Radar artyleryjski 1Ł219 Zoopark
Tomasz Szulc
Radar artyleryjski 1Ł219 Zoopark

Wraz ze wzrostem donośności dział i ich szybkostrzelności sytuacja się skomplikowała. Wykrywanie strzelających baterii było możliwe tylko z powietrza, a zanim odpowiednie informacje dotarły do własnej artylerii, skutki ognia nieprzyjaciela mogły być już bardzo poważne. Poszukiwano wobec tego sposobów na szybką i dokładną lokalizację stanowisk ogniowych nieprzyjaciela. W czasie I wojny światowej zaczęto stosować urządzenia nasłuchowe, które są doskonalone i z powodzeniem stosowane do dziś (!). W ZSRR od 1970 r. są użytkowane systemy akustyczne PZK, od 1975 r. – AZK-5, a od 1986 r. (!) – AZK-7, które wykrywają pozycje moździerzy z odległości 8 km, a dział z 16 km. Ich działanie polega na rejestracji odgłosu wystrzału i określeniu kierunku, skąd dochodzi. Dla określenia pozycji nieprzyjaciela potrzeba równoczesnego zarejestrowania dźwięku przez co najmniej dwa, oddalone od siebie, urządzenia. Zastosowanie metody triangulacji umożliwia wyznaczenie lokalizacji źródła dźwięku. Użycie metod akustycznych jest utrudnione w terenie zurbanizowanym, górzystym, a przede wszystkim w przypadku równoczesnego użycia przez nieprzyjaciela wielu środków ogniowych. Wad tych nie mają urządzenia radiolokacyjne, które wykrywają i śledzą wystrzelone przez przeciwnika pociski. Do określenia położenia pozycji, z której wystrzelono pocisk, wystarczy jeden radar, nie ma więc potrzeby zapewnienia niezawodnej łączności i centralnej obróbki danych z kilku, rozrzuconych w terenie stanowisk namierników. Pomiaru nie zakłócają echa, interferencje i szumy (inne efekty akustyczne). Równocześnie wymagania wobec radiolokatorów są bardzo wysokie – muszą niezawodnie śledzić bardzo małe obiekty, o znikomej efektywnej powierzchni odbicia i poruszające się z bardzo dużą prędkością. Prócz tego określenie współrzędnych stanowiska ogniowego jest możliwe tylko w przypadku dostatecznie długiego śledzenia celu, umożliwiającego wykreślenie jego trajektorii i ekstrapolowanie jej aż do punktu odpalenia. Na dodatek czas lotu pocisków jest bardzo krótki, co wymaga błyskawicznej obróbki uzyskiwanych danych.
Z tych powodów pierwsze radiolokatory, przeznaczone do pełnienia takich funkcji okazały się bardzo niedokładne, a pierwsze w miarę niezawodne urządzenia służyły tylko do namierzania pozycji baterii moździerzy, których pociski mają najmniejszą ze wszystkich prędkość lotu i stromą trajektorię, która ułatwia ich obserwację. W ZSRR radarami o takim przeznaczeniu zajął się jako pierwszy instytut NII-20 w Kuncewie, później prace skoncentrowały się w biurze konstrukcyjnym przy tulskiej fabryce Arsienał, które w 1957 r. uzyskało samodzielność jako Specjalne KB nr 668. Jego długoletnim szefem i głównym konstruktorem był W. Simaczew. W 1979 r. biuro przemianowano na Instytut Naukowo-Badawczy (NII) Strieła. Pierwszym radzieckim radarem śledzącym pociski moździerzowe był ARSOM-1 Mołnija (artyleryjska stacja radiolokacyjna wykrywania moździerzy), opracowywany od 1948 r. i produkowany seryjnie od 1954 r. Aparaturę radaru umieszczono w kontenerze, zamontowanym na ciężkim ciągniku gąsienicowym AT-T, a paraboliczną antenę na jego stropie. Kolejnym elementem zestawu było źródło zasilania - agregat prądotwórczy, holowany przez ciężarówkę GAZ-63, w której furgonie rozmieszczono części zapasowe i stanowisko kontrolne radaru. Stacja nie miała automatu śledzenia pocisków w kanale odległości, a ręczne śledzenie prowadziło do poważnych błędów w określaniu współrzędnych celu. Brakowało także jakichkolwiek środków zabezpieczających przed zakłóceniami, tak przypadkowymi, jak celowymi. ARSOM-1 nie był długo produkowany, już w 1955 r. rozpoczęto produkcję stacji ARSOM-2 Iskra na ciągniku gąsienicowym AT-L, potem pojawiły się ARSOM-3 i ARSOM-3P Mars – każda konstrukcja była oczywiście doskonalsza od poprzedniej.
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 2/2009