Operacja "Protective Edge" w strefie Gazy


ROBERT CZULDA


 

 

 

 

Operacja "Protective Edge" w strefie Gazy

 

 

 

Zainicjowana przez Hamas wymiana ognia z Izraelem doprowadziła do kolejnej zbrojnej interwencji wojskowej na obszarze Strefy Gazy. Po jej zakończeniu wszystkie strony uznały się za zwycięskie.

 

 

Początków najnowszej odsłony bliskowschodniego konfliktu doszukiwać się można w 2006 roku, kiedy to radykalny Hamas wygrał wybory, ale z powodu międzynarodowego bojkotu i wycofania pomocy humanitarnej nie był w stanie skutecznie rządzić. Rok później w Strefie Gazy Hamas siłą usunął kierowany przez Fatah rząd palestyński. Szybko okazało się, że bez międzynarodowej pomocy organizacja jest niezdolna do kierowania administracją publiczną. Co więcej, zamiast skoncentrować się na pomocy ludności cywilnej, Hamas inwestował głównie w ugrupowania zbrojne. W kolejnych latach agresywna polityka Hamasu, w połączeniu z izraelską blokadą lądową, morską i powietrzną, doprowadziła do dwóch zbrojnych interwencji Izraela. Pierwszą z nich była operacja Cast Lead, która rozpoczęła się w grudniu 2008 roku i zakończyła w styczniu 2009 roku. Przez świat została uznana za „masakrę Gazy”, a Izrael spotkał się z krytyką międzynarodową – między innymi z powodu użycia przez wojsko białego fosforu i dużych strat wśród cywilów. W listopadzie 2012 roku trwała natomiast operacja Pillar of Defense, która w odróżnieod Cast Lead nie zakończyła się inwazją lądową. Konflikt wygasł dzięki egipskiej mediacji.

Od tego czasu dochodziło do obustronnego naruszania zawieszenia broni. Według danych izraelskich w 2013 roku zanotowano 36 ostrzały rakietowe Izraela z terytorium Strefy Gazy i 85 kolejnych w pierwszych pięciu miesiącach 2014 roku. W okresie od 1 maja do 11 czerwca ze Strefy Gazy na Izrael wystrzelono sześć rakiet niekierowanych i trzy kierowane. Sytuacja pozostawała jednak pod względną kontrolą – aż do 12 czerwca 2014 roku, kiedy to w miejscowości Gusz Ecjon (kompleks żydowskich osiedli na terenie Zachodniego Brzegu Jordanu) porwano trzech izraelskich nastolatków. Izrael oskarżył o to Hamas, ale ten nie potwierdził udziału w tym zdarzeniu. Siły Obronne Izraela, przy współpracy z Fatahem, przeprowadziły rajd na Zachodni Brzeg Jordanu – w jego wyniku zginęło dziesięciu Palestyńczyków. 29 czerwca Izraelczycy przeprowadzili punktowy nalot na obsługę wyrzutni rakietowej zabijając jedną osobę. Dzień później Hamas odpowiedział ogniem rakietowym. 30 czerwca niedaleko Hebronu znaleziono zwłoki porwanych dzieci. 2 lipca porwano, a następnie spalono żywcem, przypadkowego palestyńskiego nastolatka. Wtedy stało się jasne, że będzie to stanowić iskrę prowadzącą do nowej erupcji przemocy. Nikt wówczas jeszcze nie wiedział jaką skalę ona przybierze.

Od dnia porwania izraelskich nastolatków do 5 lipca ze Strefy Gazy wystrzelono 117 rakiet, na co Izrael odpowiedział 80 nalotami. W nalocie z 6 lipca zabito siedmiu członków Hamasu. 7 lipca ze Strefy Gazy wystrzelono przez cały dzień około 80 rakiet, a dzień później aż 154, z czego 117 spadło na terytorium Izraela. 29 zostało przechwyconych przez system antyrakietowy Iron Dome. Uderzenie dotarło aż do Hadery, położonej 116 kilometrów od Strefy Gazy. Był to jasny dowód na to, że Hamas jest w stanie atakować nawet odległe cele, a nie tylko pobliskie miasta. Odpowiedzią było zaatakowanie 160 celów palestyńskich, w tym: 118 wyrzutni rakietowych, 10 tuneli, 6 budynków Hamasu i 10 obiektów dowodzenia. Dla wszystkich było oczywiste, że kolejna wojna między nienawidzącymi się stronami wybuchła po raz kolejny. Fakt ten był jednak sporym zaskoczeniem. Pomiędzy operacjami Cast Lead i Pillar of Defense minęły niemal cztery lata, podczas gdy pomiędzy Pillar of Defense a Protective Edge mniej niż dwa. Oznacza to, że ostatnia operacja była mniej skuteczna niż sądzili izraelscy wojskowi, a Hamas zachował większość swojego potencjału bojowego, a nawet go rozbudował.

W pierwszej fazie operacji Protective Edge oddziały izraelskie zniszczyły wszystkie domy należące do dowódców brygad bojowych Hamasu. W wyniku ataku z powietrza, wraz z pięcioosobową rodziną, zginął również Hafiz Mohammed Hamad, jeden z przywódców Islamskiego Dżihadu. W innej operacji, dzięki danym uzyskanym od wywiadu, Siły Obronne Izraela skutecznie zaatakowały samochód przewożący dowódcę morskiego skrzydła Hamasu. Samoloty F-16 zbombardowały również rozpoznane wcześniej wyrzutnie rakiet, obozy szkoleniowe, centra dowodzenia, magazyny i schrony.

Pomimo zmasowanego ataku na pozycje palestyńskie, ostrzał rakietowy nie ustawał. Izraelczycy, w tym polityczni i wojskowi decydenci, byli zaskoczeni skalą i kierunkiem ataku. Zrozumiano, że Hamas nie tylko dysponuje potężnym zapasem rakiet, które nie zostały zniszczone podczas operacji Pillar of Defense, ale także część z nich została zmodyfikowana tak, aby zaatakować odległe cele – Tel Awiw czy Jerozolimę. Rakiety zagroziły nawet lotnisku międzynarodowemu Tel Awiw-Ben Gurion, co sparaliżowało chwilowo ruch lotniczy w tym kraju (operator systemu Iron Dome zdecydował się nie przechwytywać celów w tym rejonie z obawy przed przypadkowym zestrzeleniem lądującego samolotu pasażerskiego). Była to wizerunkowa porażka Izraela, a tym samym wielkie propagandowe zwycięstwo Hamasu – znienawidzony wróg został powstrzymany.

Szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela generał-porucznik Benny Ganc, postulował powołanie do służby pierwszej grupy 40 tysięcy rezerwistów, aby zastąpili żołnierzy poborowych pełniących służbę okupacyjną na obszarze Zachodniego Brzegu Jordanu. W ten sposób ci mogliby zostać przeniesieni na front. Rząd przychylił się do prośby generała i niezwłocznie zaczęto powiadamiać telefonicznie rezerwistów o konieczności stawienia się we wskazanych bazach. Niektórzy powołani w trybie pilnym rezerwiści powrócili do swych macierzystych jednostek na północy kraju, na wypadek wznowienia działalności ze strony Hezbollahu w Libanie i bojówek w Syrii.

Wówczas jednak wiele osób liczyło, że inwazji lądowej – podobnie jak w 2012 roku – uda się uniknąć. Ekipa premiera Benjamina Netanjahu wcale nie była chętna do rozpoczynania szturmu zdając sobie sprawę z konsekwencji – tak politycznych (zdecydowana krytyka międzynarodowa), humanitarnych (liczne ofiary cywilne), jak i ekonomicznych (konieczność utrzymania w służbie łącznie 82 tysięcy rezerwistów). Nieuchronne były także wysokie straty wśród wojskowych, a fundamentem doktryny Sił Obronnych Izraela jest daleko idąca minimalizacja strat własnych.

Szybko okazało się jednak, że Hamas jest silniejszy i bardziej zdesperowany niż się pierwotnie wydawało. Ataki rakietowe na obszar Izraela zostały zintensyfikowane, a naloty izraelskiego lotnictwa nie przynosiły pożądanych efektów. Na południu kraju rząd ogłosił stan wyjątkowy. W tym samym czasie wojsko kontynuowało naloty na pozycje palestyńskie, a rząd informował jasno – operacja nie zakończy się szybko.

 

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 10/2014

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter