Transportery opancerzone i BWP w Wojsku Polskim. Część I
Robert Rochowicz
Transportery opancerzone i bojowe wozy piechoty stanowiły istotną kategorię sprzętu wykorzystywanego w „ludowym” Wojsku Polskim. W tym zakresie, podobnie jak w przypadku czołgów, zbrojenia były również imponujące. O skali przedsięwzięć niech świadczy fakt włączenia do eksploatacji w ciągu zaledwie kilku lat blisko trzech tysięcy kołowych transporterów SKOT.
Dziś współczesną armię trudno sobie wyobrazić bez nowoczesnych środków transportu. Pojęcie „piechota” to dziś w zasadzie termin historyczny, który w czasie II wojny światowej i bezpośrednio po jej zakończeniu najpierw zastąpiono określeniem „piechota zmotoryzowana”, a dziś bardziej właściwe jest „wojska zmechanizowane”. Początkowo piechurów wsadzano na „paki” ciężarówek, zwiększając w ten sposób odległości jakie zwarte pododdziały mogły pokonywać pomiędzy toczonymi walkami. Samochody ciężarowe nie zawsze jednak były dobrym rozwiązaniem. Poruszanie się nimi w terenie pozbawionym dróg było problematyczne, zwracano też uwagę na konieczność zapewnienia przewożonym żołnierzom choćby minimalnie lepszej osłony niż brezentowe plandeki. Tak narodziły się transportery opancerzone.
Żołnierz polski zetknął się po raz pierwszy z transporterami opancerzonymi (TO) już w czasie II wojny światowej. Wozy kilku typów były na wyposażeniu jednostek działających na zachodzie Europy, te same konstrukcje trafiły też do „ludowego” Wojska Polskiego. Mowa o amerykańskiej konstrukcji M3A1 White wykorzystywanej przede wszystkim jako wóz dowodzenia oraz o brytyjskim Universal Carrier Mk 1 używanym głównie w pododdziałach rozpoznawczych. Nie było ich wiele, po zakończeniu wojny ze względu na nietypową konstrukcję i brak części zamiennych szybko były wycofywane ze służby, ostatnie egzemplarze skasowano w 1949 roku.
Wojska Pancerne i Zmechanizowane
W strukturach Wojska Polskiego bezpośrednio po zakończeniu wojny trzon sił bojowych stanowiły związki taktyczne piechoty i pancerne. W marcu 1949 roku w zapisach 7-letniego planu rozwoju armii po raz pierwszy pojawia się określenie „piechota zmotoryzowana”. Początkowo jednak pojęcie to oznaczało, że piechota miała mieć zapewniony transport samochodowy w postaci ciężarówek terenowych. Nie zmieniło się to rok później, gdy po raz pierwszy pojawiła się nazwa dywizji i pułku zmechanizowanego. Środkami transportu dalej pozostawały samochody, ciągniki i motocykle.
Dopiero wiosna 1951 roku przyniosła kolejne zmiany w strukturach organizacyjnych. Istniejące ówcześnie korpusy pancerne przemianowano na korpusy zmechanizowane, a w składzie jednostek po raz pierwszy wpisane zostały do etatów transportery opancerzone. Nie były to wielkie ilości, ale od czegoś trzeba było zacząć. W kompanii dowodzenia korpusu wpisano 5 TO, kolejne 3 były w pułku czołgów ciężkich i po 10 w dwóch korpuśnych dywizjach zmechanizowanych. Razem dla korpusu przewidywano 28 pojazdów tego typu.
Niestety, w ślad za zmianami etatowymi nie poszły zakupy sprzętu. W 1951 roku w Związku Radzieckim zakupiono zaledwie 6 transporterów BTR-152. Był to sprzęt ówcześnie nowy, u naszego wschodniego sąsiada wszedł do produkcji dopiero w lipcu 1950 roku. Zakup ten potraktowano jako partię próbną. Przejęte egzemplarze nie były traktowane jako sprzęt służący do szkolenia żołnierzy w jednostkach liniowych, a bardziej jako testowy, sprawdzany pod kątem przydatności do użycia na współczesnym polu walki oraz dla możliwości stworzenia własnej konstrukcji.
Kolejne zmiany organizacyjne nie spowodowały jednak wzrostu potencjału bojowego jednostek zmechanizowanych, a wręcz przeciwnie. O ile bowiem w pułkach czołgów początkowo planowano według etatu wprowadzić po 3 TO (struktura z 1951 roku), to już po korekcie, rok później tę pozycję wykreślono. Także kolejne dywizje zmechanizowane miały być formowane z mniejszym rozmachem, znów bez ani jednego transportera. Zmiany nadeszły dopiero w 1955 roku.
Zanim powstał SKOT
Aby wojska zmechanizowane były nimi nie tylko z nazwy, potrzebowały adekwatnego wyposażenia i to w dużych ilościach. Poszukiwania transportera opancerzonego, który na lata stałby się bazową konstrukcją potrzebną do rozbudowy potencjału bojowego na lądzie trwały od połowy lat 50. Niestety, BTR-152 nie rokował najlepiej, była to już konstrukcja nie spełniająca najnowszych wymogów pola walki. Do najważniejszych jej wad należała odkryta przestrzeń przedziału desantowego. W pewnym momencie uwagę zwrócono na transporter BTR-50, ale do masowego „wcielenia” poszukiwano przede wszystkim pojazdu o trakcji kołowej, dla jednostek zmechanizowanych.
Także rozwój własnych konstrukcji utknął po przygotowaniu kilku projektów i prototypów. Decyzję o rozpoczęciu własnych prac w kraju podjęto w 1957 roku. W nowej konstrukcji zamierzano wykorzystać podzespoły z ciężarówki Star 66 z układem napędowym 6x6. Powstały dwie propozycje transportera kołowego TK-20 z kadłubem samonośnym i mocowanym do ramy. W 1960 roku powstał prototyp TK-20A1, ale testy wykazały, że technicznie projekt był mocno niedopracowany. Drugiego prototypu po wprowadzeniu poprawek do projektu już nie zbudowano. Równolegle, bo już w 1958 roku, pracowano nad inną konstrukcją, znaną pod oznaczeniem TK-30. Tym razem bazą wyjściową były podzespoły ciężarówki Star 660. Wymagania taktyczno-techniczne wzięły „na warsztat” trzy podmioty. Do dalszych prac skierowano projekt przygotowany przez Politechnikę Gdańską. Proponowano w nim transporter w układzie 8x8 z zakrytym przedziałem desantowym. Wiosną 1959 roku podpisano umowę na przygotowanie projektu wstępnego (miał być gotowy w czerwcu 1960 roku). Wojsko chciało, aby konstrukcja była bazą do stworzenia wielu odmian bojowych (transportera drużyny piechoty, wozu rozpoznawczego, nośnika uzbrojenia przeciwlotniczego i przeciwpancernego) oraz specjalistycznych (wozów dowódczo-sztabowych, ewakuacji medycznej, transportu zaopatrzenia). Do budowy prototypu nie doszło, bowiem zarządzone w międzyczasie analizy operacyjno-ekonomiczne wykazały, że doprowadzenie projektu do produkcji seryjnej będzie czasochłonne i niezwykle kosztowne. W tym czasie zdecydowano się na współpracę z naszym południowym sąsiadem, którego projekt transportera był na bardziej zaawansowanym etapie prac.
Rozpoczęto też prace koncepcyjne nad transporterami gąsienicowymi. W założeniach miały one trafiać do jednostek pancernych, tak aby mogły towarzyszyć czołgom w operacjach bojowych w każdych warunkach terenowych. W Łabędach chciano najpierw wcielić w życie pomysł oznaczony jako TG-40. W jego konstrukcji postanowiono zastosować podzespoły z ciągnika D-350 Mazur i czołgów T-34-85 oraz T-54A. Pod koniec 1958 roku był gotowy na papierze projekt wstępny, z którym pojechano do Moskwy na konsultacje. Towarzysze radzieccy uznali, że konstrukcja nie rokuje nadziei, w związku z czym rozpoczęto prace nad inną platformą, a mianowicie pływającym transporterem gąsienicowym TGP-50. Podobnie jak TG-40 miał on służyć przede wszystkim do transportu drużyny piechoty, ale planowano dla tej konstrukcji również wypełnianie zadań pomocniczych (wozy dowódczo-sztabowe, inżynieryjno-saperskie) i wsparcia (nośniki systemów uzbrojenia). I tym razem rozwój koncepcji zakończono na etapie wstępnych rysunków projektowych, specjaliści w mundurach uznali pojazd za zbyt ciasny i znów niedopracowany. Próby zmian w konstrukcji zakończono w 1961 roku.
Piechota odchodzi do lamusa
Nieuchronne zwiększenie nasycenia sprzętem zmechanizowanym nadeszło mimo wkraczania naszej armii w czas wielkich redukcji. Psychoza bliskiej wojny nieco opadła, jednak szybko okazało się, że gospodarka kraju dźwigającego się z wojennej pożogi nie jest w stanie wyposażyć i utrzymać wielkiej armii, która potrzebowała coraz więcej nowego sprzętu. Konieczne było znaczne zredukowanie stanów osobowych wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Na lądzie jednym z etapów zmian była likwidacja części związków taktycznych, a te które pozostawiono otrzymywały mocno odchudzone etaty. Jednocześnie zdecydowano się na rozpoczęcie procesu odchodzenia od posiadania dywizji piechoty na rzecz zmechanizowanych. O skali przeprowadzonych w latach 1955–1960 zmian niech świadczy poniższe porównanie. Z końcem 1954 roku na lądzie polska armia dysponowała siedmioma dywizjami zmechanizowanymi (w każdej były trzy pułki zmechanizowane i po jednym pułku czołgów oraz artylerii pancernej), czternastoma dywizjami piechoty i trzema brygadami przeciwdesantowymi. Po redukcjach i restrukturyzacji w 1960 roku były cztery dywizje pancerne, sześć zmechanizowanych i już tylko cztery piechoty. Wszystkie te związki taktyczne w nowych strukturach miały być mocno nasycone czołgami i transporterami opancerzonymi. O ambitnych planach niech świadczy przygotowane w 1957 roku zestawienie, czym te jednostki powinny dysponować w 1961 roku. Otóż zamierzano jednostki tych dywizji wyposażyć m.in. w 1790 transporterów BTR-152, 450 mniejszych BTR-40 oraz 620 pływających, gąsienicowych BTR-50P. Rozmach zaplanowanych zakupów był imponujący zważywszy na fakt, że według meldunku o stanie bojowym Wojska Polskiego na dzień 1 stycznia 1957 roku armia łącznie dysponowała tylko 216 transporterami opancerzonymi (potrzeby etatowe wynosiły wtedy 268 wozów).
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 1/2019