Strzelnice kontenerowe z Bumaru

 


Jarosław Lewandowski


 

 

 

Strzelnice kontenerowe

 

z Bumaru

 

 

Strzelanie jest sztuką technicznie prostą, wręcz banalną, ale wymagającą długiego treningu, żeby ją opanować w stopniu zapewniającym wysoką skuteczność bojową. Bez strzelnicy trenować się nie da, a większość dotychczas używanych strzelnic wojskowych zamknięto.


 


Co zatem robić? Najlepiej zrobić nową strzelnicę, ale polskie przepisy budowlane każdemu śmiałkowi, który chciałby się porwać z motyką na słońce miłościwie nam panującej biurokracji, skutecznie taki zamysł wybiją z głowy. Ogromna liczba przeróżnych zgód, zezwoleń, uzgodnień, zgłoszeń, niejasność zapisów prawnych, niechęć do podjęcia wiążącej decyzji (bo to przecież STRZELNICA) i wynikająca z tego technika spychania petenta „na jutro”, w nadziei że się zniechęci – to normalna w tym wypadku procedura. Do tego dochodzą wysokie koszty budowy strzelnicy konwencjonalnej – na tyle duże, że w wielu przypadkach blokujące możliwość powstania takiego obiektu. Trzeba tu zaznaczyć, że w polskich warunkach klimatycznych i urbanistycznych na terenie miasta może w praktyce funkcjonować jedynie strzelnica kryta. Rozwiązaniem problemu może być strzelnica zabudowana w kontenerach, którą można by potraktować w świetle prawa nie jako budowlę, ale jako urządzenie – takie swoiste narzędzie do nauki strzelania. Dość duże narzędzie...

Od pomysłu do przemysłu
Pomysł zaadaptowania kontenerów na potrzeby strzelnicy powstał w 2008 roku w warszawskim środowisku strzelców „dynamicznych”, jako próba szukania wyjścia z kryzysowej sytuacji, spowodowanej zamknięciem kilku strzelnic sportowych. Własnymi siłami, we współpracy z bezsprzecznie najlepszym polskim konstruktorem strzelnic, panem Januszem Wygralakiem z chorzowskiego Konsbudu, opracowano wstępne założenia projektu i uzgodniono z Instytutem Techniki Uzbrojenia Wojskowej Akademii Technicznej ogólne warunki, jakim miałyby takie strzelnice podlegać. Polskie przepisy prawne są bowiem w dziedzinie strzelnic niezwykle lakoniczne, w zasadzie poza wytycznymi dotyczącymi ochrony środowiska – a i to wyłącznie w kontekście oddziaływania strzelnicy na wody gruntowe – nie ma w naszym kraju żadnych konkretnych regulacji o charakterze technicznym. Jest decyzja Komendanta Głównego Policji odnośnie policyjnych strzelnic krytych, są przepisy wojskowe dotyczące strzelnic garnizonowych, ale to wszystko dotyczy jedynie wąskich wycinków zagadnienia i nie reguluje nawet całości spraw wojskowych i policyjnych, a co dopiero mówić o strzelnicach cywilnych (sportowych, myśliwskich, dla innych niż policja służb uzbrojonych, itp.)? Teraz coś w tej materii się ruszyło, ale na kompleksowe regulacje przyjdzie zapewne poczekać jeszcze kilka lat.

Idea była opracowana, ale jej materializacja przekraczała możliwości grupki społecznych pasjonatów. Na szczęście „kontenerowa strzelnica” znalazła życzliwe zainteresowanie w warszawskim Bumarze, gdzie decyzją zarządu powołano latem 2008 roku zespół projektowy, którego zadaniem było szczegółowe opracowanie pomysłu oraz wdrożenie go do produkcji. Powstała kompletna dokumentacja techniczna i ramowy program rozwoju, zakładający kolejne etapy uruchamiania całej rodziny wyrobów strzelnicowych, zabudowanych w kontenerach – o tym szerzej w dalszej części artykułu. Początkowo na wytwórcę typowano Zakłady Mechaniczne Bumar-Łabędy w Gliwicach, ale okazało się, że cienkościenne konstrukcje blaszane (pomimo tego, że to blacha jak najbardziej pancerna) na tyle odbiegają od dotychczasowych doświadczeń wytwórcy pancernych pojazdów, że pomimo chęci zarządu warszawskiej centrali holdingu wsparcia kulejącej kondycji finansowej Łabęd nową rodziną wyrobów, trudności z uruchomieniem produkcji byłyby ogromne. W efekcie pierwszą, prototypową strzelnicę bumarowską wykonała firma Womasz – tak naprawdę warsztat wielkopolskiego rzemieślnika, pana Edwarda Woźnego, specjalizującego się w produkcji wyposażenia strzelnic. Womasz miał początkowo jedynie dostarczyć wyposażenie, ale gdy pancerny kolos nie był sobie w stanie poradzić z wykonaniem dwóch kontenerów, firma z Wolsztyna w ciągu niecałych dwóch miesięcy wykonała kompletny prototyp. Czym innym jednak jest doraźne zaadaptowanie używanych kontenerów morskich, a czym innym produkcja seryjna. Ta musiała znaleźć miejsce tam, gdzie są odpowiednie warunki logistyczne. Zdecydowano się więc na inną fabrykę należącą do Grupy Bumar, która dysponowała wolnymi mocami przerobowymi, czyli na Zakłady Mechaniczne Tarnów. Jak się wkrótce okazało, był to strzał w dziesiątkę. Tarnowskie zakłady dysponują bowiem obszernymi halami, wyposażonymi w potężne suwnice, którymi z łatwością można operować kontenerami – pozostałość po czasach, gdy ZMT zajmowały się przede wszystkim remontem taboru kolejowego. W dodatku częścią fabryki jest Wydział Obróbki Plastycznej, specjalizujący się właśnie w wyrobach z blach: poza produkcją stricte wojskową ZM Tarnów produkuje na dużą skalę obrabiarki, i to właśnie ich obudowy wygina i spawa ekipa, która teraz zajmuje się także strzelnicami. Warto podkreślić, że dzięki fachowości pracowników fabryki uruchomienie produkcji poszło nad wyraz sprawnie – pierwsza strzelnica powstała po trzech miesiącach, a po pół roku zakład gotów był do seryjnego wytwarzania strzelnic mobilnych. W niecały rok od podjęcia decyzji o umieszczeniu produkcji w Tarnowie wykonano i przekazano klientowi – radomskiej Fabryce Broni Łucznik-Radom – bardzo skomplikowany technicznie obiekt: zespół strzelnic do sprawdzania broni w procesie produkcji, z osią 100-metrową i stanowiskami do prób wysokiego ostrzału.

 

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 10/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter