Triochliniejka
Wojciech Weiler
Triochliniejka
W kwietniu 1891 roku pod nazwą triochliniejnaja wintowka obrazca 1891 goda („karabin trzyliniowy wzór 1891”) do uzbrojenia armii carskiej przyjęto jej pierwszy nowoczesny karabin powtarzalny na nabój z prochem bezdymnym: modyfikację broni belgijskiego konstruktora Leona Naganta, dokonaną przez kpt. S.I. Mosina.

Oprócz karabinu dla piechoty (lufa długości 800 mm) szybko opracowano odmiany krótsze, obie z lufami 724-milimetrowymi – dragońską i kozacką. Modernizacje broni dragońskiej z czasem przekształciły ją w najbardziej znany karabin z rodziny Mosinów – wz.1891/30. W roku 1907 do uzbrojenia trafił pierwszy prawdziwy karabinek oparty na konstrukcji triochliniejki: skrócony do 1015 mm, z lufą długości 510 mm, przeznaczony dla konnej artylerii, żandarmerii i obsługi cekaemów wz.1907. Jego następcami były karabinki wz.1938 i wz.1944 – tego ostatniego mieliśmy okazję przetestować.
Opis konstrukcji
Karabinek wz.1944 to broń powtarzalna o czterotaktowym zamku ślizgowo-obrotowym, zasilana ze stałego, jednorzędowego magazynka pudełkowego, który wystaje u dołu łoża. Ów trójkątny magazynek i charakterystyczna osada o kolbie z prostą, pozbawioną chwytu pistoletowego szyjką sprawiają, że Mosina – długiego, średniego czy krótkiego – każdy miłośnik dawnej broni rozpoznaje na pierwszy rzut oka. Uroda tych karabinów jest rzeczą względną, jak wszystko zresztą: jednym się podoba, innym nie, natomiast dzięki formie kolby wydają się być smuklejsze od konkurentów powstałych w zbliżonym czasie. Sercem triochliniejki jest czterotaktowy, wieloczęściowy zamek, którego wszystkie elementy nadziane są na bardzo długą iglicę. Największa część to trzon zamkowy z podłużnym występem i umieszczoną na nim rączką do przeładowania broni (występ pełni także funkcję rygla pomocniczego). W przedniej części trzonu osadzony jest tłok zaporowy, czyli element ryglujący. Ma dwa rygle współpracujące z wycięciami ryglowymi w komorze zamkowej – kiedy zamek jest zamknięty, rygle ułożone są poziomo. W tłoku znaj duje się sprężysty wyciąg. Trzon zamyka na kręcona na tylny koniec iglicy nasada, tradycyjnie – choć z technicznego punktu widzenia błędnie – zwana kurkiem. Współpracą poszczególnych części zamka reguluje łącznik. Sprężyna uderzeniowa działa bezpośrednio na iglicę, której nasada – zakończona charakterystyczną okrągłą tarczą moletowaną na obwodzie – służy również jako bezpiecznik nastawny: wystarczy odciągnąć do tyłu i obrócić trochę w lewo. Napięcie iglicy następuje w pierwszym i czwartym takcie cyklu pracy zamka, a więc podczas obrotów. Takt pierwszy (ok. 1/4 obrotu w lewo) odryglowuje zamek i wstępnie napina mechanizm uderzeniowy. Takty drugi i trzeci (ruch posuwisty i zwrotny) służą do usunięcia łuski i dosłania kolejnego naboju. Takt czwarty (ok. 1/4 obrotu w prawo) powoduje zaryglowanie przewodu lufy i ostateczne dopięcie iglicy, zatrzymanej w tylnym położeniu na zaczepie spustowym.