Projekty polskich robotów wojskowych

 


Michał Sitarski


 

 

 

Projekty polskich

 

robotów wojskowych

 

 

Jeszcze 15 lat temu wizja pola walki, po którym poruszały się zdalnie sterowane lub autonomiczne maszyny wspomagające lub zastępujące żołnierza w wykonywaniu różnorodnych zadań na polu walki adekwatna była tylko w przypadku filmów science-fiction. Ale już kilka lat później zaczęła się ona urzeczywistniać, choć wydawać się mogło, że polski żołnierz na podobne wsparcie będzie musiał czekać baaardzo długo. Dziś okazuje się, że wcale nie musi to być odległa przyszłość, czego dowiodło sympozjum zorganizowane w dniu 27 kwietnia br. przez Katedrę Budowy Maszyn Wojskowej Akademii Technicznej.



 


W czasie sympozjum zaprezentowane zostały prowadzone w KBM WAT prace, zmierzające do opracowania bezzałogowych platform lądowych, które w przyszłości posłużyć mogą do rozpoznania pola walki (w tym również terenu zurbanizowanego), podejmowania różnego rodzaju ładunków niebezpiecznych (również wielkogabarytowych) oraz transportu zaopatrzenia, a nawet ewakuacji rannych z pola walki.

Inżynieryjne roboty wsparcia
Problematyką zdalnie sterowanych maszyn inżynieryjnych w Wojskowej Akademii Technicznej zaczęto zajmować się już w latach 70. ub. w. – efektem prowadzonych wówczas prac było skonstruowanie zdalnie sterowanej koparki. Wówczas wojsko nie widziało zastosowania dla tego typu sprzętu, więc prace, po skonstruowaniu jednej maszyny, zostały zarzucone. Po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku sytuacja uległa zmianie i siły zbrojne zaczęły znów interesować się maszynami inżynieryjnymi mogącymi wykonywać zadania bez bezpośredniego udziału człowieka. Już na początku lat 90. okazało się, że duże maszyny są stosunkowo łatwe w „zrobotyzowaniu”, ale przy okazji są również mało mobilne, więc nie stanowią dobrej podstawy do stworzenia inżynieryjnej platformy bezzałogowej. Dodając do tego obszar, w jakim wojsko zamierzało stosować maszyny zdalnie sterowane – rozminowanie i usuwanie materiałów niebezpiecznych, wyciągnięto wniosek, że wykorzystanie dużych urządzeń mija się z celem oraz nie znajduje uzasadnienia ekonomicznego. Do podobnych wniosków doszli konstruktorzy za granicą i do tworzenia platform bezzałogowych zaczęli wykorzystywać odpowiednio zmodyfikowane miniładowarki. Zaowocowało to powstaniem takich robotów, jak amerykański RC-50 Robotic Platform czy izraelski Scorpion EOD Robotic Platform. Rzecz jasna, rozwój platform stricte bojowych i policyjnych poszedł w zupełnie innym kierunku. Roboty skonstruowane na bazie miniładowarek (zarówno kołowych, jak i gąsienicowych), których masa przeciętnie wynosi około 3,5 t, są wystarczające do zabezpieczenia działań związanych z zabezpieczeniem przed aktami terroryzmu. Dla przykładu – w Izraelu często są używane na posterunkach kontrolnych, gdzie służą do przepchnięcia podejrzanego pojazdu na bezpieczną odległość, a następnie do jego rozładowania w celu znalezienia niebezpiecznego przedmiotu. Niestety, zastosowane podwozia mają swoje ograniczenia, z których podstawowym są zdolności poruszania się w ciężkim terenie, zwłaszcza przy sterowaniu zdalnym, choć główną wadą jest prędkość (maksymalna dla koparek ok. 4 km/h, dla miniładowarek 10 km/h – tylko w sprzyjających warunkach – realnie dwukrotnie mniej). Kolejnym jest brak stabilności, zwłaszcza podczas poruszania się z obciążeniem, co wynika z małego rozstawu kół i osi (wada częściowo niwelowana przez układy gąsienicowe), niewielka prędkość jazdy oraz brak możliwości uzyskania tzw. prędkości pełzającej. Udźwig rzędu 600 kg również ogranicza ich zastosowanie w pracach inżynieryjnych, a także w niektórych działaniach związanych z rozminowaniem – należy pamiętać, że usuwanie niewybuchów i niewypałów, to nie tylko oczyszczanie pola walki, ale również baz, jednostek i magazynów wojskowych, w których znajduje się różnego rodzaju uzbrojenie, w tym bomby lotnicze o dużych wagomiarach. Wiedząc o tego typu ograniczeniach, inżynierowie z WAT założyli, że robot wsparcia inżynieryjnego musi powstać od podstaw, wraz z zaprojektowanym specjalnie dla niego podwoziem kołowym.

 

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 7/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter