Radzieckie działa holowane 1945–1990 Część 3 Armaty przeciwlotnicze

Radzieckie działa holowane 1945–1990 Część 3 Armaty przeciwlotnicze

Tomasz Szulc

 

Oprócz dział artylerii polowej i przeciwpancernej, opisanych w dwóch poprzednich numerach „Poligonu”, w ZSRR po zakończeniu wojny produkowano także holowane armaty przeciwlotnicze. Doświadczenia Armii Czerwonej wyniesione z II wojny światowej jednoznacznie wskazywały na duże znaczenie artylerii przeciwlotniczej. Stało się tak za sprawą ówczesnej słabości radzieckiego lotnictwa myśliwskiego, które do końca wojny nie było w stanie wywalczyć panowania w powietrzu.

Upowszechnienie samolotów odrzutowych było dla artylerii przeciwlotniczej ogromnym wyzwaniem, ale do końca lat 50. ubiegłego wieku nie istniała dla niej alternatywa i dlatego projektowano wówczas nowe działa wszystkich kategorii: od małokalibrowych, przeznaczonych do zwalczania celów niskolecących, aż do ciężkich – zdolnych razić cele w stratosferze. Szczególnie w przypadku dział dużego kalibru w ZSRR wzorowano się na zdobycznych konstrukcjach niemieckich.

Pojawienie się i szybkie upowszechnienie kierowanych rakiet przeciwlotniczych zaowocowało rezygnacją z dział dużego kalibru, ale artyleria małokalibrowa była jedynie uzupełniana przez zestawy rakietowe krótkiego zasięgu i produkowano ją do lat 80., a następnie wielokrotnie modernizowano.

W czasie wojny radziecka artyleria przeciwlotnicza składała się z lekkich armat kal. 25 i 37 mm (typu 72-K i 61-K, wzorowanych na Boforsie kal. 40 mm) oraz średnich kal. 76 mm (typ 3-K) i 85 mm (52-K). Używano ich (poza 3-K) i po wojnie, ale uznano, że celowe będzie zastosowanie większych kalibrów. Dlatego przyjęto na uzbrojenie armaty kal. 57, 100 i 130 mm. Na początku lat 50. tylko wokół Moskwy rozmieszczono 2100 armat kal. 100 i 130 mm. Stwierdzono także, że przeciwlotnicze karabiny maszynowe, masowo stosowane w czasie wojny, są niemal nieskuteczne z racji kiepskiej balistyki i niewielkiego efektu rażenia pociskami kal. 7,62 i 12,7 mm. Jako rozwiązanie przejściowe przyjęto karabin maszynowy KPW kal. 14,5 mm, który był produkowany w wersji pojedynczej (na lekkiej podstawie 6U6), zdwojonej (ZPU-2) i poczwórnej (ZPU-4). Docelowo karabiny maszynowe miało zastąpić małokalibrowe działko kal. 23 mm, ale testy wersji jednolufowej wykazały niewystarczające prawdopodobieństwo trafienia typowego celu i zdecydowano o wdrożeniu wersji dwulufowej, co oznaczało, że będzie cięższa od najcięższego nawet karabinu maszynowego. W latach 60. testowano nową generację armat kal. 37 mm, a na początku lat 80. wdrożono dwulufową armatę kal. 30 mm, ale tylko w wersji samobieżnej.

Armata ZU-23

Główny Zarząd Artylerii (GRAU) przekazał przemysłowi w 1954 r. zestaw wymagań wobec armaty przeciwlotniczej kal. 23 mm w wersji pojedynczej, zdwojonej i poczwórnej. Jednymi z powstałych w odpowiedzi na te wymagania projektów były armaty: jednolufowa ZU-1 i zdwojona ZU-14, opracowane w CKB-14 (późniejsze KBP) pod kierunkiem Je. Raczinskiego i R. Purcena. Projekt był gotowy w lutym 1955 r., a próby poligonowe trwały od kwietnia do września 1956 r. W ich wyniku zrezygnowano z dalszych prac nad ZU-1. Wersja zdwojona była stopniowo doskonalona, wiosną 1959 r. partia przedseryjnych armat rozpoczęła próby wojskowe, które zakończyły się w marcu następnego roku. Rada Ministrów wydała w 1960 r. decyzję nr 313-125 o jej przyjęciu na uzbrojenie pod nazwą ZU-23 i oznaczeniem 2A13 (sam „automat”, czyli sprzężone lufy z zamkami i mechanizmem podawania amunicji, miał oznaczenie 2A14). Produkcję tychże automatów podjęła Fabryka nr 535, napotykając początkowo na liczne trudności wynikające podobno z niedopracowania konstrukcji (po 6 latach prób!), które były stopniowo usuwane na przestrzeni kolejnych 10 lat.

Automatyka armaty działała na zasadzie wykorzystania energii gazów prochowych odprowadzanych przez boczny otwór w lufie (tak samo funkcjonowała automatyka sławnego karabinka Kałasznikowa). Zamek był klinowy i poruszał się w pionie. Bardzo udanym rozwiązaniem okazało się przeładowanie broni następujące samoczynnie w chwili wymiany skrzynki amunicyjnej. Szybkostrzelność praktyczna zwiększyła się dzięki temu z wymaganych 300 do ponad 400 strz./min. Zakres kątów podniesienia wynosił od –10 do +90°. W położeniu bojowym, po wsparciu łoża dolnego na podporach i uniesieniu kół, sektor ognia wynosił 360°. Armata mogła także prowadzić ogień, będąc zaczepioną do pojazdu holującego, nawet w ruchu, choć celność była wtedy wyraźnie mniejsza. Lufy były przystosowane do szybkiej wymiany (podobnie jak w karabinach maszynowych), która zajmowała nie więcej niż 20 s. Aby ułatwić celowniczemu śledzenie obiektów podczas prowadzenia ognia, lufy zaopatrzono w cylindryczne tłumiki płomienia. Napędy armaty były ręczne, a zastosowany celownik ZAP-23 umożliwiał uproszczone wyliczanie punktu wyprzedzenia dla celów odległych o 2000 m. W przypadku strzelania do celów naziemnych był stosowany celownik T-3. Łoże dolne było zaopatrzone w dwa koła zunifikowane z samochodem GAZ-69 z oponami 6,00×16. Przejście z położenia marszowego do bojowego zajmowało nie więcej niż 20 s, a z bojowego w marszowe – 40 s. Obsługa armaty liczyła 5 żołnierzy.

Pełna wersja artykułu w magazynie Poligon 1/2017

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety u�ytkownika @NTWojskowa Twitter