Prawo do posiadania broni: nowy front wojny polityczno-kulturowej

Bartosz Saramak
Kiedy w 2011 roku Ustawa o broni i amunicji (UOBiA, ubojka) została znowelizowana, środowisko strzeleckie odetchnęło pełną piersią. Zaroiło się od pikników i imprez strzeleckich, rozkwitały nowe kluby strzeleckie zrzeszające sportowców i kolekcjonerów. Liczba posiadaczy broni do celów sportowych i kolekcjonerskich zaczęła stale i systematycznie rosnąć.
Z czasem w środowisku narastać zaczęło przekonanie, że może być już tylko lepiej: kolejne nowelizacje UoBiA będą racjonalizować zagmatwane przepisy, a strzelectwo sportowe z elitarnego hobby przerodzi się w masowy sport. Rok 2011 był również znamienny z innego względu, był to bowiem początek istotnej zmiany dyskursu dotyczącego posiadania broni palnej w Europie. Wtedy właśnie miał miejsce jeden z najkrwawszych zamachów z wykorzystaniem legalnie posiadanej broni. Andreas Breivik na norweskiej wyspie Utøya zastrzelił 69 osób ze swojego Rugera Mini-14 oraz Glocka 34. Wydarzenie to dało pretekst do rozpoczęcia nagonki na legalnych posiadaczy broni nie tylko w Norwegii, lecz także w całej Unii Europejskiej. Początek akcji zainicjowanej przez szwedzką komisarz ds. spraw wewnętrznych Cecilię Malmström, zakończyła jej następczyni Elżbieta Bieńkowska, forsując w 2016 i 2017 roku siłami Komisji Europejskiej znowelizowaną wersję dyrektywy 91/477/EWG z 18 czerwca 1991 r. w sprawie kontroli nabywania i posiadania broni. Przyjęcie przez Parlament Europejski nowelizacji miało dla polskiego środowiska strzeleckiego oznaczać przejście od snucia planów o luzowaniu prawa do głębokiej defensywy. Szybko okazało się bowiem, że w porównaniu do nieustannie zaostrzanych regulacji znacznej części krajów członkowskich UE możliwości posiadania w Polsce wszelkiej samopowtarzalnej broni proweniencji wojskowej są całkiem szerokie.
Cywilizacja przyśpiesza
Nie ulega wątpliwości, że tempo rozwoju cywilizacyjnego znacząco przyśpiesza. Eksperci coraz śmielej dyskutują o problemach ery transhumanizmu, cyberwojen i globalnej współpracy. Coraz głośniej słychać tezę o całkowitej zmianie paradygmatu prowadzenia konfliktów zbrojnych i zmierzchu masowych armii opartych na „poborowym rekrucie”. A skoro tak, to po co w ogóle cywilowi umiejętność obsługi palnej? W końcu, jeśli uznamy, że z militarnego punktu widzenia dużo groźniejszy jest dobry programista, po co państwu rezerwista nauczony obsługi „analogowej” broni? Skoro zaś posiadacz broni przestaje być dla systemu obronnego zasobem, staje się automatycznie niepotrzebnym ryzykiem w systemie bezpieczeństwa wewnętrznego. Coraz częściej czytamy, że rezerwistów zastąpić należy dronami, a całą resztę zostawić systemu profesjonalistom.
Złożoność współczesnych państw, zwłaszcza tych należących do zachodniego kręgu cywilizacyjnego, jest bardzo wysoka i ciągle rośnie. Dzieje się tak, gdyż stają się one coraz bardziej opiekuńcze względem obywateli. Z jednej strony pozwala to zwiększenie kompleksowości usług i świadczeń społecznych, z drugiej jednak znacząco zmniejsza margines wolności osobistej jednostki oraz kreuje częstokroć zbędne i niezrozumiałe prawo. Właśnie dlatego coraz więcej zachowań i postaw jest postrzeganych jako ryzykowne lub niebezpieczne, trudne do sparametryzowania, usystematyzowania i administracyjnej regulacji. Takim właśnie obszarem jest prawo do posiadania broni przez cywili. Wymyka się ono zdecydowanie wizji bezpieczeństwa totalnego, zapewnianego przez państwo obywatelowi, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek ryzyko i niesparametryzowaną spontaniczność. Widać to doskonale na przykładzie orzecznictwa dotyczącego obrony koniecznej i stanu wyżej konieczności, gdzie z punktu widzenia państwa dużo ważniejsze jest pilnowanie granic tychże kontratypów, aniżeli dbałość o interes i poczucie sprawiedliwości odczuwane przez pokrzywdzonego. Ten ostatni, z punktu widzenia organów ścigania, z ofiary zmienia się w agresora, który przez spontaniczne i nieautoryzowane użycie przemocy w obronie własnej podważa skuteczność i sens istnienia aparatu bezpieczeństwa. Państwowy monopol na użycie przemocy jest więc coraz częściej stawiany wyżej niż idea sprawiedliwości i ludzkiej godności.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 3-4/2019