„Rozpętać piekło i zatopić okręty”: nocny rajd konfederackich pancerników z Charlestonu, 31 stycznia 1863 r.

Juliusz Tomczak
W księżycową, mglistą noc 31 stycznia 1863 r. dwie ciemne sylwetki minęły forty broniące wejścia na wody Zatoki Charlestońskiej w Karolinie Południowej. Były to konfederackie okręty pancerne, zmierzające ku jednostkom floty unionistów. Zanim wstał świt, rozpoczął się bój, który w założeniu pomysłodawcy nocnego wypadu miał przynieść upragnione zniesienie blokady portu, będącego symbolem secesji stanów Południa.
W styczniu 1863 r. zasiadający w swojej kwaterze głównej przy Meeting Street 27 w Charlestonie konfederacki generał Pierre Gustave Toutant Beauregard nie miał wiele powodów do zadowolenia. Wprawdzie to właśnie w tym mieście dowodzone przezeń baterie konfederackie zmusiły do kapitulacji Fort Sumter, rozpoczynając wojną secesyjną, lecz od tego czasu jego gwiazda zdawała się przygasać. Beauregard zyskał kolejne laury w I bitwie pod Manassas, jego reputacja nie ucierpiała zbytnio wskutek klęski pod Shiloh, lecz gdy porzucił swoich żołnierzy pod Corinth, zasłaniając się złym stanem zdrowia, znalazł się w niełasce u prezydenta Skonfederowanych Stanów – Jeffersona Davisa.
Dywizjon Charlestoński
We wrześniu 1862 r. został mianowany dowódcą garnizonu Charlestonu i doczekał się entuzjastycznego powitania przez mieszkańców tego portowego miasta. Przydział ten był jednak w pewnym sensie zesłaniem, co stanowiło cios dla ambicji Beauregarda, który pragnął znów objąć dowodzenie armią w polu. Póki co musiał szukać zwycięstw w konfrontacji z blokującymi Charleston siłami US Navy.
Będąc z wykształcenia oficerem wojsk inżynieryjnych, Beauregard miał odpowiednie kompetencje, by pokierować obroną Charlestonu. Na naradzie z udziałem dowódców sił morskich i lądowych, która odbyła się 29 września 1862 r., generał ustalił system obrony miasta. Oprócz łańcucha fortów i baterii, rozmieszczonych głównie na przybrzeżnych wyspach, oraz przeszkód w postaci min (zwanych wówczas torpedami) do jego dyspozycji oddano siły CS Navy, trzonem których miały stać się dwa pancerne okręty wojenne: Palmetto State i Chicora.
Od listopada 1861 r. dowódcą bazy morskiej i Dywizjonu Charlestońskiego był komandor Duncan Nathaniel Ingraham, oficer o znakomitej reputacji. Wstąpił do US Navy jako midszypmen w wieku 10 lat w 1812 r. – w samą porę, by walczyć w wojnie z Wielką Brytanią. Został porucznikiem w 1825 r. i komandorem porucznikiem w 1838 r., następnie wziął udział w wojnie z Meksykiem i był komendantem stoczni marynarki wojennej w Filadelfii. Sławę przyniósł mu dopiero incydent, do jakiego doszło w 1853 r. w Smyrnie. Węgierski rewolucjonista, Martin Koszta, uprowadzony i zakuty w kajdany, trafił pod pokład austriackiego brygu Huszar, mimo ochrony zapewnionej przez ambasadę Stanów Zjednoczonych. Ingraham, który dowodził wówczas slupem St. Louis, zagroził otwarciem ognia i wymusił na Austriakach uwolnienie Koszty. W rezultacie wrócił do kraju w 1855 r. witany jak bohater i został szefem Biura Hydrografii i Uzbrojenia, którą to funkcję pełnił niemal do wybuchu wojny secesyjnej. W styczniu 1861 r. podał się do dymisji i przeszedł na stronę konfederatów.
Sprawiał wrażenie człowieka delikatnego, inteligentnego i kulturalnego, a cieszył się reputacją dzielnego i dobrego oficera – tak zapamiętał Ingrahama I oficer Palmetto State porucznik William Harward Parker. Inne opinie były mniej pochlebne. Mechanik James H. Tomb z Chicory napisał o nim: Był na swój sposób dobrym oficerem, ale nie tak energicznym, jak chcieliby tego młodsi oficerowie. Porucznik George H. Bier, I oficer z tego samego okrętu, wyraził prywatnie swoją opinię bardziej dosadnie, stwierdzając, że dowódca dywizjonu jest po prostu starą babą. Być może przyczyny nastawienia tak niegdyś agresywnego Ingrahama najlepiej streściła Mary Boykin Chesnut, dama obracająca się w najwyższych kręgach konfederackich elit. Jej zdaniem był [on] Południowym Karolińczykiem na wskroś, lecz zarazem ma we krwi przeświadczenie, że US Navy potrafi pokonać wszystko na świecie. Po rozmowie z Ingrahamem, jaką odbyła w sierpniu 1861 r., gdy ten ubolewał nad koniecznością podjęcia najtrudniejszej decyzji w swoim życiu, Chesnut orzekła: US Navy była obiektem jego najwyższego uwielbienia (…). Patriotyzm wzywa go od teraz, by walczył przeciwko swojej prawdziwej miłości – to jest pierwszej miłości.
Bez względu na swoje zapatrywania na szanse odniesienia sukcesu w starciu z flotą unionistów Ingraham działał energicznie, by wzmocnić potencjał bojowy Dywizjonu Charlestońskiego. Początkowo kierownictwo CS Navy było przeciwne budowie pancerników w Karolinie Południowej, lecz pod jego nadzorem zaczęły powstawać dwie takie jednostki. Ingraham musiał przy tym borykać się z typowymi problemami, jakie napotykali konfederaci przy budowie swoich pancerników. Przykładowo wobec braku sezonowanego drewna należało dopiero wyszukiwać i ścinać drzewa na budulec – z wyraźnym zastrzeżeniem, by oszczędzać drzewa „dające cień i ozdobne” – chyba że za zgodą ich właścicieli. Mimo tego rodzaju przeszkód udało się ukończyć kadłuby w czerwcu 1862 r. Wtedy jednak wystąpiło kolejne opóźnienie, gdyż armia odmówiła udostępnienia taboru kolejowego do przewiezienia płyt pancerza, a Departament Skarbu nie zapłacił na czas rachunków. W rezultacie montowanie pancerza rozpoczęto dopiero pod koniec sierpnia. Chociaż stępkę pod Palmetto State położono wcześniej, to Chicora została wodowana jako pierwsza, bo 23 sierpnia. Wodowanie Palmetto State odbyło się dopiero 11 października, za to z wielką pompą, gdyż część funduszy na budowę tego stanowiły darowizny kobiet z Karoliny Południowej. Ogarnięte patriotycznym zapałem damy spierały się przedtem o nazwę, jaką miał otrzymać okręt. Wśród propozycji pojawiła się She-devil (Diablica), gdyż – jak wyjaśniła pomysłodawczyni – „budowano go przecież po to, by czynił diabelskie dzieło”.
Obie jednostki reprezentowały powszechnie w owym czasie stosowane założenia konstrukcyjne pancerników CS Navy. Duże okręty pancerne, takie jak Virginia czy Louisiana, nie spełniały podstawowego wymogu, jakim była możliwość operowania na płytkich wodach przybrzeżnych, co wymuszało niewielką wyporność i zanurzenie. W odpowiedzi na to zapotrzebowanie inżynier John Porter opracował projekt pancernika, który – z licznymi modyfikacjami – posłużył za wzór przy budowie serii okrętów, zaliczonych do typu Richmond. Cechą charakterystyczną sylwetki tych jednostek – klasyfikowanych zarówno jako pancerne kanonierki (ironclad gunboats), jak i taranowce (rams) – była niska wolna burta na wysokości pokładów dziobowego i rufowego oraz górująca nad śródokręciem pancerna kazamata mieszcząca uzbrojenie artyleryjskie. Ściany kazamaty charlestońskich pancerników pokrywał pancerz z płyt o grubości 4” (102 mm), na drewnianym podkładzie grubości ponad 50 cm. Pancerz pokładu miał grubość 2” (51 mm). Palmetto State miał dwa gwintowane, 7-calowe (178 mm) działa Brooke’a na lawetach obrotowych na dziobie i na rufie, oraz dwa 9-calowe (229 mm) działa gładkolufowe na burtach, Chicora zaś – dwa 9-calowe działa gładkolufowe na lawetach obrotowych na dziobie i na rufie oraz cztery 32-funtowe, nagwintowane metodą Brooke’a, działa w bateriach burtowych.
Piętą achillesową obu okrętów były maszyny. Wobec niemożliwości skonstruowania odpowiednich siłowni na Południu zarówno dla Palmetto State, jak i Chicory wymontowano je z holowników – odpowiednio z Lady Davis i Aid. Siłownia Chicory została pozytywnie oceniona przez pracującego z nią na co dzień Tomba: Choć maszyna miała zbyt małą moc, był to dobry okręt, szczególnie na tle tych wszystkich balii i łajb, które wcześniej mieliśmy. Sądzono, że wyciągnie osiem węzłów, lecz po ukończeniu, nawet w najlepszych warunkach nie przekraczała siedmiu. Zdaniem tego mechanika Palmetto State był nieco szybszy i zdołał osiągnąć 8 w.
Dowodzony przez porucznika Johna Rutledge’a Palmetto State został okrętem flagowym Ingrahama, a Chicora trafiła pod rozkazy Johna Randolpha Tuckera, przedstawiciela jednej z najznamienitszych rodzin z Wirginii, mającego za sobą 35 lat służby w US Navy. Obdarzony przez marynarzy przezwiskiem Handsome Jack (Kuba Przystojniak), Tucker cieszył się opinią energicznego i śmiałego oficera. Również inni oficerowie mogli poszczycić się bogatym doświadczeniem. Cytowany wcześniej William Parker od 1841 r. służył w US Navy, wziął udział w wojnie z Meksykiem, a po przejściu na stronę Konfederacji dowodził kanonierką Beaufort i wziął udział m.in. w bitwie na Hampton Roads. Mechanik Tomb z Chicory z kolei służył poprzednio na kanonierkach Jackson i McRae.
W swoich wspomnieniach Parker pozytywnie ocenił charlestońskie pancerniki i ogólną wartość bojową dywizjonu: Oba były dobrze skonstruowanymi, wartościowymi okrętami. (…) Gdy te dwie jednostki pozostawały krótko w służbie, były znakomitymi okrętami wojennymi i stanowiłyby chlubę każdej marynarki wojennej. Służyli na nich dobrzy oficerowie i marynarze. Wyszkolenie zarówno w obsłudze ciężkich dział, jak i broni ręcznej było znakomite, a dyscyplina idealna. W moim przekonaniu były też najczystszymi pancernikami, jakie kiedykolwiek pływały, a załogi odczuwały wielką dumę z utrzymywania ich w takim porządku. Oficer ten odnotował też sprawność w ćwiczeniach przeciwpożarowych, a ponadto z własnej inicjatywy przeszkolił marynarzy w szybkiej ewakuacji, dzięki czemu cała, licząca 120 ludzi załoga mogła w ciągu minuty zgromadzić się na dachu kazamaty. Parker wspominał, że na Palmetto State służyło bardzo wielu doświadczonych marynarzy, którym w dodatku zdołano zapewnić właściwie umundurowanie. Dotyczyło to obu pancerników, które obsadzało więcej doświadczonych ludzi morza niż w jakimkolwiek innym dywizjonie CS Navy. Nie brakowało wśród nich cudzoziemców, a na Chicorze w późniejszym okresie służyło nawet trzech wolnych Murzynów. Niedobory kadrowe uzupełniano z szeregów regimentów wchodzących w skład garnizonu miasta. Jak odnotował Parker: Od czasu do czasu dostawaliśmy żołnierza z armii; z tej przyczyny zorganizowaliśmy na molo łaźnię, w której kąpano wszystkich rekrutów, a ich odzież była prana we wrzątku, zanim pozwolono im wejść na pokład, z oczywistych przyczyn. Tymi „oczywistymi przyczynami” były trapiące konfederackie wojsko wszy.
Dywizjon nie od razu dostał okazję do udowodnienia swojej wartości, gdyż dopiero pod koniec 1862 r. dało się zaobserwować oznaki przygotowań do akcji. Wzmocniono załogi obu pancerników, a Ingraham bywał częstym gościem narad zwoływanych przez Beauregarda. Generał zwierzył się porucznikowi Bierowi, iż jakiś czas wcześniej oficerowie brytyjskiej i francuskiej marynarki wojennej zapewnili go, że gdyby udało się przepędzić jednostki US Navy choćby na 20 godzin, ogłoszą blokadę za przełamaną i przekażą tę informację swoim rządom. Uskrzydlony takimi obietnicami Beauregard zetknął się z brakiem entuzjazmu Ingrahama, który wyraził obawy o niedostateczną moc maszyn swoich pancerników. Jak zwykle krytyczny wobec swojego dowódcy porucznik Bier stwierdził cierpko: Jak, do diabła, chce się o tym przekonać, jeśli nie spróbuje? Przypuszczam, że poczeka, aż Jankesi zgromadzą trzy albo cztery spośród swoich potężnych pancerników, a następnie pośle nas na pewną śmierć… Istotnie, pod koniec stycznia 1863 r. splot czynników działał na korzyść konfederatów i wydawać się mogło, że moment do ataku jest idealny, należało więc go wykorzystać, zanim przeminie.
Dzięki doniesieniom zbiegłych niewolników i szpiegów unioniści wiedzieli o dwóch gotowych do akcji pancernikach Dywizjonu Charlestońskiego, znali grubość ich pancerza, lecz z powodu informacji o problemach ze szczelnością kadłuba, niewielkiej prędkości i słabszym niż w rzeczywistości uzbrojeniu zdawali się lekceważyć przeciwnika. Dowódca Południowoatlantyckiego Dywizjonu Blokadowego kontradmirał Samuel Francis Du Pont skupił się zatem na innych działaniach. Okres kiepskiej pogody, zagrożenie, jakie US Navy wiązała z pojawieniem się nowego konfederackiego pancernika Atlanta pod Savannah, remont, który przechodziła fregata pancerna New Ironsides w głównej bazie US Navy na wybrzeżu Karoliny Południowej w Port Royal, oraz użycie monitora Montauk do akcji przeciwko Fortowi McAllister sprawiły, że pod Charlestonem nie było żadnego okrętu pancernego unionistów. Również bocznokołowa fregata Powhatan i śrubowy slup Canandigua pobierały wówczas węgiel i naprawiano je w Port Royal. W rezultacie służbę blokadową pełniły: śrubowy slup Housatonic (okręt flagowy komandora Williama Rodgersa Taylora), śrubowe kanonierki Ottawa i Unadilla oraz uzbrojone parowce – Mercedita, Keystone State, Quaker City, Augusta, Flag, Memphis i Stettin. Najpotężniejszym uzbrojeniem tych okrętów były pojedyncze działa 11-calowe (280 mm) na pierwszych trzech z wymienionych jednostek oraz jedno 100-funtowe, gwintowane działa Parrotta na Housatonic. Nie wiadomo, jakie dokładne dane o przeciwniku mieli konfederaci, prawdopodobne jednak zdawali sobie sprawę, że nawet największe działa okrętów Taylora były zbyt słabe, by przebić czterocalowy pancerz.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 5-6/2022