Pogrom pancerników

 


Krzysztof Zalewski


 

 

 

Pogrom pancerników

 

– Pearl Harbor 1941 r.

 

 

7 grudnia 1941 r., dzień, w którym wybuchła wojna na Pacyfiku, stał się symbolem zdradzieckiego ataku, lecz także końcem epoki pancerników. Przez wiele lat te potężne olbrzymy uzbrojone w dalekonośne działa panując na morzu miały istotny wpływ na politykę międzynarodową. Jednak od tego grudniowego poranka ich rola znacznie zmalała. Okazało się, że w nowej wojnie najgroźniejszy okaże się samolot.

 



To prawda, że amerykańskie pancerniki zostały zaatakowane nieprzygotowane w porcie. Nie mogły więc ani manewrować, ani skutecznie użyć całego swojego potencjału obrony przeciwlotniczej, lecz trzeba zdać sobie z tego sprawę, że skuteczność japońskich samolotów torpedowych była niesamowita, choć, na co warto zwrócić uwagę, z pięciu celów na dwa poszło 77% torped, na kolejne dwa 33%, na piąty – żadna. Z czterdziestu zrzuconych torped, ponad połowa trafiła w cel. W następnych dniach wojny na Pacyfiku Japończycy udowodnili, że pancerniki, nawet w gotowości i na pełnym morzu, także nie są wstanie oprzeć się uderzeniom lotnictwa. Jest zaskakujące, że pionierzy użycia lotnictwa pokładowego po ataku na Pearl Harbor nadal za podstawowy okręt wojenny uznawali pancernik…

Przygotowania
Rozpoczynając wojnę na Pacyfiku i koncentrując do ataku na Pearl Harbor potężną grupę uderzeniową, jaką była 1. Flota Powietrzna, Japończycy do końca nie zdawali sobie sprawy z tego, że zmienia się oblicze zmagań na morzu. Nadal uważano, że podstawowym wyznacznikiem potęgi morskiej jest siła floty liniowej, czemu nie należy się bardzo dziwić, gdyż nie dalej jak dwadzieścia lat wcześniej, przyjęto Traktat Waszyngtoński, którego celem było m.in. ustalenie parytetu sił morskich, a pancerniki stanowiły jego istotną część. Okręty lotnicze zostały w nim potraktowane jako jednostki pomocnicze. Planując uderzenie lotnicze na Pearl Harbor zdawano sobie sprawę, że zatopione w płytkich wodach bazy okręty będzie można później odzyskać. Uznawano jednak, że dla powodzenia przewidywanych operacji desantowych ważne jest czasowe wytrącenie z działań jak największej liczby okrętów liniowych wroga, tak aby wyrównać wprowadzoną Traktatem Waszyngtońskim amerykańską przewagę w tej klasie okrętów. Japońska strategia nadal bowiem opierała się na założeniu, że wystarczy jedna decydująca bitwa, w której o losach wojny rozstrzygnie pojedynek flot liniowych. Atak na Pearl Harbor miał więc osłabić przeciwnika na tyle, aby nie był zdolny do przyjęcia walnej bitwy, lub, o ile się na nią zdecyduje, umożliwić osiągnięcie w niej zwycięstwa. Stanowiło to kontynuację wieloletniego planowania, w którym początkowo zakładano stoczenie decydującej bitwy – wzorem Cuszimy - na wodach Japonii. Później wraz z rozwojem technicznym lotnictwa i marynarki miejsce bitwy systematycznie oddalano od wysp macierzystych.

Główną siłą uderzeniową japońskiego lotnictwa w planowanym ataku miały być samoloty bombowo-torpedowe Nakajima B5N2. Część maszyn tego typu miała zostać uzbrojona w torpedy, a część w bomby przeciwpancerne. W tym czasie Japończycy za najskuteczniejszy oręż lotniczy uznawali torpedę. Jednak atak torpedowy było bardzo trudno przeprowadzić na wodach stosunkowo płytkiego portu. Do momentu uderzenia na Tarent, tego typu rozwiązanie nie było nawet rozważane. Dopiero opracowany przez kmdr. por. Naito raport, dotyczący brytyjskiego ataku, wskazał na taką możliwość. Pierwsze próby zrzutu torped na płytkich wodach nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. W trakcie zwykłego ataku torpedowego należało zachować określone parametry lotu. W przypadku B5N2 zrzut torpedy następował z wysokości od 30 do 100 m przy prędkości nie wyższej niż 360 km/h. Jednak przy tych parametrach torpedy Typ 91 zanurzały się zbyt głęboko (50-100 m) i wymagały co najmniej 200 m do uaktywnienia się głowicy bojowej. Rozwiązaniem miało być, na wzór brytyjski, zastosowanie drewnianych stabilizatorów mocowanych do pionowych i poziomych stateczników torpedy. Ich większa powierzchnia stabilizowała torpedę w poziomie po zrzucie z samolotu powodując, że uderzała ona w wodę całą swoją długością. Dodatkowo statecznik zmniejszał jej prędkość opadania, a drewniana konstrukcja chroniła delikatne stery przy uderzeniu w wodę. W chwili zetknięcia się z powierzchnią akwenu, drewniane stabilizatory odpadały, a torpeda zanurzała się na głębokość 12-14 m. Później wypływała na zadaną głębokość i zmierzała ku celowi. Ograniczono także do minimum warunki zrzutu torpedy z samolotu. Przeprowadzone w okresie 30 października - 4 listopada 1941 r. próby wykazały skuteczność przyjętego rozwiązania. Modyfikacji poddano dwie odmiany torpedy Typ 91, stosując nieco różne stabilizatory. Pierwszą z nich, starszą Typ 91 Model 2, można było zrzucać z wysokości 10 m przy prędkości do 290 km/h. Wysokość zrzutu torpedy Typ 91 Kai była dwukrotnie wyższa, a maksymalna prędkość lotu 250-270 km/h. Do końca października do zrzutu na małych głębokościach przystosowano 100 torped Typ 91 Model 2/Typ 91 Kai Model 2, każda z nich dysponowała 215-kilogramową głowicą bojową (60% TNT, 40% Hexyl). Jednocześnie załogi samolotów bombowo-torpedowych wypracowały optymalne warunki zrzutu. Zależnie od wariantu torpedy przygotowano dwie metody ataku. Pierwsza z nich przewidywała zrzut z wysokości 20 m przy prędkości 180 km/h, natomiast druga z wysokości 10 m przy tej samej prędkości wymagała wychylenia samolotu w dół o 1,5o.

Uderzenie torpedowe nie rozwiązywało jednak wszystkich problemów, dotyczących ataku na okręty. Amerykanie w bazie Pearl Harbor mieli zwyczaj cumować pancerniki parami, tak że tylko jeden okręt był wystawiany na uderzenia torpedowe. Ponadto istniało niebezpieczeństwo, że przeciwnik postawi sieci przeciwtorpedowe, lub wody Pearl Harbor okażą się mniej przyjazne dla torped niż Zatoka Kagoshima. W tym czasie jednak Japończycy nie dysponowali odpowiednią bombą mogącą zagrozić amerykańskim pancernikom. Najcięższa bomba przeciwpancerna w arsenale lotnictwa pokładowego miała wagomiar 250 kg. Postanowiono więc stworzyć nową bombę na bazie 410 mm pocisków artyleryjskich Typ 88 APC z pancerników typu Nagato. Do korpusu pocisku dodano stabilizujące lot stateczniki oraz wymieniono materiał wybuchowy. W miejsce starszego Shimose pojawił się skuteczniejszy Typ 91 (trinitroanisol), lecz jego masę zmniejszono do 27 kg. Nie było to dużo, gdyż dla porównania w amerykańskiej bombie przeciwpancernej o wagoniarze 726 kg stanowił on aż 130 kg. Prawdopodobnie niska zawartość materiału wybuchowego spowodowała, że wiele zrzuconych bomb okazało się niewybuchami. Jednak przeprowadzone w Japonii próby wykazały skuteczność bomby, która przebijała pancerz o grubości 150 mm. Nową bombę przyjęto do uzbrojenia pod oznaczeniem Typ 99 Model 80-5. Tak jak w przypadku torpedy, natychmiast przystąpiono do opracowania metod optymalnego zrzutu bomb. Według stworzonych regulaminów dla uderzeń bombami 250 kg przewidywano jednoczesny zrzut wiązki dziewięciu bomb salwą przez eskadrę B5N2 z wysokości 5000 m. Jednak próby bombardowania makiety amerykańskiego pancernika wykazywały niską skuteczność tego rozwiązania. Po serii testów na potrzeby planowanego uderzenia zdecydowano się na obniżenie wysokości lotu do 3000 m, a liczbę samolotów ograniczono do pięciu lecących w szyku litery „V”. Uzyskiwano wówczas najlepsze skupienie wiązki, gwarantujące trafienie przynajmniej jedną bombą kotwiczącego w drugim szeregu pancernika. Zmniejszenie wysokości zrzutu bomby negatywnie wpływało na przebijalności pancerza, lecz postawiono na celność uderzenia.

Obok prac nad najskuteczniejszym orężem intensywnie szkolono lotników. Do przeprowadzenia uderzenia na okręty przeciwnika wytypowano załogi z 1. i 2. Dywizjonu Lotniskowców (Akagi, Kaga, Soryu i Hiryu). W pierwszej fali ataku bombowce B5N2 miały wykonać uderzenia torpedowe i bombowe. W tym czasie samoloty D3A1 z 5. Dywizjonu Lotniskowców (Shokaku i Zuikaku) wyznaczono do ataku na lotniska. W drugiej fali ataku bombowce nurkujące D3A1 z 1. i 2. Dywizjonu Lotniskowców uderzały na okręty, a samoloty bombowe B5N2 z 5. Dywizjonu Lotniskowców ponownie na lotniska. Wynikało to z faktu, że lotnicy 5. Dywizjonu Lotniskowców byli najsłabiej przeszkoleni i dlatego przypadła im rola wykonania uderzeń pomocniczych.  Szczególnie dużą uwagę poświęcono selekcji załóg samolotów pierwszej fali uderzenia. Trenowano ataki torpedowe w 9-samolotowych eskadrach. Z każdej z eskadr samolotów bombowo-torpedowych z Akagi, Kaga, Soryu i Hiryu wytypowano po cztery najlepsze załogi. Najlepsi z najlepszych, elita lotnictwa pokładowego dostąpiła zaszczytu wykonania ataku torpedowego. Wytypowano 40 załóg, z których sformowano „Specjalną Grupę Uderzeniową”. Z lotniskowców Akagi i Kaga wybrano po 12 załóg, które utworzyły osiem trzysamolotowych kluczy. Z Soryu i Hiryu wybrano po osiem załóg, które sformowano w osiem dwusamolotowych kluczy. Klucze z Akagi i Kaga były liczniejsze, z tego powodu, że przypaść im miało zadanie ataku na pancerniki Floty Pacyfiku. Załogi z Soryu i Hiryu otrzymały natomiast rozkaz uderzenia na kotwiczące po drugiej stronie wyspy Ford amerykańskie lotniskowce (zakładano, że przynajmniej jeden z nich będzie w porcie). Dowództwo całości sił objął kmdr ppor. Shigeharu Murata dowódca Grupy Powietrznej lotniskowca Akagi. Pozostałe 50 załóg samolotów B5N2 z lotniskowców 1. i 2. Dywizjonu miało wykonać uderzenie 800 kg przeciwpancernymi bombami Typ 99 Model 80-5.

Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 6/2011

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter