Pierwsza bitwa na kopenhaskiej redzie

 


Adam Fleks


 

 

 

Pierwsza bitwa na

 

kopenhaskiej redzie

 

2 kwietnia 1801 roku




Wszystkie statki wchodzące do Kopenhagi od strony Bałtyku mijają lewą burtą niewielki obudowany granitem bastion, obecnie mający po obydwu stronach przedłużenia w postaci linii falochronu. Pierwotnie jednak była to sztucznie utworzona wysepka, powstała z osadzonych na stosunkowo płytkim dnie wypełnionych kamieniami kadłubów wycofanych żaglowych okrętów liniowych, obsypanych ziemią, i wzmocnionych belkami oraz kamieniami. Ta konstrukcja pełniła kluczową rolę, jeżeli chodzi o obronę podejścia do portu kopenhaskiego.



 

 


Na początku XIX wieku, w okresie wojen napoleońskich, fort Trekroner dwukrotnie – w latach 1801 i 1807 – był elementem większej linii obrony, bezskutecznie usiłującej powstrzymać silniejszego, lepiej wyszkolonego i wyposażonego przeciwnika, mającego poza tym ogromne doświadczenie w walkach prowadzonych na morzu. Byli to Anglicy, będący głównym adwersarzem, z którym Duńczycy mieli do czynienia w okresie napoleońskim. Dlatego nie bez przyczyny te właśnie lata (1801-1814) nazywa się potocznie w Danii „wojnami angielskimi”. Okres ten stanowi też początek końca Danii jako względnie silnego i liczącego się państwa europejskiego, które zaczęło stopniowo staczać się po równi pochyłej, na której krańcu znalazła się wojna z Prusami i Austrią w roku 1864, oznaczająca pomniejszenie terytorium Danii prawie do takiej postaci, jaką znamy obecnie. Wojny angielskie to prawdopodobnie jeden z bardziej dramatycznych rozdziałów w całej historii Danii. Prawie przez cały XVIII wiek krajowi temu udawało się trzymać z daleka od głównych konfliktów europejskich, zaś możliwość wymiany handlowej z większością walczących ze sobą stron spowodowała rozwój życia gospodarczego oraz wzrost zamożności kraju jak i wielu kręgów społeczeństwa. Wypadałoby jednak zacząć od wydarzeń poprzedzających wojny angielskie, a zwiastujących nadchodzące gwałtowne zmiany. Duński premier Ove Hoegh-Guldberg, nie był uważany za wybitnego polityka, niemniej jednak miał zmysł obserwacji, sporą wiedzę historyczną i dokonał interesującego spostrzeżenia. Jego zdaniem, sytuacja polityczna na świecie w XVIII wieku wyglądała tak, że w równych odstępach czasu wybuchały konflikty pomiędzy wielkimi mocarstwami, trwające od sześciu do ośmiu lat. Była to wojna w Polsce o następstwo tronu, wojna austriacka o następstwo tronu, pruska wojna siedmioletnia i wreszcie amerykańska wojna o niepodległość, która zaczęła się w roku 1776 i w dwa lata później objęła swoim zasięgiem sporą część ówczesnego cywilizowanego świata, jako że Francja przystąpiła do wojny po stronie Amerykanów. Korzystnym elementem tych wszystkich wojen było to, że Dania nie uczestniczyła w żadnej z nich, natomiast pozostawała neutralna, handlując ze wszystkimi stronami, rozbudowując swoją flotę handlową i okresowo opanowując większość (!) rynku frachtów na świecie, oczywiście ustępując w tym względzie Brytyjczykom. Minister spraw zagranicznych Andreas Peter Bernstorff sformułował wówczas hasło brzmiące: „Wolny statek daje wolny załadunek”. Można to było rozumieć dwojako: po pierwsze, że statek płynący pod flagą z Dannebrogiem może swobodnie przewozić ładunki z trzech duńskich wysp w Indiach Zachodnich do Kopenhagi, po drugie, co było w istocie ważniejsze, że może wieźć francuskie towary z francuskich kolonii do Francji i nie może być zatrzymywany np. przez angielski okręt wojenny w celu przeprowadzenia kontroli ładunku. Zadowolenie duńskiego premiera można sobie tym łatwiej wyobrazić, kiedy unaocznimy sobie sieć stałych duńskich połączeń handlowych z Chinami, Indiami, Afryką i Indiami Zachodnimi oraz wzrastające w czasie wojen ceny towarów i stawek za fracht, a także zwiększający się popyt na wszystkie możliwe towary, począwszy od dział, a na maśle skończywszy. Duńskie sakiewki puchły od złota. Jednak przesyt może prowadzić do pewnej ociężałości umysłowej, co przekłada się na brak wyobraźni. Poza czystym zyskiem zadowoleni z siebie Duńczycy nie byli sobie w stanie wyobrazić już niczego więcej. Kopenhaga rozbudowywała się, powstawały nowe pałace, jak np. pałac Erichsena, obecnie główna siedziba Banku Handlowego (Handelsbanken) przy Kongens Nytorv. Agent handlowy Erich Erichsen nie ustępował w fantazji naszym możnowładcom staropolskim, którzy wysyłali bieliznę czy koszule umyślnym do prania do Paryża – jego zdaniem w Kopenhadze nie potrafiono dobrze wyprać bielizny pościelowej, toteż swoją wysyłał żaglowcem do Londynu. Tak więc łatwo już zrozumieć, dlaczego ostatnie trzy dziesięciolecia XVIII wieku nazywane są w Danii okresem rozkwitu handlu, albo inaczej złotym wiekiem, kiedy to dodatkowo udało się przeprowadzićznaczące reformy wewnętrzne, wpływające na rozwój rolnictwa (m.in. w 1788 r. zniesiono poddaństwo chłopów). Handel ten rozwijał się jednak dzięki czasowej koniunkturze opierającej się na wykorzystaniu konfliktów międzynarodowych. Podobna sytuacja powtórzyła się w zeszłym już stuleciu podczas obydwu wojen światowych. W czasie pierwszej z nich powstawały fortuny tzw. baronów gulaszowych, a w drugiej bogaciły się takie państwa jak Szwecja czy Szwajcaria. Gdy Bertold Brecht szukał w latach 30. XX wieku azylu w Danii, był bardzo zniesmaczony swoim nowym miejscem zamieszkania. Pisał on, że „Duńczycy nie mają żadnego pojęcia o polityce, oni eksportują świnie”. Duńską XVIII-wieczną politykę neutralności można scharakteryzować w taki sam sposób. Jednak ten, kto żyje z wojny, prędzej czy później zostaje nią objęty i musi zapłacić haracz. Wojny angielskie były wysoką ceną za duński brak wyobraźni. Z drugiej jednak strony, ówczesna Dania nie była tym niewielkim państewkiem, jakie znamy obecnie, które można w ciągu kilku godzin przejechać samochodem wzdłuż i wszerz. Pod koniec XVIII wieku następca tronu, książę Fryderyk (przyszły król Fryderyk VI) rządził państwem rozciągającym się od ujścia Łaby do Nordkapu. Oprócz duńskich wysp i Jutlandii obejmowało ono Szlezwik, Holsztyn, Norwegię, Wyspy Owcze, Islandię i Grenlandię. Do tego należy doliczyć wyspy Saint Thomas, Saint John i Saint Croix w Indiach Zachodnich (odkupione w 1917 r. przez USA). W ramach tego wielkiego państwa istniał podział pracy – Dania oraz dwa wspomniane niemieckie południowe księstwa miały być spichlerzem, Norwegia dysponowała przemysłem drzewnym, szklarskim oraz metalowym. Stamtąd pochodziła większość materiału na budowę floty. Do roku 1645 Dania posiadała jeszcze Bohus, Halland i Gotlandię (a licząc Norwegię, także Jämtland i Härjedalen), a do 1658 Skanię i Blekinge, które jednak opanowali Szwedzi, o Pomorzu Przednim z kończącym je na wschodzie Szczecinem, księstwie Bremy i Verden oraz Wismarze nie wspominając (utracono je w 1648 r.). W tym momencie Kattegat nie był już dłużej duńskim morzem wewnętrznym tylko stał się wodami międzynarodowymi, które trzeba było kontrolować, a do utrzymywania kontaktu z Norwegią potrzebna była teraz większa flota.

 
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 11/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter