Nieprawdopodobny show Renato Lamery
Jarosław Lewandowski
Nieprawdopodobny show
Renato Lamery
W poprzednim numerze zapowiadaliśmy, że słynny włoski strzelec pokazowy, Renato Lamera, odwiedzi nasz kraj, dając pokaz swoich umiejętności. Odwiedził. I na strzelnicy w podopolskich Grudzicach dał taki pokaz strzeleckiego kunsztu, jakiego jeszcze chyba w Polsce nikt nie widział!

Przyznam, że już kilka razy zdarzało mi się być widzem strzeleckich pokazów, i prawie zawsze miałem na nich przykre odczucia, gdy sympatyczny mistrz nie trafiał raz za razem (czasami było więcej pudeł, niż celnych strzałów). Lamera strzela dużo, szybko i przede wszystkim celnie – podczas godzinnego pokazu puścił dosłownie kilka rzutków, i to tylko tych z dłuższych serii. Dłuższych, czyli na przykład dziewięć rzutków w powietrzu, jednocześnie (!) wyrzuconych do góry ręką. Poza wszystkim innym, jak to-to złapać w dłoń i podrzucić? Jako finał pokazu odbywa się coś w rodzaju konkursu, pod tytułem „Ile rzutków w jednej serii Renato zestrzeli w dniu dzisiejszym, przy takiej a nie innej pogodzie, tu i teraz?”. Podobno jego rekord to 11 talerzyków... W Grudzicach zestrzelił dziewięć, a trzeba zaznaczyć że strzelał z broni dostarczonej przez organizatorów i do nietypowych dla siebie rzutków. Show jest naprawdę pierwszorzędny, a sam Renato najwyraźniej bawi się przy tym jak dziecko, widać że strzelanie to jego żywioł. Sam prowadzi konferansjerkę, oczywiście przy pomocy tłumaczki – tłumaczenie szło bardzo sprawne, co na pewno także ułatwiało kontakt z widownią. Mistrz dobiega sześćdziesiątki, ma chory kręgosłup (w tym roku czeka go operacja), a mi mo to strzela tak, że zebrani na pokazie uczestnicy X Mistrzostw Polski w Strzelectwie Myśliwskim siedzieli z rozdziawionymi ustami i patrzyli jak zauroczeni. A byli to wszystko zawodnicy klasy mistrzowskiej, na zawodach strzelający śrutowe konkurencje „na czysto”. Na pokazie były także osoby nie związane na co dzień ze strzelaniem i one także świetnie się bawiły. Tego w zasadzie nie da się opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy. Że strzelba była trzymana za głową, albo jedną ręką, to pikuś. Mnie powaliło strzelanie, w którym Renato strzelał do tyłu, do rzutków rzucanych przez pomocnika, patrząc tylko w oczy dzieciaka z widowni, który miał wodzić wzrokiem za lecącym rzutkiem. I trafiał! To ja nie mam więcej pytań, a Państwu proponuję po prostu obejrzenie zdjęciowej relacji z pokazu. No i koniecznie polecam obejrzenie takiego pokazu osobiście – jest szansa, że Lamera jeszcze odwiedzi nasz kraj, bo bardzo mu się u nas spodobało. Pokaz zorganizowała firma Gun-Fun pana Sebastiana Brandysa z Opola, zaś Renato Lamera nie tylko strzelał, ale i udzielił wywiadu naszemu miesięcznikowi.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2010