T-34 z Westerplatte

T-34 z Westerplatte

Błażej Mościpan

                          

Dzisiejszy eksponat Lubuskiego Muzeum Wojskowego to jeden z najbardziej znanych i zarazem najciekawszych w Polsce egzemplarzy czołgów T-34. Swoją rozpoznawalność zawdzięcza przede wszystkim kilku dekadom spędzonym jako pomnik na Westerplatte. W tym okresie stał się obowiązkowym punktem wszystkich wycieczek, niezwykle często uwiecznianym na pamiątkowych fotografiach oraz pocztówkach. Chcąc nie chcąc został jednym z symboli tego miejsca.

Na cokole

Na pomnik trafił w 1962 r. Zlokalizowano go na specjalnie wylanym do tego celu podeście, w miejscu wcześniejszego krzyża, w centrum niewielkiego cmentarza, na którym pochowani są Obrońcy Westerplatte. Pamięć o zdjętym krzyżu przetrwała blisko dwie dekady, gdy temat w końcu powrócił w 1980 r. jako jeden z postulatów po sierpniowych strajkach. W końcu, nie bez oporów ze strony ówczesnych władz, po niemal roku negocjacji, krzyż powrócił na cmentarz. Jego odsłonięcie i poświęcenie miało miejsce 31 sierpnia 1981 r. Uroczystość zgromadziła kilkadziesiąt tysięcy osób. Było to zapewne największe z wielu wydarzeń, którego czołg-pomnik był niemym świadkiem. Po przemianach 1989 r. podjęto kolejny krok w celu przywrócenia pierwotnego wyglądu cmentarza i przeniesiono wóz o kilkadziesiąt metrów w stronę wybrzeża, na nowo wylany cokół. To jednak nie wystarczyło, wciąż na wiele osób radziecka konstrukcja na Westerplatte działała jak sól w oku. Warto więc teraz zastanowić się nad tym, jak to się stało, że maszyna trafiła w to miejsce.

W 1. Brygadzie, czyli historia… której nie było

 Bezpośrednim impulsem do postawienia nowego pomnika była planowana wizyta I Sekretarza KPZR Nikity Chruszczowa, do której ostatecznie nie doszło. Czołg miał stanowić element łączący początek II wojny światowej z jej fazą końcową oraz upamiętniać polsko-radzieckie braterstwo broni, które – przynajmniej w świetle ówczesnej propagandy – doprowadziło do zakończenia wojny, zwycięstwa nad faszyzmem oraz wyzwolenia Polski. Do nadania sensu temu „dziwacznemu” połączeniu wykorzystano patrona 1. Brygady Pancernej – czyli właśnie Obrońców Westerplatte.

Wyżej wymieniony fakt spowodował, iż przez wiele lat badacze historii pancernej łączyli czołg z Brygadą, która zasłynęła choćby w boju pod Studziankami. Dodatkowo na boku wieży, prawdopodobnie tuż przed postawieniem pojazdu na pomnik, namalowano numer taktyczny 125 (który w 1945 r. nosił czołg z 2. plutonu 2. kompani 1. Brygady), a kilka warstw farby na wiele lat uniemożliwiło odczytanie numeru (a w tym przypadku numerów!) seryjnego wozu. Mit ten został ugruntowany w czasie gorącej dyskusji na temat losów pojazdu, jaka przetoczyła się na Wybrzeżu w drugiej połowie pierwszej dekady obecnego wieku. Przełomu w ustaleniu historii pojazdu dokonał dopiero red. Robert Michulec, który prawidłowo odczytał wyryte na pojeździe numery seryjne. Pierwszy z nich – 2205680 lub 2405680 (wątpliwość przy odczytaniu drugiej cyfry, która pozostała nawet po całkowitym ściągnięciu farby w trakcie remontu) – znajduje się na kratce na belce łącznej pojazdu. Wóz z takim numerem nie widnieje w żadnym z dokumentów Ludowego Wojska Polskiego. Jednak na tej samej belce, na jej lewym boku, widnieje drugi numer – 52209, który powtórzony jest również na spawie łączącym przednią płytę pojazdu z górną. Ten numer po raz pierwszy odnotowany został w rejestrach WP już w 1944 r., tyle że jako czołg T-34-85! To na podstawie tego zapisu Janusz Magnuski w znakomitej monografii Wozy bojowe LWP stwierdził, iż wóz z numerem 52209 był pierwszym T-34 z armatą D-5T w polskiej armii. Moment ten należy jednak przesunąć o kilka miesięcy, gdyż po pierwsze wymiana wieży w czołgu z większej na mniejszą i starszą wydaje się nieprawdopodobna (wymagałoby to wymiany również górnej płyty kadłuba), a co więcejw innych (co najmniej dwóch) dokumentach pojazd jest już zarejestrowany jako T-34-76. Najprawdopodobniej mamy więc do czynienia ze zwykłą pomyłką sporządzającego pierwszy z wymienionych tu dokumentów, która nastręcza historykom mnóstwa kłopotów. 

Pełna wersja artykułu w magazynie Poligon 1/2017

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter