Historia projektu 58

 


Jan Radziemski


 

 

 

Historia projektu 58

 

(cz. I)


W trakcie pierwszej wizyty w USA we wrześniu 1959 roku I sekretarz Komunistycznej Partii ZSRR Nikita S. Chruszczow oświadczył: „Okręty wojenne są dobre tylko do odbywania wizyt państwowych. A z wojskowego punktu widzenia dożyły one swojego wieku. Teraz są tylko dobrym celem dla rakiet. My w tym roku nawet wysłaliśmy na złom swoje w 95 procentach ukończone krążowniki”. Jeśli wówczas wielu Amerykanom wydawało się, że to tylko kolejny chwyt propagandowy, to szybko musieli zmienić zdanie. W Wojenno-Morskom Fłocie ZSRR nastała era rakiet.



 

 


 
Wbrew pozorom Chruszczow w swych poglądach nie było osamotniony. Na początku lat 50. wielu teoretyków tak po jednej jak i drugiej stronie „żelaznej kurtyny” wyrażało pogląd, że losy przyszłej wojny na morzu rozstrzygną rakiety i lotnictwo. Pozostałe rodzaje broni odejdą do lamusa bądź będą pełnić drugorzędną rolę. W szczególności dotyczyło to dużych okrętów artyleryjskich. Trzeba także pamiętać o eksperymencie atomowym na atolu Bikini, po którym wielu amerykańskich ekspertów wieszczyło koniec epoki wielkich okrętów nawodnych.

Geneza projektu
Chruszczow przy całej swojej ignorancji w kwestiach wojennomorskich doskonale rozumiał, że pojawienie się broni rakietowej stwarza dla ZSRR wielką szansę zniwelowania miażdżącej przewagi USA w lotnictwie strategicznym i okrętach wojennych. Oto pojawiła się okazja szybkiego i mniej kosztownego osiągnięcia upragnionego parytetu w sile uderzeniowej. Stąd już był tylko krok do przypisania wiodącej roli okrętom podwodnym z uzbrojeniem rakietowym i wysłania na złom kilkudziesięciu dużych okrętów nawodnych. Największy problem stanowiły krążowniki typu Swierdłow budowane w długiej serii. Powstało iście leninowskie pytanie – „co robić?” – istotne również w kontekście przygotowanego przez adm. Nikołaja G. Kuzniecowa nowego programu budownictwa okrętowego na lata 1956-1965. Roił się on – w świetle wypowiedzi Chruszczowa – od setek okrętów już nie z tej epoki. W związku z nową koncepcją trzeba było dokonać w nim radykalnych zmian, ale nie tylko tam. Należało także na nowo zdefiniować rolę i przeznaczenie dużych okrętów nawodnych. Podpowiedź przyszła zza oceanu. Udzielili jej Amerykanie, przezbrajając w tym czasie kilka swoich krążowników w kierowane pociski rakietowe. Było to uzbrojenie o różnym przeznaczeniu. Przykładem może być rakieta Regulus I klasy okręt-ziemia o zasięgu około 500 km, mogąca przenosić zarówno głowice konwencjonalne, jak i jądrowe. Nie znalazła ona jednak szerszego zastosowania, gdyż Amerykanie dali pierwszeństwo w niszczeniu celów lądowych lotnictwu okrętowemu. Dużo lepsze rezultaty odnieśli w konstruowaniu pocisków przeciwlotniczych. Korzystając z niemieckich drugowojennych osiągnięć w tej dziedzinie opracowali trzy klasy rakiet: dalekiego zasięgu Talos (1958), średniego zasięgu Terrier (1954) i bliskiego zasięgu Tartar (1960). Pierwsze tego typu rakiety trafiły na krążowniki Boston i Canberra przezbrojone w latach 1955-1956. Podobnej przeróbce poddano w latach 1958-1960 sześć krążowników lekkich. Rosjanie z kolei byli bardziej zainteresowani skrzydlatymi pociskami odrzutowymi, zdolnymi do rażenia dużych okrętów nawodnych. Powodem były amerykańskie lotniskowce, główne zmartwienie radzieckich admirałów przez cały okres zimnej wojny. Próby skonstruowania skrzydlatych pocisków rakietowych podjął Władimir N. Czełomiej i jego biuro konstrukcyjne działające w ramach Zakładu nr 51. Do pierwszych należał samolot-pocisk (tak go wówczas określano) 10Ch zbudowany na bazie niemieckiej rakiety V-1 sprezentowanej Rosjanom przez Anglików jeszcze pod koniec 1944 roku. Pierwszy lot 10Ch lata później w ramach tematów Łastoczka i Wołna podejmowano próby umieszczenia tego typu uzbrojenia na okrętach. Równolegle w latach 1947-1948 Czełomiej próbował rozmieścić na okrętach inny samolot- pocisk – typu 16Ch z radiolokacyjnym systemem naprowadzania o zasięgu do 100 km. Wietrząc szansę zdobycia nowych zamówień, do „rakietowego wyścigu” przystąpili kolejni konstruktorzy. W następnych latach zaczęły się pojawiać coraz to nowe projekty rakiet skrzydlatych. Celowali w tym szczególnie konstruktorzy biur lotniczych.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 7/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter