Taktyczna broń jądrowa w Europie – co dalej?
Robert Czulda
Taktyczna broń jądrowa w Europie
– co dalej?
Chociaż grono przeciwników utrzymywania w NATO-wskich bazach w Europie taktycznej broni jądrowej jest duże, a sama broń ma dziś de facto niewielką wartość bojową, to nadal nie udało się znaleźć rozwiązania tej jednej z najważniejszych, ale jednocześnie najmniej znanych kwestii w zakresie doktryny obronnej NATO. Czy nadchodzące lata przyniosą na tym polu przełom?
Broń jądrowa odgrywała kluczową rolę w polityce obronnej NATO w czasie zimnej wojny. W pierwszym okresie dominowała koncepcja zmasowanego odwetu, którą w 1950 roku przyjęto w Stanach Zjednoczonych za sprawą administracji prezydenta Dwighta Eisenhowera, a którą w 1957 roku zaadoptował Sojusz. Późniejsze (1961 roku, przyjęte przez NATO w 1967 roku) przejście, dzięki sekretarzowi obrony Robertowi McNamarze i prezydentowi Johnowi F. Kennedy´emu, do doktryny elastycznego reagowania wpłynęło na ewentualny sposób jej użycia, ale nie rolę. Nadal uważano, że w obliczu ilościowej przewagi Armii Sowieckiej strategiczna i taktyczna broń nuklearna to substytut sił konwencjonalnych NATO. Był także powód finansowy – koszt jednej głowicy był zdecydowanie niższy niż nowoczesnego bombowca taktycznego, niszczyciela, a nawet czołgu. Nic więc dziwnego, że już pod koniec lat sześćdziesiątych w Europie Zachodniej zmagazynowanych było 7000 ładunków jądrowych, a dekadę później już 8000.
Pierwsze egzemplarze taktycznej broni jądrowej sprowadzono do Europy już na przełomie lat 1953/1954. Były to głowice W7 do amerykańskich rakiet Honest John. Gwałtowny rozwój taktycznej broni nuklearnej w arsenałach NATO nastąpił w drugiej połowie dekady lat 50. Na początku 1960 roku łączną liczbę ładunków szacowano na 3000, głównie pocisków artyleryjskich kalibru 203 mm z ładunkiem W33, ale także głowic W7 wspomnianych rakiet Honest John i pocisków Corporal. Swój udział miała także Wielka Brytania, która w latach 1962–1979, dzięki bombowcom serii V, Canberra i samolotom Buccaneer, Sea Vixen i Scimitar (potem także Phantom), uzbrojonym w bomby lotnicze Red Beard, a później WE177, utrzymywała NATO-wski parasol nad Bliskim Wschodem, a do 1971 roku na Dalekim Wschodzie (głównie Singapur).
W latach sześćdziesiątych narodziły się zasady, które istnieją do tej pory: dzielenia odpowiedzialności politycznej i ryzyka, wpływania na kształtowanie polityki nuklearnej i wykorzystania wydzielonych do operacji w ramach NATO sił jądrowych Stanów Zjednoczonych. Na mocy porozumienia część z państw członkowskich wydzieliła ze swoich sił zbrojnych środki przenoszenia, a inne przyjęły na swoje terytorium amerykańskie bomby nuklearne. Trafiły one między innymi do: Kanady, Turcji, Grecji, a także do państw, które magazynują je po dzień dzisiejszy – do Włoch, Holandii, Belgii i RFN. Wprowadzenie zasady „współdzielenia” miało także istotny wymiar polityczny – pozwoliło bowiem zneutralizować ewentualne ambicje takich państw jak RFN czy Włochy przed wejściem w posiadanie broni niekonwencjonalnej.
Negatywną konsekwencją takiego rozwiązania było wprowadzenie, utrzymującego się po dzień dzisiejszy, niemal całkowitego uzależnienia Europy od amerykańskiego parasola nuklearnego. Na Starym Kontynencie bowiem tylko dwa państwa dysponują własnym arsenałem termojądrowym. Pierwszym z nich jest Francja, którą prezydent Charles de Gaulle w 1966 roku wycofał ze struktur wojskowych NATO (Nicolas Sarkozy zmienił tę decyzję w 2009 roku). Francuska broń termojądrowa nie podlegała i nadal nie podlega dowództwo Sojuszu. Podobnie jest w przypadku Wielkiej Brytanii, która co prawda godzi się na wydzielenie własnych sił, ale rezerwuje sobie pełne prawo do decydowania o ich użyciu. W praktyce więc w razie wojny NATO musiałoby liczyć na amerykańskie siły nuklearne – broń zarówno strategiczną, jak i taktyczną.
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 06/2013