Trofea 2. Korpusu Polskiego


Michał Mackiewicz


 

 

 

Trofea 2. Korpusu Polskiego

 

 

Zbiory Muzeum Wojska Polskiego

 

 

 

Wśród pamiątek związanych z Polskimi Siłami Zbrojnymi na Zachodzie, znajdujących się w Muzeum Wojska Polskiego, szczególne miejsce zajmują trofea wojenne. Ilustrując szlak bojowy jednostek, stanowią jednocześnie świadectwo zwycięstw odniesionych przez polskich żołnierzy w czasie II wojny światowej. Najliczniej reprezentowane są trofea Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, a także 1. Dywizji Pancernej. Nieco mniejszy, aczkolwiek równie interesujący zbiór tworzą zdobycze żołnierzy gen. Władysława Andersa z walk we Włoszech w latach 1944-1945.

 

 

Obyczaj trofealny
Gromadzone przez stulecia, eksponowane w muzeach i narodowych sanktuariach trofea wojenne należą do szczególnych pamiątek przeszłości. Są namacalnym dowodem triumfu odniesionego niegdyś w orężnym starciu, a historia w nich zapisana niesie ze sobą wyjątkowy ładunek emocjonalny. Trofea, będące świadkami wojennej chwały, są ważnym elementem narodowej tożsamości i dumy z dokonań własnej armii.

W zasadzie nie ma precyzyjnej definicji trofeum wojennego, a granica oddzielająca je od łupu jest płynna. Za trofea przyjęto uważać nie tylko chorągwie, sztandary, buńczuki, flagi, bandery i proporce, ale także dystynkcje wodzowskie i oficerskie, odznaki i odznaczenia, jak również broń i wyposażenie wojskowe. W wielu przypadkach zdobyte na wrogu przedmioty, urastając do rangi symbolu triumfu, traciły jednocześnie swój pierwotny, użytkowy charakter. Dotyczy to głównie znaków bojowych, których ponowne wykorzystanie przez zdobywcę zdarzało się incydentalnie. Podobnie rzecz się ma z tymi atrybutami pokonanego, które stanowiły element jego identyfikacji lub miały znaczenie pamiątkowe. Natomiast z bronią i wyposażeniem sprawa przedstawia się zgoła inaczej, ich wartość bowiem nie ulega zdewaluowaniu, można jej nadal używać, tyle że teraz przeciwko niedawnemu właścicielowi. Nie dotyczy to wyłącznie oddziałów nieregularnych, dla których pozyskanie środków walki stanowiło kwestię o znaczeniu pierwszorzędnym, ale także formacji zorganizowanych według wszelkich wojskowych prawideł. Bywało po prostu tak, że oręż wroga był zwyczajnie lepszy, lub istniała trudność w uzupełnianiu strat własnego sprzętu i posiłkowano się zdobycznym. Jakkolwiek by potraktowano odebrane nieprzyjacielowi militaria, stanowiły one świadectwo bojowego sukcesu, niekiedy tylko epizodycznego, a wartość symboliczna wzrastała z chwilą zakończenia walk, kiedy pamiątki trafiały do placówek muzealnych.

Wojnie zawsze towarzyszyła grabież. Chociaż skala tego zjawiska bywała różna, żadna armia się go nie ustrzegła. Kiedy okradano ludność cywilną, świątynie czy placówki kultury, mowy o trofeach być nie może, mamy tutaj do czynienia ze zwykłą kradzieżą.

Cóż jednak w przypadku przedmiotów niebędących militariami, ale odebranych żołnierzom lub przedstawicielom władzy przeciwnika? Zazwyczaj określamy takie przedmioty mianem łupu wojennego. Wszak na niemieckie zegarki i aparaty fotograficzne, w które żołnierze Wehrmachtu byli obficie wyposażeni, z równą zawziętością polowali krasnoarmiejcy, jak też amerykańscy G.I.s, Polacy czy żołnierze innych narodowości. Wymowna jest relacja Brytyjczyka z pułku Durham Light Infantry, walczącego o wzgórze Monte Camino: Krzyknęliśmy, żeby wyszli z uniesionymi rękami. Pokazali się, jakiś szesnastu, może osiemnastu. Obawiam się, że gdy ustawiliśmy ich w szeregu, a któryś miał aparat fotograficzny, czy coś podobnego, to nie chcieliśmy, żeby wpadło to w ręce ludzi strzegących obozów jenieckich na tyłach, więc zabieraliśmy to sami – czuliśmy, że mamy do tych rzeczy większe prawo niż oni. Może to trochę naganne. Wśród łupów był aparat fotograficzny i od czasu do czasu robiłem parę zdjęć (M. Parker, Monte Cassino, opowieść o najbardziej zaciętej bitwie II wojny światowej, Poznań 2005).

Problem dotyczący tego rodzaju zdobyczy pozostawiamy otwarty, tym bardziej że choć wśród zabytków poniżej prezentowanych brak jest zarówno zegarków, jak i aparatów, to znalazł się tam jeden przedmiot należący do dyktatora Włoch, Benito Mussoliniego.


Trofea z Włoch
Okoliczności, w jakich trofea dostawały się w ręce zwycięzcy, bywały bardzo różne. Wydaje się, że najczęściej zbierano je po prostu z pobojowisk lub odbierano jeńcom, inne zabierano z obiektów zajętych w wyniku dopiero co zakończonej bitwy, ze schronów bojowych, okopów, wozów taborowych taborowych etc. Zapewne niewielka część została zdobyta w bezpośredniej walce, kiedy przeciwnik ginął od kuli lub zostawał ranny.

Większość pamiątek związanych z żołnierzami Polskich Sił Zbrojnych (PSZ) trafiła do Muzeum Wojska Polskiego (MWP) na początku lat 60. ubiegłego wieku ze szkockiego Banknocku, gdzie mieściła się składnica Instytutu Historycznego im. gen. Sikorskiego (obecnie Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego). Tę szacowną i zasłużoną placówkę powołano do życia w maju 1945 r. Działając na podstawie dekretu Prezydenta RP Władysława Raczkiewicza i specjalnej uchwały rządowej, zajmowała się ona gromadzeniem archiwaliów i obiektów muzealnych, dokumentujących szlak bojowy polskich oddziałów organizowanych u boku aliantów zachodnich. Poza konkretnymi jednostkami wojskowymi kolekcję Instytutu wzbogacały dary prywatne oraz pamiątki ofiarowane przez instytucje cywilne, m.in. Polskie Towarzystwo Historyczne w Wielkiej Brytanii. Duży zespół obiektów łączonych z historią 2. Korpusu gen. Władysława Andersa pochodził z zasobów Archiwum i Muzeum Polowego nr 1 (działającego od 1945 r.), które swą siedzibę miało w Neapolu (Archiwum i Muzeum Polowe nr 2 znajdowało się w Kairze). Niektórym przedmiotom stamtąd pochodzącym towarzyszą oryginalne karty zabytków z 1945 r. Zawierają one zazwyczaj lakoniczne informacje, uniemożliwiające przypisanie ich konkretnym osobom bądź bitwom. Zdecydowanie więcej wiemy o tych, które zostały przekazane do MWP bezpośrednio przez weteranów lub ich rodziny.

 

Pełna wersja artykułu w magazynie Poligon 3/2014

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter