PHAF – okiem twórców

PHAF – okiem twórców

Michał Dudzik

Zawody „Protect Home and Family” to już cykliczna impreza, która przyciąga rzeszę fanów. Pomimo czasem abstrakcyjnych opisów założenia torów mają one sprawdzić, jak dana osoba pracuje w realnych scenariuszach pod obciążeniem psychofizycznym. Uznawane są za bardzo trudne, a ich sędziów podejrzewa się o skłonności sadystyczne.

Nic bardziej mylnego! My staramy się tylko odtworzyć złożoność świata realnego i wielu czynników oraz bodźców, które oddziałują na osobę będącą w środku chaosu. To nie jest maksymalne dociskanie zawodników, tylko stworzenie wizji, że z każdą chwilą będzie coraz gorzej. Prawda jest taka, że każdy strzelec jest w stanie spokojnie ukończyć PHAF. Bez najmniejszego problemu. Jedyna rzecz, o której trzeba pamiętać, to zachowanie „zimnej głowy”.

Nie da się wytworzyć prawdziwego stresu bez prawdziwej sytuacji stresującej, ale czynniki zewnętrzne mogą doprowadzić do podobnego stanu. Dlatego podczas każdej edycji pojawia się woda – czy to basen, deszczownice z filmów, czy nurkowanie w śniegu, które nieco moczą zawodników, powoduje dyskomfort. Każdy potrafi dobrze strzelać, jak jest mu sucho i wygodnie. Kiedy jesteś mokry, parują ci okulary i musisz ogarniać rzeczywistość w takim stanie, to już jednak inny temat. Wielu bardzo dobrych strzelców nie potrafi się uwolnić od myśli, że jest im źle, a podczas zawodów obronnych mamy się skupić na zadaniu, a nie na tym, czy jest nam dobrze i wygodnie. To zadanie jest priorytetem.

Dezorientacja to dodatkowy czynnik. Zawodnicy często chodzą w workach na głowie, co powoduje, że „budząc” się na torze, nie mają do końca pojęcia, gdzie są. Rzadko jednak ludzie w pełni koncentrują się na tym, co się dzieje wokół nich. Używamy telefonów do przeglądania Fejsa czy rozmawiamy przez nie, gdy idziemy za rękę z dziewczyną. Często nie do końca kontrolujemy, co się wokół nas dzieje. Nie widzimy wszystkiego, dopóki nie zacznie się cała zła sytuacja. Oczywiście optymalnie byłoby ją wykryć i się w nią nie mieszać, ale nie zawsze jest to możliwe. Wtedy, wyrwani z miłej pogawędki, musimy oszacować, gdzie jesteśmy, co się dzieje i co powinniśmy w pierwszym momencie zrobić. Priorytetem jest oczywiście zachowanie zdrowia naszego i najbliższych, a więc ucieczka. Co jednak się stanie, kiedy uciec się nie da?

Nieznajomość torów. Przyznam, że element najtrudniejszy do wyegzekwowania przez nas. Mimo wszystko to jednak zawody i ludzie mają parcie na wygraną. Naszym założeniem jest jednak to, że wszyscy mają jednakowe szanse. Nie znają ułożenia celów, ich liczby, nie mają też wiedzy, co tak naprawdę będzie do wykonania. Jeżeli ktoś komu podpowie, dość szybko się orientujemy, jednak nie bardzo możemy coś z tym zrobić. Trzeba przyznać, że na ostatniej edycji było pod tym względem dużo lepiej i nie widzieliśmy, żeby ktoś znał rozkład torów i problemów, które się tam napotka. Bo tak jest też w życiu – nigdy nie wiemy, co jest za rogiem, samochodem czy śmietnikiem i trzeba podchodzić do tego systematycznie i maksymalnie skutecznie. Nasze zawody mają się maksymalnie zbliżyć do realnego życia. Zarządzanie amunicją, wykorzystanie broni krótkiej i długiej – to wszystko jest po stronie zawodnika i to on ma odpowiednio zaadaptować się do sytuacji (musi posiadać wachlarz umiejętności lub improwizować). Nie ma na przykład podziału na klasy sprzętowe. Każdy z zawodników sam wybiera broń, którą chciałby mieć do takich zadań. Strzelba, karabinek, PM, pistolet, rewolwer, wskaźniki, latarki, kolimatory to wszystko jest dopuszczalne, przecież nikt mu broni nie wybiera i nie mówi, z czym ma chodzić po ulicy lub co ma trzymać w domu. Jedyne ograniczenie to brak militarnego ubioru. Chodzi tu o różnego rodzaju kamuflaże. Nikt raczej po domu ani ulicy nie chodzi w pełnym umundurowaniu i pasie taktycznym. Co więcej, strzelamy wówczas zawody w tym, w czym poruszamy się za dnia. Tutaj też nikomu nic nie narzucamy – bojówki są już OK, a zapis mówi, że cała broń ma być skryta, czyli tak, jak określają to przepisy „Ustawy o broni i amunicji”. Nikt, chodząc po ulicy, nie świeci bronią czy wyposażeniem. Przynajmniej nie powinien.

Przeanalizujmy więc ostatnią letnią edycję, naturalnie z naszego punktu widzenia. Nie będę przytaczał historii, które piszemy ani opisywał, czy były zadania ofensywne lub defensywne, tylko opowiem, co było sprawdzane w zakresie torów.

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2019

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter