Smok i Łabędź lecą na Międzynarodową Stację Kosmiczną

 


Waldemar Zwierzchlejski


 

 

 

Smok i Łabędź lecą na

 

Międzynarodową Stację Kosmiczną

 

 

 

W końcu lat 90. XX wieku, gdy rozpoczynano łączenie pierwszych elementów ISS, sprawa transportowania na jej pokład zaopatrzenia wyglądała na rozwiązaną. W początkowej fazie miały za to odpowiadać rosyjskie automatyczne statki transportowe oraz amerykańskie wahadłowce, niosące w swoich ładowniach kontenery zaopatrzeniowe. W kolejnych latach miały do nich dołączyć transportowce z Europy oraz Japonii. Jednak planowane rychłe wycofanie z eksploatacji promów kosmicznych spowoduje deficyt możliwości dostarczania na nią, a w jeszcze większej mierze z niej na Ziemię, ładunków pochodzenia amerykańskiego. Co w tej sytuacji zamierza uczynić NASA?



 

 



Jak wiadomo, człowiek do swej egzystencji potrzebuje określonych ilości żywności, wody, tlenu, ubiorów, środków higieny, itp. W warunkach całkowitej izolacji od naturalnego środowiska, jakim jest stacja kosmiczna poruszająca się po orbicie okołoziemskiej, do uzdatniania do użytku atmosfery, czy też wody, są niezbędne wkłady pochłaniające dwutlenek węgla i inne toksyczne substancje, wymienne filtry i wkłady do systemów generowania tlenu z wody odpadowej, czy urządzeń do recyklingu wody. Ponieważ życie na orbicie to nie zabawa, lecz głównie praca, należy dostarczać na nią również części zapasowe do wszelkich urządzeń, którymi stacja jest nasycona, różnorodne materiały rozchodowe, nowe wyposażenie i wiele innych rzeczy. W chwili, gdy na stacji pracuje już nie trzy, a sześcioosobowa załoga, roczny strumień towarów, które należy dowieźć na orbitę, sięga, a nawet przekracza, 30 ton. Są w to wliczone wcale niemałe ilości paliwa, niezbędnego do podtrzymywania wysokości orbity ISS, czy wykonywania jej korekt. Gdy zabraknie wahadłowców (a wraz z nimi kontenerów transportowych MPLM), co nastąpi najprawdopodobniej już za zaledwie kilkanaście miesięcy, zdolność połączonej floty transportowej przedstawiać się będzie następująco: sześć rosyjskich Progressów rocznie pozwoli przewieźć na stację 14 ton, jeden europejski ATV na półtora roku da średnio 5 ton rocznie, startujący zaś raz do roku japoński HTV dorzuci 6 ton. Łączna masa ładunków dostarczanych w ciągu roku, sięgnie więc 25 ton. Powstanie więc deficyt rzędu co najmniej 5 ton rocznie. By nie dopuścić do powstania sytuacji, w której na ISS dla Amerykanów po prostu nie będzie miejsca, gdyż, upraszczając sprawę ad absurdum, nie będą mieli czego jeść i pić, a nawet czym oddychać, NASA rozpisała w 2008 r. konkurs na zaprojektowanie, zbudowanie, przetestowanie i wprowadzenie do eksploatacji automatycznego statku transportowego.

 

Pełna wersja artykułu w magazynie Lotnictwo 6/2009

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter