Radziecki kompleks przeciwlotniczo-przeciwrakietowy S-225 Azow

Radziecki kompleks przeciwlotniczo-przeciwrakietowy S-225 Azow

Tomasz Szulc

Oprócz znanych i docenianych na świecie radzieckich przeciwlotniczych kompleksów rakietowych, takich jak: S-75 Dźwina/Wołchow (na Zachodzie nazywanych SA-2), S-125 Newa (SA-3), czy S-300, konstruowano także inne, często bardzo zaawansowane, o których do dziś wiedzą nieliczni, gdyż albo prac nad nimi z różnych przyczyn nie dokończono, albo nie uruchomiono ich produkcji. Do grupy tej należy S-225 Azow.

Pierwsze kierowane rakiety przeciwlotnicze skonstruowano pod koniec II wojny światowej w III Rzeszy. Wyniki tych prac, a także same rakiety, ich wyrzutnie oraz aparatura kierowania wpadły w ręce sprzymierzonych, którzy w czasie wojny praktycznie nie prowadzili żadnych prac w tej dziedzinie. Potrafili jednak docenić wartość nowej broni i najpierw próbowali kopiować niemieckie rozwiązania, a później wykorzystywali je do budowy własnych kompleksów. Szybko okazało się, że ogólne koncepcje niemieckie były dobre, ale szczegóły wymagały starannego i czasochłonnego dopracowania. Problemem okazały się także rozmiary konstruowanych rakiet i ich aparatury naprowadzania. Dlatego pierwsze kompleksy były stacjonarne. Wojskowi oczekiwali jednak od przemysłu kompleksów mobilnych, co znacząco spowolniło prace. Ostatecznie zdecydowano, że mobilne będą kompleksy krótkiego zasięgu, a rakiety średniego i dużego zasięgu będą w najlepszym przypadku przewoźne, co w praktyce oznaczało zwykle kilkudniowy demontaż ich kompleksów i ich również kilkudniowy montaż na nowych stanowiskach. Kolejnym problemem był zasięg rakiet. Początkowo oczekiwano, że celami będą stosunkowo powolne, duże i wysoko lecące bombowce, a ich zniszczenie będzie następowało w odległości, z której niegroźny będzie ewentualny wybuch bomby atomowej, przenoszonej przez samolot. Oznaczało to skuteczny zasięg rakiety w granicach 15–20 km.

Wkrótce jednak okazało się, że postęp w dziedzinie miniaturyzacji broni jądrowej jest bardzo prędki i mogą ją przenosić znacznie mniejsze i szybsze samoloty, nadlatujące nad cel również na małej wysokości. Stworzenie kompleksów przeciwlotniczych, zdolnych do zwalczania „starych” i „nowych” celów było możliwe, ale skutkowało znaczącym wzrostem komplikacji i ceny kompleksów. Szybko również okazało się, że trudno skonstruować rakietę, która będzie dobrze nadawać się do zwalczania zarówno celów niskolecących, jak i obiektów lecących coraz wyżej i coraz szybciej (bo w tym kierunku ewoluowały ciężkie bombowce). I znowu jedynym praktycznym rozwiązaniem okazało się opracowanie kompleksów dwóch typów: optymalizowanych do zwalczania celów niskolecących oraz stratosferycznych. Swoje specyficzne wymagania formułowały także wojska lądowe oraz marynarka wojenna. Skutkowało to dużą i szybko rosnącą różnorodnością kompleksów przeciwlotniczych. Gdy pojawiła się realna możliwość zwalczania pocisków balistycznych, trzeba było skonstruować nowe rakiety oraz aparaturę wykrywania i śledzenia takich celów.

Na tym tle łatwiej będzie zrozumieć, z jakimi wyzwaniami borykali się konstruktorzy rakietowych kompleksów przeciwlotniczych. Nie byli wyjątkiem konstruktorzy radzieccy, którzy na dodatek musieli pokonywać bariery związane z niewydolnością, a czasem wręcz zacofaniem firm, zobowiązanych do dostarczania komponentów i podzespołów. Często dla nowych rakiet trzeba było od podstaw opracowywać nie tylko nowe podzespoły, ale i materiały konstrukcyjne oraz technologie ich produkcji.

Pierwszym radzieckim rakietowym kompleksem przeciwlotniczym był rewelacyjny w owym czasie S-25 Berkut, którego główną słabością był stacjonarny charakter pozycji. Nie miał tej wady S-75, ale miał też gorsze osiągi, a przede wszystkim był jednokanałowy (każda bateria mogła jednocześnie zwalczać tylko jeden cel). Pierwszym kompleksem, przeznaczonym do zwalczania celów niskolecących był mobilny S-125 Newa. Żaden z nich nie mógł jednak niszczyć celów balistycznych, a dokładniej: prawdopodobieństwo wykrycia i skutecznego rażenia takiego celu było w przypadku wspomnianych kompleksów minimalne. W tym samym czasie zaangażowano ogromne siły i środki w opracowanie rakietowego systemu obrony przeciwrakietowej. Zaskakująco szybko osiągnięto pierwsze sukcesy (pierwsze udane przechwycenie rakiety balistycznej przez przeciwpocisk z głowicą konwencjonalną nastąpiło w 1961 roku), ale też stwierdzono, że przekucie ich w operacyjny system o wystarczającej skuteczności będzie gigantycznym problemem, związanym z kolosalnymi wydatkami. Dlatego rozpoczęto poszukiwania tańszej i bardziej perspektywicznej alternatywy. Głównym celem było wyeliminowanie naprowadzania metodą triangulacji. Był to sposób nadzwyczaj precyzyjny, ale wymagał równoczesnego śledzenia każdego celu przez trzy, bardzo oddalone od siebie radiolokatory. Było to akceptowalne rozwiązanie dla kompleksu stacjonarnego, broniącego punktowego celu (np. miasta) oraz dla odparcia ataku pojedynczych rakiet przeciwnika. Gdyby bowiem równocześnie w stronę celu leciały dwie rakiety, trzeba byłoby użyć sześciu radiolokatorów, gdy trzy – dziewięciu itd. Obecnie dałoby się zastosować radiolokatory generujące równocześnie wiele wiązek, czyli zdolne do śledzenia wielu celów, ale wówczas, na początku lat 60. XX wieku były to rozwiązania niedostępne, a nawet niewyobrażalne.

Początki S-225

Podwaliny dla pierwszego radzieckiego kompleksu przeciwlotniczo-przeciwrakietowego stworzyli inżynierowie z NII-648, opracowujący projekt Saturn (patrz ramka). W rezultacie zakulisowych działań prace nad nim przerwano, a jego zespół konstrukcyjny przeniesiono do KB-1, zajmującego się wówczas wyłącznie kompleksami przeciwlotniczymi. Prace postanowiono kontynuować, choć generalny konstruktor KB-1 A. Raspletin nie uczestniczył aktywnie w projektowaniu, a nawet wielokrotnie i publicznie powątpiewał w sens ich prowadzenia, argumentując, że na ówczesnym poziomie rozwoju techniki radiolokacyjnej, rakietowej i obliczeniowej stworzenie efektywnego systemu powstrzymania masowych ataków rakietowych jest nierealne. Podzielał także pogląd, że jedynym sposobem skutecznej selekcji lekkich celów pozornych jest odczekanie do momentu wejścia przez wszystkie te obiekty w atmosferę. Lekkie cele zostaną zahamowane i spłoną już w jej najwyższych warstwach. Od momentu wejścia w atmosferę do osiągnięcia celu przez głowicę upływało jednak bardzo niewiele czasu, toteż przeciwpociski musiały być bardzo szybkie. Na dodatek naprowadzanie musiało być bardzo dokładne, gdyż nie można było zastosować silnych głowic jądrowych. Ich wybuchy w pobliżu chronionego obiektu mogły wywołać niemal równie niszczycielskie skutki, jak atak przeciwnika. W związku z tym w KB-1 do prac nad kontynuacją Saturna stworzono w 1961 roku „laboratorium tematyczne”, kierowane przez W. Markowa, który prawdopodobnie miał stać się kozłem ofiarnym w przypadku niepowodzenia prac. Ponieważ wstępne prace przebiegały sprawnie, a pod względem osiągów nowy kompleks miał być wyraźnie lepszy od projektowanych wówczas w KB-1, włączono go do spisu konstrukcji perspektywicznych i nadano oznaczenie S-225. Nieoficjalnie, a nawet w niektórych dokumentach nazywano go nadal Saturn. W marcu 1963 roku „laboratorium” przekształcono w nowy wydział – SB-32, kierowany przez T. Brachmana, a później przez K. Kapustiana.

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 11/2020

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter