęły, a uruchomienie importu LNG z Kataru, to kwestia dni, tymczasem decyzji o budowie nowych okrętów brak.
Czy obecne założenia o kolejnych Kormoranach, Miecznikach i Czaplach nie przegrają z programem 500+? Do czasu pozyskania nowych okrętów temat trzeba będzie „opędzić” tym, co mamy, lub liczyć na pomoc sojuszników.
Cieszą słowa ministra ON, który poinformował również, że przygotowano i uzgodniono z kierownictwem Polskiej Grupy Zbrojeniowej priorytety nowego „realistycznego planu modernizacji technicznej sił zbrojnych”, która – jak mówił minister – „zapewni im zdolność aktywnej obrony polskiego terytorium przed ewentualną napaścią”. Znaczenie sprawnie działającego krajowego przemysłu obronnego, firm państwowych działających pod szyldem PGZ, jak i polskich firm prywatnych jest dla bezpieczeństwa kraju bezcenne. Wartością dodatnią takiego podejścia jest często zapominany fakt, iż znaczna część faktury zapłaconej przez Inspektorat Uzbrojenia dostawcy krajowemu wraca do budżetu państwa, bo rodzimy przemysł obronny z tysiącami miejsc pracy – uczciwie odprowadza do skarbu państwa podatki (CIT, PIT i VAT) oraz środki zasilające ZUS, niejednokrotnie reinwestując zarobione środki w rozwój polskiej myśli naukowej.
Marynarka Wojenna, to okręty (bojowe i pomocnicze), budujmy je przy udziale PPO w polskich stoczniach, a jeżeli zdecydujemy się na ich pozyskanie od naszych partnerów zagranicznych lub przy ich udziale, to zapewnijmy PPO zdolność do ich remontu i serwisu. W chwili obecnej nie istnieją żadne przeszkody formalno-prawne, operacyjne, ekonomiczne, techniczne lub inne, które mogłyby eliminować udział polskich produktów w bieżących i przyszłych planach dostaw do SZ RP, tym bardziej, że wiele z nich powstało przy udziale środków finansowych pochodzących z budżetu państwa (KBN i NCBiR), a nie stać nas na marnotrawstwo polskiego know-how i posiadanego potencjału produkcyjnego.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 5-6/2016