„Papierowe tygrysy” – Japońskie pancerniki typu Fusō

Sławomir J. Lipiecki
Dwa superdrednoty typu Fusō (Fusō i Yamashiro) były pierwszymi okrętami liniowymi nowej generacji, zbudowanymi dla Cesarskiej Floty Japonii (Teikoku Kaigun). Z chwilą wejścia do linii należały do największych i najlepiej uzbrojonych pancerników na świecie. Na tle konstrukcji zachodnich, cechowały się jednak bardzo słabą ochroną bierną i przestarzałą konstrukcją. Nawet gruntowna modernizacja przeprowadzona w połowie lat trzydziestych XX wieku nie uczyniła z pancerników typu Fusō nowoczesnych jednostek tej klasy. Nic zatem dziwnego, że oba okręty – wraz z pozostałymi starymi okrętami liniowymi Cesarskiej Floty – przez niemal całą II wojnę światową stały bezczynnie we flocie rezerwowej, traktowane jedynie jako jednostki treningowe. Dopiero w 1944 roku, gdy sytuacja Japonii stała się krytyczna, postanowiono wykorzystać je w akcji jako przysłowiową „ostatnią deskę ratunku”.
Pierwsze drednoty Cesarskiej Floty
Tuż po zakończeniu wojny z Rosją, na początku XX wieku, za głównego przeciwnika i konkurenta na Pacyfiku zaczęto w Japonii uważać Stany Zjednoczone, a zwłaszcza rosnącą w siłę flotę liniową tego kraju. W tamtym czasie Cesarska Flota nie posiadała w swym składzie ani jednego pancernika nowej generacji klasy drednot, czyli o artylerii głównej, składającej się wyłącznie z najcięższych armat jednolitego kalibru i typu. Po serii tzw. semidrednotów (pancerników o wielkości drednota, ale uzbrojonych w najcięższą artylerię główną dwóch kalibrów) typu Satsuma, Japończycy zamówili w rodzimej stoczni w Yokosuka jeszcze dwie kolejne, nieco większe jednostki – typu Kawachi (wyporność normalna tych jednostek wynosiła 20 823-21 443 ts). Oficjalnie uznano je za pierwsze drednoty Teikoku Kaigun i w wielu współczesnych opracowaniach są również tak klasyfikowane, co jest błędem – nie dość, że ich artyleria główna była rozlokowana w wyjątkowo nieekonomiczny sposób (szczególnie patrząc od strony tzw. salwy burtowej), to wcale nie tworzyły jej takie same armaty. W praktyce główny oręż tych jednostek składał się 12 armat kal. 305 mm (z czego tylko 8 mogło prowadzić ogień na burtę) dwóch różnych typów (a więc o zupełnie innych parametrach i właściwościach balistycznych): czterech Typu 41 L/50 produkcji Nihon Seiko Shi i ośmiu Typu 41 L/45, przy czym część z nich była produkcji krajowej (Nihon Seiko Shi), a część pochodziła z brytyjskich zakładów zbrojeniowych Armstronga. W rezultacie okręty liniowe dysponowały zróżnicowaną artylerią główną i w praktyce raczej trudno było zaliczyć je do rangi klasycznych drednotów. Oznaczało to, że Japonia nigdy nie miała dysponować jednostkami tej klasy. Wojna Rosyjsko-Japońska (trwająca od 8 lutego 1904 roku do 5 września 1905 roku) doprowadziła kraj na skraj ruiny gospodarczej, co praktycznie przekreśliło wszelkie szanse na regularne wprowadzanie do linii kolejnych serii pancerników nowej generacji. Nieoczekiwanie, Japonia dokonała jednak swoistego przeskoku klasyfikacyjnego. Nie dysponując żadnych drednotem, miała bowiem wkrótce rozpocząć budowę (i to we własnej stoczni) pierwszych superdrednotów (typu Fusō).
Wszystko zaczęło się od zamówienia w Wielkiej Brytanii czterech – bazujących na typie Lion – krążowników liniowych typu Kongō (z czego trzy okręty tego typu zbudowano w Japonii na licencji Vickersa). Wiązało się to nie tylko z pozyskaniem samych kadłubów, ale także licencją na uzbrojenie oraz – w pewnym zakresie – systemy kierowania ogniem. Oczywiście te bardzo duże i szybkie, ale jednocześnie przeciętnie uzbrojone i bardzo słabo opancerzone jednostki nie mogły stanowić przeciwwagi dla potężnych okrętów liniowych US Navy, jednak stały się wspaniałą bazą technologiczną przy projektowaniu kolejnych dużych okrętów, a poza tym pozwoliły zdobyć Japończykom bezcenne doświadczenie. Ich zamówienie wiązało się bezpośrednio z przyjętą w Japonii koncepcją taktyczną opracowaną przez Saneyuki Akiyame i Tetsutaro Satō. Zakładała ona zasadę formowania związków taktycznych floty w oparciu o 4 okręty liniowe (lub krążowniki liniowe) o tożsamych parametrach takich jak siła ognia, ochrona bierna, prędkość, manewrowość itp. Pierwszy tego typu dywizjon oparto właśnie na czterech krążownikach liniowych typu Kongō, które weszły do linii w latach 1913-1915. Drugi miał być zbudowany już wokół prawdziwych pancerników (superdrednotów, a więc jednostek uzbrojonych w armaty kalibru co najmniej 343 mm – w tym wypadku kalibru 356 mm).
W związku z tym, bazując w dużej mierze na konstrukcji krążowników liniowych typu Kongō, Japończycy rozpoczęli prace projektowe nad własnymi superdrednotami. Pancerników tych początkowo miało być – zgodnie z przyjęta doktryną – cztery. Wyjściowy projekt oznaczony jako A64 został jednak w okresie budowy pierwszej pary okrętów kilkukrotnie zmieniony, co ostatecznie doprowadziło do tego, że dwie kolejne jednostki weszły do linii jako oddzielny typ – Ise (proj. A92). Różnice między tymi pancernikami były jednak na tyle małe, że mogły one z powodzeniem tworzyć jednolity, składny zespół, zgodnie z przyjętymi założeniami taktycznymi. Zlecenie na budowę prototypowego Fusō złożono w stoczni w Kure 26 sierpnia 1911 roku. Niespełna rok później, 12 lutego 1912 roku podpisano umowę ze stocznią Kawasaki w Kobe na dostawę turbin.
Nowe superdrednoty typu Fusō i Ise miały w teorii mieć możliwość podjęcia walki z każdym amerykańskim pancernikiem. Pozostało to jednak tylko pobożnym życzeniem projektantów i sztabowców Cesarskiej Floty. W praktyce jednostki te okazały się konstrukcyjnie kompletnie przestarzałe. Wybudowano je w oparciu o rozwiązania przyjęte dla pierwszych drednotów, oraz słabo chronionych krążowników liniowych. Mimo iż pancerniki wchodziły do linii w latach 1915-1917 z punktu widzenia konstrukcji pozostawały w epoce sprzed bitwy jutlandzkiej (o amerykańskim systemie opancerzenia „all or nothing” tudzież ochrony podwodnej opartej m.in. na wzdłużnych zbiornikach aktywnej wymiany cieczy „liquid-layer system” Japończycy mogli co najwyżej pomarzyć – notabene tym drugim systemem nie dysponowali nawet na ostatnich w historii Cesarskiej Floty pancernikach typu Yamato).
Brak doświadczenia przy projektowaniu i budowie tak wielkich jednostek również dał się we znaki. Pancerniki okazały się mało manewrowe, trudne w sterowaniu napędem, cechowały się przy tym bardzo słabą dzielnością morską, niewydolnym uzbrojeniem (na dodatek pozbawionym scentralizowanego systemu kierowania ogniem – o czym dalej), oraz najgorszymi w historii okrętów liniowych Teikoku Kaigun warunkami socjalnymi (w szczególności dotknęło to parę jednostek typu Ise). Stosunkowo niskie wolne burty okrętów były ustawicznie zalewane przez fale, czyniąc artylerię średnią praktycznie bezużyteczną już przy lekko podwyższonym stanie morza. Silne wibracje były odczuwalne w szczególności na rufie, stanowiskach łączności i kierowania ogniem oraz wewnątrz pancernego GSD. Oczywiście w trakcie służby okręty kilkukrotnie modernizowano, ale efekty tych prac były raczej mierne i w dużej mierze ograniczone aż do wygaśnięcia postanowień Traktatu Waszyngtońskiego. Dopiero w latach 30. XX wieku przeprowadzono kompleksową modernizację jednostek, która w znaczący sposób zwiększyła ich możliwości (i przy okazji kompletnie zmieniła ich sylwetki). Mimo to, nie otrzymano w pełni wartościowych okrętów liniowych – ich opancerzenie wzmocniono w minimalnym zakresie, ochrona podwodna pozostała dalece niewystarczająca (i przy tym była przestarzała), a prędkość maksymalna wzrosła tylko nieznacznie, w praktyce czyniąc z jednostek typu Fusō (jak również typu Ise) co najwyżej „powolne krążowniki linowe”. W takiej konfiguracji pancerniki weszły w II wojnę światową, będąc już wówczas niemal reliktami dawnej epoki. Co gorsza, w Cesarskiej Flocie popełniono karygodny błąd taktyczny co do zasad wykorzystania okrętów liniowych podczas wojny na Pacyfiku, w konsekwencji którego praktycznie wszystkie japońskie jednostki tej klasy utworzyły bezczynną tzw. „Flotę Hashirajimy”, stojąc bezużytecznie na kotwicowiskach, podczas gdy ich załogi stopniowo traciły swoje kwalifikacje.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 9-10/2018