Podwodny świat o smaku Whiskey

Podwodny świat o smaku Whiskey

Robert Rochowicz

Czekając na kolejne informacje o możliwym przejęciu przez naszych marynarzy szwedzkich okrętów podwodnych warto odświeżyć sobie historię służby pod biało-czerwoną banderą czterech jednostek projektu 613 i perturbacje ze znalezieniem ich następców. To wtedy po raz pierwszy przejęliśmy ponad 20-letnie, używane okręty, traktując je jako etap przejściowy przed kupnem nowych i w pełni nowoczesnych jednostek.

W całej ponad 100-letniej historii naszej floty, biało-czerwone bandery powiewały na drzewcach 25 okrętów podwodnych. Zaledwie osiem z nich nasi marynarze obejmowali jako jednostki nowe, dopiero co oddane po zbudowaniu przez stoczniowców, w tym tylko jeden po II wojnie światowej. Pozostałe to starsze lub nowsze, ale jednak okręty z drugiej ręki.

Najpierw dzierżawa, potem wykup

W latach 1945–1989 w zakupach sprzętu wojskowego byliśmy mocno zależni od Związku Radzieckiego. To, czego nie byliśmy w stanie wyprodukować sami, pochodziło od naszego wschodniego sąsiada lub z innych krajów socjalistycznych. W kwestii okrętów bojowych tylko nieliczne byliśmy w stanie zbudować sami od początku do końca. W przypadku bardziej skomplikowanych jednostek, takich jak chociażby okręty podwodne, zdani byliśmy tylko na to, co zaoferują nam towarzysze radzieccy.

Pierwszy radziecki typ przejęty w latach 50. XX w. okazał się koszmarnym nieporozumieniem. Sześć małych okrętów podwodnych projektu 96 (popularne Malutkie) przekazano w bardzo złym stanie technicznym i de facto przez cały okres służby ich wartość bojowa była znikoma. Nauczone złymi doświadczeniami Dowództwo MW starannie podeszło do zawarcia umowy na kolejny typ okrętów podwodnych. W latach 1962–1965 przejęto w sumie cztery średniej wielkości jednostki, należące do projektu 613, które w NATO ochrzczono kodową nazwą Whiskey. Chociaż były to znów okręty używane, tym razem dołożono wszelkich starań, aby nie przejąć złomu. Było to o tyle łatwiejsze, że ich stan techniczny był więcej niż dobry. Wszystkie weszły do służby we flocie radzieckiej w 1955 roku, a w czasie kilkuletniej służby nie były zbyt intensywnie eksploatowane, przechodziły remonty modernizacyjne i średnie, w trakcie których wymieniono niektóre elementy wyposażenia.

Ich przejęcie uwzględniono w kolejnych planach rozwoju, tworzonych już w drugiej połowie lat 50. XX w. W 1956 roku, w bardzo mocno rozbudowanym programie rozbudowy floty, zakładano przejęcie 24 następców Malutkich, trzy lata później liczbę tę ograniczono już do siedmiu. Do przejęcia wytypowano właśnie 613-tki.

Mimo pierwszych przymiarek do transferu jeszcze pod koniec lat 50., dopiero w 1961 roku rozpoczęto finalizację rozmów o przejęciu konkretnych jednostek. Sprawa stała się w tym czasie paląca, bowiem Malutkie dożywały kresu swoich dni w służbie i MW pozostawał tylko ORP Sęp, z którym też było już coraz więcej kłopotów natury technicznej. Ostatecznie w 1961 roku zapadły decyzje o dzierżawie czterech okrętów projektu 613. Po raz pierwszy na dłużej w Gdyni okręt podwodny projektu 613 gościł między lipcem 1958 roku a wrześniem 1959 roku. Jednostka z numerem „71” na kiosku została przez Polskę formalnie wydzierżawiona ze składu Floty Bałtyckiej ZSRR tylko na czas szkolenia załóg indonezyjskich.

Cztery przejęte w latach 1962–1964 Whiskey’e zostały wydzierżawione na okres pięciu lat. Taka forma przejęcia okazała się dla naszych decydentów dużo tańsza od bezpośredniego zakupu i była stosowana (z nielicznymi wyjątkami) wobec wszystkich jednostek wcześniej używanych w radzieckiej flocie. Te nowe, zwykle kupowano, choć było to dużo droższe.

Inaczej niż w przypadku Malutkich cztery 613-tki przejęliśmy w pełnej gotowości do służby bojowej. Komisje odbierające po kolei całą czwórkę miały wgląd do w miarę pełnej dokumentacji ich dotychczasowej służby. W chwili przejmowania były one w służbie nie dłużej niż 10 lat. Wszystkie przed przekazaniem stronie polskiej przeszły remonty średnie, na niektórych dokonywano drobnych modyfikacji w wyposażeniu. Demontowano stanowiska artyleryjskie wraz z fundamentami (jeśli takowe były na pokładzie), wymieniano na nowszy model „chrapy” (określane w języku rosyjskim jako RDP – rabota dizielej pod wodoj), a także śruby z czteropiórowych na sześciopiórowe, dodawano system przeciwpożarowy WPŁ-52, wymieniano peryskopy, środki łączności lub nawet radary. W sumie okazało się, że otrzymaliśmy okręty z niewielkim „przebiegiem”, do czego przyczyniły się częste przestoje w stoczniach, a także okresowe odstawienia do rezerwy „na konserwację”.

Przejęte 613-ki weszły kolejno w skład istniejącej ówcześnie Brygady Okrętów Podwodnych (w połowie 1965 roku dodano jej numer i była to odtąd 1. BOP, aż do rozwiązania, które nastąpiło w marcu 1971 roku), każda załoga na osobnym etacie, portem macierzystym była oczywiście Gdynia Oksywie. Po wcieleniu do służby na ORP Orzeł przez kilka tygodni w Gdyni pozostało 11 radzieckich marynarzy, w tym ostatni dowódca, którzy przekazywali naszej załodze wiedzę praktyczną z obsługi jednostki. Brygada w okresie przejmowania nowych jednostek była na etapie pozbywania się nienadających się do dalszej służby Malutkich. Pod koniec 1962 roku było ich jeszcze sześć, ale w lipcu 1965 roku już tylko trzy. Ostatnie dwie wycofano w grudniu 1966 roku. Był jeszcze ORP Sęp, czyli przedwojennej budowy bliźniak słynnego ORP Orzeł. Ostatniego opuszczenia bandery dokonano na nim 15 września 1969 roku. W 1965 roku pojawiły się sugestie strony radzieckiej, abyśmy docelowo rozważyli przejęcie kolejnych trzech 613-ek, w zamian za jednostki starszych typów. Do konkretnych rozmów w tej sprawie jednak nie doszło.

Solidna konstrukcja

Historia średniego okrętu podwodnego projektu 613 formalnie zaczyna się w sierpniu 1946 roku, kiedy to zatwierdzone zostają wymagania taktyczno-techniczne. Dokument powstał po dokładnej analizie przejętych okrętów podwodnych Kriegsmarine, po pierwsze projektu VIIC, ale przede wszystkim nowatorskiego projektu XXI. Zwłaszcza ta druga konstrukcja była natchnieniem dla wielu pracowników stoczniowych biur projektowych na całym świecie, nawet jeszcze kilka lat po zakończeniu wojny, co zresztą nie może dziwić. Dokładne przestudiowanie możliwości technicznych niemieckich U-bootów sprawiło, że radzieccy dowódcy morscy zapragnęli przenieść wiele sprawdzonych rozwiązań konstrukcyjnych do własnego nowego projektu.

Prace projektowe w tamtych latach zwykle nie trwały zbyt długo. Projekt wstępny i techniczny były gotowe niemal w tym samym czasie, pierwszy w październiku, drugi w listopadzie 1947 roku. Ten drugi po wprowadzeniu poprawek został zatwierdzony w sierpniu 1948 roku. Przygotowywane w tym czasie gigantyczne plany rozbudowy radzieckiej marynarki wojennej sprawiły, że w jednym z wariantów wpisano konieczność zbudowania aż 340 nowych średnich okrętów podwodnych. Produkcję prototypowego kadłuba oficjalnie rozpoczęto w kwietniu 1950 roku, a gotowa jednostka weszła do służby w maju 1952 roku. 613-tki budowano w długich seriach w trzech stoczniach, a w czwartej zmontowano „tylko” siedem. Kadłuby powstawały na swego rodzaju taśmach produkcyjnych. Osobno tworzono poszczególne sekcje, które następnie łączono przy użyciu automatów spawalniczych. Ostatni z 215 oddanych do służby średnich okrętów podwodnych projektu 613 przekazano załodze w czerwcu 1958 roku.

Whiskey był generalnie konstrukcją dwukadłubową, z elementami półtorakadłubowymi. Kadłub mocny, czyli ten wewnętrzny, został podzielony na siedem przedziałów wodoszczelnych z grodziami płaskimi i sferycznymi. Idąc od dziobu w kolejnych przedziałach ulokowano:

  • I – dziobowe wyrzutnie torpedowe, zapasowe torpedy na stelażach, miejsca wypoczynku załogi;
  • II – pomieszczenia oficerów, mesę oficerską, kabinę radio i dziobową baterię akumulatorów;
  • III – centralę okrętu, a ponad nim ustawiono kiosk;
  • IV – pomieszczenia podoficerskie z mesą, kambuz i rufową baterię akumulatorów;
  • V – siłownię spalinową;
  • VI – silniki elektryczne;
  • VII – rufowe wyrzutnie torpedowe z miejscami do odpoczynku dla marynarzy.

Kadłub mocny był całkowicie spawany i miał długość 58 m. Został wykonany ze stalowych blach spawanych typów SHŁ-4 lub MS-1. Grubość blach wynosiła 16–20 mm, a w okolicach kiosku i włazu ładowania torped nawet 26–30 mm.

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 4/2020

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter