SR556: AR-15 Rugera

 


Leszek Erenfeicht


 

 

 

SR556: AR-15 Rugera


 

A więc to rzeczywiście koniec Rugera, jakiego znaliśmy – firmy produkującej broń może niezbyt wyrafinowaną, ale tanią, solidną i oryginalną. Ostatnim Mohikaninem był LCR, teraz Ruger zajął się zapełnianiem luk w ofercie, kopiując broń innych firm. Zaczęło się od rugerowskiego Glocka SR-9, potem był rugerowski Kel-Tec LCP, a teraz pojawił się rugerowski Black Rifle – SR556. Ciekawe kiedy premiera rugerowskiego 1911?
 
 

 
Przy okazji NRA Show odbywającego się w Phoenix w Arizonie, firma Sturm, Ruger & Co. zaprezentowała nową ofertę dla użytkowników broni długiej typu taktycznego: 5,56 mm Rugera SR556. Ruger miał do tej pory w swojej ofercie karabin samopowtarzalny Mini-14, a dla policji oferował (ze 30 lat temu) jego wersję ze składaną na bok kolbą i możliwością prowadzenia ognia ciągłego, AC556. Teraz pojawił się kolejny model z numerem 556, ale całkowicie odmienny od dotychczasowej serii Rugera. To AR-15 ze zgłoszonym do opatentowania własnym rozwiązaniem układu gazowego obejmującego tłok o krótkim skoku z popychaczem, przenoszącym impuls z tłoka na suwadło i regulator gazowy. Regulator ma cztery nastawy (0-3), pozwalające dostosować karabin do współpracy z każdym typem amunicji, zarówno cywilnymi słabszymi nabojami .223 Rem, jak i wojskowymi 5,56 mm x 45  o różnym ciśnieniu. Normalnie karabin działa na nastawie „2” (średniej), „1” ma najmniejszy otwór (silna amunicja), a „3” największy (słaba amunicja, silnie zabrudzona broń). Nastawa „0” całkowicie zamyka otwór gazowy. Karabin działa wówczas jak broń powtarzalna, którą trzeba przeładować ręcznie po każdym strzale. Tryb ten jest  przeznaczony do współpracy z tłumikiem lub szkolenia ogniowego na poziomie podstawowym. Regulator jest łatwy do oczyszczenia nawet w warunkach polowych – aby go zdemontować, należy pociskiem naboju (lub wybijakiem) wypchnąć z lewej w prawo trzpień mocujący regulator (nie wyjmować!), a następnie obrócić regulator płaskiem na osi do góry i wyciągnąć w przód. Po pochyleniu broni lufą w dół przez otwarty w ten sposób kanał wypadnie tłok, bez konieczności rozkładania całego karabinu, by się do niego dostać.


Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 6/2009

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter