Parlament zaopiniował projekt unijnej dyrektywy

Parlament zaopiniował projekt unijnej dyrektywy

Jarosław Lewandowski

 

Sejm i Senat pod koniec stycznia opiniowały projekt stanowiska rządu, dotyczący zaproponowanej przez Komisję Europejską nowej unijnej dyrektywy o broni – i trzeba tu pochwalić obie izby parlamentu i rząd: polskie stanowisko jest takie, jak być powinno, czyli negatywne dla komisyjnego projektu. Najbardziej cieszy to, że w obydwu izbach państwo posłowie i senatorowie mówili jednym głosem, miłym uszom strzelców. W ogóle nie było wypowiedzi chwalących komisyjny projekt, a jego krytyka – zależnie od temperamentu mówcy i jego opcji politycznej – była raz bardziej bezpośrednia, a raz zawoalowana. Zresztą jakby ktoś chciał poznać szczegóły, na stronach internetowych Sejmu i Senatu można znaleźć archiwalne nagrania i obejrzeć sobie posiedzenia, bo to jest teraz – i bardzo dobrze – nagrywane dla potomności. A jak ktoś nie chce oglądać ani słuchać, to ma do dyspozycji stenogram posiedzeń, więc można sobie poczytać kto i co powiedział.

Stanowisko rządu – w obu przypadkach identyczne, prezentowane przez wiceministra SWiA Tomasza Zdzikota – siłą rzeczy musiało być napisane dyplomatycznym językiem: za pierwszym razem minister Mariusz Błaszczak, zapewne podpuszczony przez urzędników poprzedniej ekipy, poparł założenia projektu, więc teraz nie można było wystąpić z opinią diametralnie odmienną, bo to by podważało jego wiarygodność. Tym niemniej, po zdjęciu dyplomatycznego pozłotka, obecne stanowisko rządu JEST przeciwstawne pierwszemu. Jak widać rząd słucha głosu ludu, co dobrze rokuje tak dla rządu, jak i dla ludu.

A teraz coś z zupełnie innej beczki: w tzw. „internetach” można znaleźć różne opinie na temat projektu ustawy o broni i amunicji, przygotowanego przez Fundację Rozwoju Strzelectwa w Polsce i ROMB. Niektóre dość fantastyczne, wieszczące np. dramatyczny wzrost kosztów uzyskania (i utrzymania) pozwolenia na broń – przy czym chodzi o możliwość noszenia broni do samoobrony. Tyle, że większość osób zabierających głos z tej kwestii ma na myśli pozwolenia wydane do celów sportowych (bo je znacznie łatwiej uzyskać, niż te do ochrony osobistej). No bo skoro obecne regulacje w zasadzie dopuszczają noszenie broni „sportowej”, to niektórzy wybierają drogę na skróty... Obliczmy więc, jak sprawy kosztów mają się w rzeczywistości – wychodzi, że gdyby projekt wszedłby w życie, koszt uzyskania najwyższego poziomu pozwolenia wyniósłby 9% kosztu uzyskania obecnego pozwolenia do celów sportowych. Naprawdę to jest taki zły pomysł ?

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 2/2016

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter