Ołów – komentarz do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Ołów – komentarz do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Tomasz W. Stępień (FUN)

 

Jak wiecie, tuż przed świętami Bożego Narodzenia Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie, którą Firearms United Network założyło Komisji Europejskiej, dotyczącej rozporządzenia wprowadzającego zakaz korzystania ze śrutu ołowianego na terenach podmokłych (w fazie pierwszej), a obecnie rozszerzonego do fazy 2., czyli zakazu stosowania amunicji ołowianej na wszelkich strzelnicach otwartych, które nie spełnią wymogów ochrony środowiska. Ciekawostką jest, że wymogi te są na razie nieokreślone.

Robiąc krótkie podsumowanie tego, w jaki sposób zakończyła się nasza przygoda z europejskim wymiarem sprawiedliwości, wystarczy powiedzieć, że wszystkie, absolutnie wszystkie zarzuty, które podnosiliśmy czy wątpliwości, które zgłaszaliśmy do TSUE, zostały odrzucone. Po prostu odrzucone. I tyle. A jak wiecie z moich innych wypowiedzi, TSUE ma tę przypadłość, że nie jest to sąd dwuinstancyjny. A zatem nie można odwołać się od wyroku do wyższej instancji, bo wyższej instancji po prostu nie ma. Wyroki TSUE są ostateczne.

Mieliśmy cichą nadzieję, że uda nam się przedstawić nasze argumenty w trakcie posiedzenia sądu. Niestety, TSUE podjęło decyzję, że wyrok zapadnie bez rozprawy. Co to oznacza? To oznacza, że troje wyznaczonych przez TSUE sędziów, po analizie złożonych przez nas dokumentów oraz dokumentów złożonych przez Komisję Europejską oraz rządy Francji i Niemiec, które wspierały KE, spotkało się i dokonało analizy tego, co było na papierze. I na tej podstawie wydało wyrok. Po prostu. Spotkali się, przedyskutowali, i powiedzieli nam, że wszystkie nasze wątpliwości są bezsensowne. I mamy, mówiąc kolokwialnie, zrobić wypad z baru.

I zdawać by się mogło, że w sumie nie mamy o co mieć pretensji. No bo wyrok jak wyrok – niepomyślny dla nas, w związku z czym jesteśmy z niego niezadowoleni i tak naprawdę bijemy pianę i burzymy się o rzeczy mało ważne. Nie mieliśmy racji i koniec.

Problem polega na tym, że tak naprawdę sąd w żaden sposób nie odniósł się, do argumentacji merytorycznej w kontekście raportu ECHA, faktów i prawdy. I nie odniósł się do tego, czy mamy rację, czy też jej nie mamy. Jeżeli myślicie, że przesadzam, to zapraszam do przeczytania uzasadnienia wyroku, które jest dostępne, gdzie w pierwszych punktach TSUE stwierdziło, że zawartość kwestionowanego przez nas raportu ECHA ich nie interesuje. Jedyną rzeczą, która interesuje TSUE jest to, czy ECHA miało mandat prawny do napisania tego raportu. Stwierdzili, że mandat taki istnieje, ECHA napisało raport i sprawa zamknięta, po co to drążyć? A to, że są w nim bzdury, że używając angielskiego terminu „cherry picking” ECHA wybrało sobie tylko argumenty popierające z góry założoną tezę, zostało całkowicie poza zakresem zainteresowania TSUE.

A co ciekawe, mimo że w pierwszych punktach uzasadnienia wyroku TSUE twierdzi, że nie interesuje ich zawartość merytoryczna w dalszych prawie 200 punktach stara się usilnie pokazać, że zarzuty merytoryczne, które postawiliśmy ECHA i Komisji Europejskiej, są bezsensowne, wynikają z naszego braku wiedzy i zrozumienia intencji prawodawcy. Jest to o tyle zastanawiające, że albo interesuje ich zawartość merytoryczna, albo ich nie interesuje. Sytuacja musi być zero-jedynkowa. Jeżeli nie interesuje, to po co starają się zdezawuować przedstawione prace naukowe i udowodnić, że nie mamy racji? Nasuwa się jedyny rozsądny wniosek w tej sytuacji, że nasze argumenty są słuszne. I należało starać się je utrącić nawet na tym poziomie. Żeby czasem nikomu więcej nie przyszło do głowy odwoływać się do nich i rozmawiać o faktach.

Ale żeby nie być gołosłownym, chciałbym omówić kilka najbardziej rażących przykładów.

Duża część naszej argumentacji merytorycznej oparta była na pracach naukowych – i to cytowanych pracach naukowych – z różnych uniwersytetów na całym świecie, które jasno pokazują, że zdecydowana większość ołowiu trafiającego do krwioobiegu ptactwa jest związana ze środkami oprysku pól, czyli tak naprawdę przemysłową produkcją żywności, czy też tym, że siedliska ptaków znajdują się często przy drogach szybkiego ruchu. Związek pomiędzy zatruciami ptactwa ołowiem a polowaniami przy użyciu śrutu ołowianego jest w najlepszym przypadku marginalny. Z racji tego, że przedstawione przez FUN dowody naukowe stoją w jawnej sprzeczności z tezami prezentowanymi przez ECHA, poprosiliśmy TSUE o powołanie biegłego sądowego do przeprowadzenia analizy naszej dokumentacji naukowej i prac przedstawionych przez ECHA. Chodziło o to, aby bezstronny biegły sądowy, który jest specjalistą w danej dziedzinie, stwierdził, kto ma rację w tej sprawie. TSUE odrzuciło nasz wniosek o powołanie biegłego sądowego, argumentując to tym, że nie udowodniliśmy tego, że ECHA się myli. I tu nawiązuję do tych łańcuchów tautologii i cytatu z Herberta, którego użyłem na samym początku, bo stosując podstawowe zasady logiki, gdybyśmy udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że ECHA się myli, to nie potrzebowalibyśmy biegłego do stwierdzenia, czy tak jest naprawdę.

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2022

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter