Pancerny Stalingrad: lipiec 1942 r.

Robert Michulec
Gwałtowne, raczej nieoczekiwane na Kremlu, załamanie się na przełomie czerwca i lipca 1942 r. całego frontu sowieckiego na południu spowodowało w dowództwie RKKA w Moskwie ogrom zamieszania. Mimo że od początku wiosny Armia Czerwona ponosiła koszmarne klęski, mające bezpośredni wpływ na konieczność całkowitego przewartościowania założeń strategicznych poczynionych na początku 1942 r., w czerwcu w Stawce wciąż jeszcze uważano, czy też może raczej wierzono, że główne letnie starcie z Niemcami da się jednak wygrać. Sowieci mieli ku temu narzędzia, które, jak im się wydawało, miały wystarczyć – wiedzę o zamiarach Niemców czy pokaźne rezerwy w gotowości do wykorzystania na głównych kierunkach walk. Gdy okazało się, że do pokonania Niemców brakowało właściwie wszystkiego innego i wojska sowieckie poszły w rozsypkę, Stalin zaczął naciskać na podejmowanie szeregu improwizowanych posunięć, mających na celu zapanowanie nad sytuacją na południu, a w szczególności w tzw. Wielkim Zakolu Donu (wyznaczonym korytem rzeki Don, od Rossoszy po Rostów nad Donem). Kluczem do tego było wygranie wielkiej bitwy na wschodnim odcinku Donu, naprzeciw Stalingradu, aby zatrzymać tam Niemców i później ich „punktować” bez dopuszczania do samego miasta nad Wołgą. W historiografii utarło się mniemanie, że bitwa ta, faktycznie rozgrywana od połowy lipca 1942 r., zainicjowała początkową fazę bitwy o Stalingrad. W rzeczywistości można raczej mówić o oddzielnej dużej bitwie i to pancernej, drugiej już w kolejności w 1942 r., zaraz po takiej samej batalii kończonej właśnie pod Woroneżem. Następne podobne bitwy przyszły w sierpniu i wrześniu, kiedy to Niemcy najpierw przebili się do Wołgi, dziesiątkując sowieckie jednostki, a następnie odpierając niekończące się kontrataki pancerne RKKA, kierowane z północy na Stalingrad. Jakkolwiek bitwa stalingradzka kojarzy się wielu z wielką bitwą piechoty w terenie zurbanizowanym, odpowiednikiem Verdun, to mniemanie takie niezupełnie odzwierciedla fakty. Zwłaszcza jeśli chodzi o działania poprzedzające walki uliczne podczas szturmu miasta, zapoczątkowanego we wrześniu, które były mocno przesycone sprzętem pancernym i prowadzone wedle pancernych zasad. Zapewne dlatego, że były to po prostu bitwy, w których Sowieci spożytkowali niebagatelne siły, sięgające poziomu 3000 czołgów, nie licząc tysięcy innych pojazdów, pancernych i nieopancerzonych, niezbędnych w jednostkach wsparcia do działań manewrowych. Pierwszą z nich była bitwa w Zakolu Donu stoczona w drugiej połowie lipca 1942 r.
*
Gdy katastrofa frontów południowych stała się gorzką rzeczywistością, Stawka (Ставка Верховного Главнокомандования, Kwatera Główna Najwyższego Naczelnego Dowództwa) pod koniec pierwszej dekady lipca 1942 r. zaczęła wydawać jedną decyzję po drugiej w celu odtworzenia sił na kierunku stalingradzkim i stworzenia tam silnego zgrupowania wojsk, głównie pancernych, z zadaniem osłabienia niemieckiej „pięści uderzeniowej”, następnie zatrzymania jej na Donie i po wykrwawieniu – rozbicia, aby umożliwić sobie oczyszczenie prawie całego Zakola Donu, niemal aż po Rostów nad Donem.
Jedną z głównych decyzji było utworzenie oddzielnego związku strategicznego w postaci Frontu Stalingradzkiego pod dowództwem marsz. S. K. Timoszenko, którego jednak zaraz postanowiono wykorzystać do koordynacji działań na wyższym szczeblu, obejmującym cały region (kierunek). 23 lipca 1942 r. Front Stalingradzki przejął gen. W. N. Gordow, któremu oddawano do dyspozycji co rusz nowe siły, gdyż część wojsk już włączonych w ten związek prawie do niczego już się nie nadawała. Podstawę sił jego frontu stanowiły trzy całkiem nowe armie – 62., 63. i 64. – zorganizowane na bazie armii odwodowych już dyslokowanych w regionie walk lub w ich pobliżu. Wszystkie miały zabezpieczyć wschodni łuk Donu, a dwie z nich stanąć na wprost nacierających Niemców. Poza tym w rejon nadchodzących wielkich bitew kierowano jak największe siły wsparcia, które pchano z północy i południa, a nawet ze wschodu, pomimo tego, że na wschód od Stalingradu nie było wtedy jeszcze właściwie żadnych szlaków komunikacyjnych.
Zgodnie z zamysłem Stawki, wyrażonym w dyrektywie dla Frontu Stalingradzkiego, trzy świeże armie miano rozstawić na Donie, przy czym jedną z nich, centralną 62. Armię gen. W. J. Kołpakczi, w najbardziej wschodniej części Donu. Przy jej pomocy chciano utrzymać przyczółek w Zakolu Donu, na którym Niemcy mieliby sobie „połamać zęby”. Jej front sięgał od Klietskaja ku południowi, obejmując „zaledwie” 90 km sześcioma dywizjami piechoty. Głównym obiektem dla tej armii (ale i frontu) była miejscowość Kałacz, tworząca stepowy węzeł drogowy i najdogodniejszy rejon do przeprawy przez Don. Kierując się tym faktem, generał postanowił skoncentrować całą swoją uwagę na centrum i południowym skrzydle związku, gdyż uważał, że tamtędy prowadziła najkrótsza droga z zachodu na Kałacz i dalej na Stalingrad. Popełnił w ten sposób duży błąd, który kosztował Sowietów załamanie frontu. Trzeba wszakże od razu zaznaczyć, że zrobił to przy pełnej akceptacji wyższych szczebli dowodzenia, podzielających jego przewidywania.
Pełna wersja artykułu w magazynie Poligon 4/2017