Samotny „wojownik”

Samotny „wojownik”

Marian Kluczyński

Korweta ORP Kaszub jest jedynym tej klasy okrętem w polskiej Marynarce Wojennej. Planowano budowę przynajmniej pięciu takich dużych jednostek Zwalczania Okrętów Podwodnych (ZOP) projektu 620. Niestety, skończyło się na tym prototypie – jednostce doświadczalnej – który 32 lata temu, 15 marca 1987 roku, wszedł do służby pod biało-czerwoną banderą i trafił do 11. Dywizjonu Ścigaczy 9.Flotylli Obrony Wybrzeża w Helu. Pomimo upływu tylu lat, Kaszub nadal wykorzystywany jest do celów doświadczalnych. Ostatnio testowano na nim nową 35 mm armatę ze specjalnym Systemem Kierowania Ogniem.

Historia budowy tej jednostki sięga końca lat pięćdziesiątych. Jest ona zbieżna z budową Ślązaka. Zarówno w przypadku pierwszego, jak i drugiego, od koncepcji do realizacji minęło ponad 20 lat. W wypadku Kaszuba prace projektowe opóźniał dostawca uzbrojenia były ZSRR, który nie chciał dopuścić do budowy w Polsce okrętów bojowych z najnowszym uzbrojeniem i wyposażeniem, a w drugim wypadku budowę opóźniali już decydenci… Koncepcja budowy jednostek do zwalczania okrętów podwodnych zrodziła się na przełomie lat 50. i 60. To wówczas Centralne Biuro Konstrukcji Okrętów nr 2 w Gdańsku, pod kierownictwem głównego projektanta mgr. inż. Jerzego Zubrzyckiego, prowadziło intensywne prace nad nowymi okrętami, głównie ZOP.

Należy wspomnieć, że w planach była nawet budowa małej fregaty projektu 50 (Riga) w oparciu o dokumentację otrzymaną ze Związku Radzieckiego. Projekt 618, który wstrzymano w 1972 toku, miał posiadać napęd z silnikami wysokoprężnymi i turbinami gazowymi. Zakładano, że jego główne uzbrojenie stanowić będą cztery armaty 76 mm. Niestety, nie zrealizowano też projektów 610, 611, 618, 619. Nie zaniechano jednak prac nad kolejnymi koncepcjami nowych okrętów. Równolegle z pracami nad okrętami ZOP trwały prace nad kutrami torpedowymi, torpedowo-artyleryjskimi, a także małymi okrętami rakietowymi. Powstały nawet cztery projekty z dwiema podwójnymi wyrzutniami rakiet przeciwokrętowych po obu burtach, w różnej konfiguracji dodatkowego uzbrojenia. Jeden z nich był m.in. z wyrzutniami rakiet przeciwlotniczych Osa-M na dziobie. W 1972 roku dokonano zmiany poprzedniego projektu okrętu ZOP i oznaczono go numerem 620. Także w tym wypadku sugerowano różne warianty jego wielkości i napędów. Prace nad nimi przejął Pion Okrętów Centrum Techniki Okrętowej. Projekt koncepcyjny pod kierunkiem inż. Wojciecha Wszędybyła został ukończony w 1973 roku. Jednak głównym problemem było pozyskanie do niego uzbrojenia i wyposażenia od ZSRR. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu i nieproporcjonalnemu wysiłkowi wielu osób, udało się doprowadzić ten proces do finału tzn. powstania okrętu ZOP typu Kaszub.

W efekcie tych zmian wzrosła wyporność pełna tego okrętu do 1060 ton, zaś jego uzbrojenie miała stanowić m.in. podwójna armata 57 mm AK-725 na rufie (zamieniona później na nowocześniejszą AK-176M na dziobie) oraz wyrzutnia pocisków przeciwlotniczych krótkiego zasięgu Osa-M. Jeżeli chodzi o wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych 9M33, to były one głównym celem tego projektu. Chodziło o to, aby jednostki te, oprócz swoich podstawowych zadań ZOP, mogły stanowić „parasol” obrony przeciwlotniczej dla portu oraz zespołów okrętów operujących wraz z nimi na morzu. Projekt ten usilnie starała się „przepchnąć” Marynarka Wojenna, co dowodzi, jak specjaliści z Marynarki Wojennej myśleli wówczas przyszłościowo, starając się uzbroić ten typ okrętu bojowego w rakiety przeciwlotnicze średniego zasięgu. Była to odpowiedź na stosowane już w lotnictwie szybsze samoloty uzbrojone w niekierowane rakiety do niszczenia celów naziemnych i nawodnych. Uważano, że same armaty przeciwlotnicze stawały się już mało skuteczne, podobnie jak ręczne rakiety przeciwlotnicze krótkiego zasięgu typu Strzała. Te zapędy Marynarki Wojennej, ówczesnego członka Układu Warszawskiego, skutecznie hamował sojusznik – Związek Radziecki, który decydował o tym, kto i co będzie produkował do wyposażenia swojej armii. Tym bardziej, że to on był głównym producentem i dostawcą uzbrojenia i specjalistycznego wyposażenia. Nic więc dziwnego, że niechętnie widział nasze usamodzielnienie się w budowie okrętów bojowych.

Po paru latach uzgodnień, w połowie lat osiemdziesiątych, ruszyła realizacja tego projektu. Tu pojawił się kolejny problem, związany z sytuacją społeczno-gospodarczą i polityczną w Polsce, a także państw dawnego bloku wschodniego. Pomimo oporów „starszego brata”, 9 czerwca 1984 roku w Stoczni Północnej im. Bohaterów Westerplatte w Gdańsku położono stępkę pod dozorowiec projektu 620 i ruszyły prace. Natomiast, aby zaspokoić nasze zapędy do budowy małego okrętu rakietowego, Związek Radziecki, zamiast dostarczenia do niego uzbrojenia i wyposażenia, zaoferował nam nowe okręty rakietowe proj. 1241 RE (Tarantul I). Historię ich służby w polskiej Marynarce Wojennej przedstawiliśmy w poprzednim numerze naszego czasopisma.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 5-6/2019

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter