Podwodny drapieżnik - ORP Orzeł

Podwodny drapieżnik - ORP Orzeł

Marian Kluczyński

 

Ta nazwa okrętu zawsze kojarzy się z legendarnym w czasie II wojny światowej ORP „Orzeł”, a więc zobowiązuje. Nazwę skrzydlatego drapieżnika, będącego naszym godłem państwowym, z dumą nosi już trzeci z kolei okręt podwodny.

Obecny, noszący tę nazwę, w kwietniu świętował 30-lecie służby pod biało-czerwona banderą. Podobnie jak jego poprzednicy – jest chlubą polskiej Marynarki Wojennej. Jednostka ta wyróżnia się nowoczesnymi rozwiązaniami oraz niepowtarzalną sylwetką i, jak mało który polski okręt, może poszczycić się piękną tradycją.

Ten pierwszy...

To legenda polskiej Marynarki Wojennej. Zbudowany został w holenderskiej stoczni De Schelde ze składek polskiego społeczeństwa, w tym żołnierzy polskiej Marynarki Wojennej w ramach Funduszu Obrony Morskiej. Był jednym z najnowocześniejszych okrętów podwodnych u progu II wojny światowej. Do służby wszedł tuż przed wybuchem wojny w 1939 roku, a zakończył ją, w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach, w maju 1940 roku na Morzu Północnym.

W dniu wybuchu wojny, ORP Orzeł, pod dowództwem kmdr. ppor. Henryka Kłoczkowskiego, operował na Zatoce Gdańskiej starając się bronić polskiego wybrzeża. Został m.in. zaatakowany przez lotnictwo niemieckie bombami głębinowymi. Jedna spadła w pobliżu okrętu. Wpłynęło to na morale załogi, a zwłaszcza dowódcy okrętu. W związku z tym opuścił on nakazany rejon, nie informując o tym dowódcy Floty i udał się na północ w kierunku Gotlandii. Na skutek choroby komandora Kłoczkowskiego, 15 września Orzeł wszedł do estońskiego portu w Tallinie, aby przekazać go pod opiekę estońskich medyków. Wówczas obowiązki dowódcy okrętu przejął zastępca, kpt. mar Jan Grudziński. Na skutek nacisku władz III Rzeszy okręt został bezprawnie internowany przez Estonię i pozbawiony części uzbrojenia oraz map i pomocy nawigacyjnych. Jego załoga, różnymi sposobami, przedłużała całkowite pozbawienie możliwości pływania i walki okrętu , myśląc o ucieczce. W nocy z 17 na 18 września 1939 roku dokonała brawurowego uprowadzenia Orła z portu w Tallinie i rozpoczęła, trwające 27 dni, przejście do Wielkiej Brytanii. Po wielu ciężkich sytuacjach bojowych, których jego załoga doświadczyła na całej trasie Bałtyku, Cieśnin Duńskich i Morza Północnego, korzystając jedynie z mapy odtworzonej z pamięci przez nawigatora okrętowego, na podstawie charakterystyki świateł latarni morskich – szczęśliwie doprowadziła swój okręt do brytyjskiego portu Rosyth.

U boku aliantów ORP Orzeł kontynuował walkę z hitlerowskim najeźdźcą. Patrolował akweny Morza Północnego. Wsławił się m.in. zatopieniem niemieckiego transportowca Rio de Janeiro, wiozącego oddziały niemieckie podczas inwazji na Norwegię. 23 maja 1940 roku wypłynął w swój ostatni patrol, z którego nie powrócił. Los jego i załogi do dziś nie został wyjaśniony. W opinii historyków i taktyków morskich, ucieczka Orła z estońskiego portu i przedostanie się do Wielkiej Brytanii, uznawana jest za największe światowe osiągnięcie jednostki podwodnej. Nigdy w historii żadna załoga okrętu podwodnego nie dokonała takiego wyczynu. Nic więc dziwnego, że polscy marynarze z taką pieczołowitością kultywują te chlubne tradycje. Najlepiej o tym świadczy fakt, że kolejnym jednostkom podwodnym nadają tę nazwę. Po wojnie, w latach 1962-1983, nazwę tę nosił okręt projektu 613 o numerze taktycznym 292 (wg kodu NATO Whiskey).

Trzeci drapieżnik

29 kwietnia 1986 roku zastąpił go jeden z najnowocześniejszych okrętów podwodnych, powstały w oparciu o projekt 877E (kryptonim Warszawianka) w biurze konstrukcyjnym CKB MT „Rubin” w Leningradzie (obecnie Sankt Petersburg), w Stoczni Sudomech w Leningradzie (obecnie Stocznia Nowej Admiralicji w Sankt Petersburgu). „E” przy numerze projektu oznacza wersję eksportową. Okręt ten został tak zaprojektowany, aby służył do wykrywania i zwalczania dużych okrętów o napędzie atomowym. W tym też celu otrzymał nowoczesną elektronikę. To jedyny okręt podwodny w powojennej historii polskiej Marynarki Wojennej zakupiony jako nowy.

W przededniu 54. rocznicy powstania Dywizjonu Okrętów Podwodnych, 29 kwietnia 1986 roku w Rydze, na opatrzonym numerem taktycznym 291 okręcie podniesiono biało-czerwoną banderę. Należał on wówczas do najlepszych konwencjonalnych okrętów na świecie. Zresztą nadal cieszy się znakomitą opinią fachowców. Pierwsza tego typu jednostka powstała w 1982 roku i zasiliła siły morskie Związku Radzieckiego. Obecnie w siłach morskich Rosji pływa kilkanaście takich okrętów. Natomiast seria eksportowa trafiła do sześciu państw (Indie – 10 okrętów, Iran – 3 okręty, Indonezja, Algeria i Chiny – po 2 okręty oraz Polska i Rumunia – po 1 okręcie). Szczególnym walorem tego projektu okrętu jest specjalna ochronna powłoka kadłuba i cichy napęd utrudniający jego wykrycie.

Polska, jako członek Układu Warszawskiego, nie miała wówczas wielkich możliwości wyboru. Mogła podjąć się budowy w jednej z polskich stoczni, ale z braku doświadczenia w budowie okrętów podwodnych nie wchodziło to w rachubę, podobnie jak zakup na Zachodzie. Istniała ponoć możliwość zakupu okrętów podwodnych w byłej Jugosławii, ale nie dogadano się w tej kwestii. Pozostał więc ZSRR, zwłaszcza że oferta była intratna. Planowano zakup czterech takich jednostek, ale jak większość planowanych wówczas zakupów okrętów, zmiany społeczno-polityczne oraz kryzys ekonomiczny w naszym państwie, uniemożliwiły realizację planu i zakończyło się na jednym okręcie. Szkoda, bo dziś, po nieznacznej modernizacji, polska flota dysponowałaby doskonałym zespołem okrętów podwodnych, nadających się zwłaszcza do operacji z dala od kraju. Z uwagi na rezygnację z zakupu kolejnych okrętów, do zachowania ciągłości szkolenia załóg, polska Marynarka Wojenna zmuszona została do wydzierżawienia z byłego ZSRR dwu wysłużonych, z połowy lat sześćdziesiątych, okrętów projektu 641 (NATO typ Foxtrot), które później odkupiła.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 5-6/2016

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter