Spalić ich! Butelki zapalające w armii fińskiej

Spalić ich!  Butelki zapalające w armii fińskiej

Zbigniew Lalak

Muszę przyznać, że dreszcze przeszły mi po plecach, kiedy zobaczyłem zbliżające się czołgi. Były to prawdziwe, niepokonane bestie, plujące wokół śmiercią. Zbliżały się z głośnym hukiem. Ale zdałem sobie sprawę, że byłem w błędzie. Taka mała butelka koktajlu Mołotowa załatwiła sprawę, udało mi się pokonać potwora. Nawet Giganci mają swoje słabe strony. Ten nieco poetycki opis nawiązujący do starcia Thora z Gigantami z mitologii skandynawskiej jest relacją fińskiego żołnierza z walki z radzieckimi czołgami w grudniu 1939 roku, a został opublikowany w biuletynie II Korpusu Armijnego. Bardzo szybko zagraniczni dziennikarze uczynili z butelki zapalającej, nazwanej "koktajlem Mołotowa", swoisty symbol zmagań fińskiej armii w wojnie zimowej. Straty zadane Rosjanom przy użyciu "płonących butelek" miały wynosić setki czołgów, tak przynajmniej pisali dziennikarze. Finowie w raportach rzetelnie raportowali ich użycie i jak z nich wynika zniszczono nie więcej niż 100 czołgów, a nawet nieco mniej.

Historia butelek zapalających w armii fińskiej zaczęła się kilka lat przed wybuchem wojny zimowej. W 1925 roku Pułk Wozów Szturmowych został przekształcony w batalion, a w dwa lata później w samodzielną kompanię. Zmiany organizacyjne spowodowane były głównie ograniczeniami budżetowymi. Ponieważ w Samodzielnej Kompanii Wozów Szturmowych istniała nadwyżka oficerów i podoficerów zawodowych postanowiono skierować ich do innych pododdziałów. Jednym z podoficerów, który w 1932 roku otrzymał nowy przydział był st. sierż. Johan Albery Valli, doskonały mechanik i kierowca czołgu. Valli został wysłany do 2. Batalionu Cyklistów (Polkupyöräpatljoona 2). Dowódca batalionu wiedząc, że Valli służył w batalionie pancernym poprosił go o przedstawienie kilku najważniejszych informacji o tym nowym środku walki. W trakcie dyskusji dowódca zapytał go jak żołnierz piechoty może łatwo zniszczyć czołg. Valli stwierdził, że najłatwiej byłoby rzucić butelkę z benzyną z obwiązaną wokół szyjki, nasączoną paliwem szmatą na komorę silnikową. Po prostu spalić go. Oficerowie z zaciekawieniem wysłuchali tych informacji i postanowiono przeprowadzić kilka eksperymentów. Wykonano kilka egzemplarzy prototypowej „bomby benzynowej”. Okazało się, że „zapalnik” w postaci palącej się szmaty tkwiącej w szyjce stanowi spore niebezpieczeństwo dla rzucającego, a w nocy zdradza jego pozycję. Problematyczny był także zasięg, który wynosił niespełna 20–30 metrów, chodziło aby trafić w czołg, a nie rzucić jak najdalej. Pomysł był jednak interesujący. W 1935 roku Valli przedstawił nieco zmieniony sposób unieszkodliwiania czołgów. Żołnierz rzucał butelkę z benzyną, która rozbijała się na pancerzu, a następnie rzucano zapaloną pochodnię. W dwa lata później Valli, już jako porucznik, zaprezentował kolejną odmianę „bomby benzynowej”. Tym razem rolę zapalnika pełnił bandaż płócienny owinięty na szyjce zakorkowanej butelki.

Niezależnie od prac por. Valli podobny pomysł miał kpt. Eero Johan Kuittinen. Najprawdopodobniej zaczął on swoje rozważania od informacji prasowych płynących z Hiszpanii, gdzie trwała wojna domowa, a żołnierze republikańscy mieli używać do niszczenia czołgów właśnie butelek z benzyną. Faktem jest, że wiosną 1937 roku Kuittinen, wspomagany przez trzech innych oficerów oraz swojego przyjaciela Väinö Hannulę, rozpoczął próby z butelkami własnego pomysłu.

Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 1/2021

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter