Turbo Glock z Izraela

Michał Sitarski
Jaki jest obecnie najpowszechniej produkowany pistolet na świecie? Obstawiam, że będzie to Glock 3. generacji – oczywiście nie chodzi o oryginał z Austrii, ale jego wszelkiej maści klony.
Od momentu wygaśnięcia zastrzeżeń patentowych nastąpił wysyp klonów Glocka 3. generacji albo wariacji na jego temat, w mniejszym lub większym stopniu bazujących na austriackim pistolecie (niektóre nawet pojawiały się na łamach naszego magazynu). Nie inaczej jest w przypadku firmy Bul Armory z Izraela, która dotąd słynęła raczej z bardzo udanych klonów legendarnego pistoletu Colt M1911 czy trochę mniej legendarnego CZ75. W 2019 roku pojawiła się jednak seria pistoletów AXE, które są właśnie klonem Glocka 3. generacji. Tyle, że poddanym upgradeowi – mniejszemu lub większemu, w zależności od modelu. Skoro to klony, nie ma więc co rozpisywać się o zasadzie działania czy konstrukcji – przejdźmy od razu do samego gęstego.
W moje ręce trafiły trzy pistolety Bul AXE: C Cleaver, FS Clever oraz C Tomahawk. Modele oznaczone literką C stanowią odpowiednik pistoletu Glock 19, czyli są klasycznymi kompaktami, zaś FS w nazwie trzeciego oznacza Full Size, czyli jest on ni mniej ni więcej odpowiednikiem Glocka 17. Seria Cleaver to najtańsze modele, z najmniejszą liczbą modyfikacji i bajerów, zaś Tomahawk to model topowy, wszystkomający. Pomiędzy nimi jest jeszcze Hatchet, ale tego pistoletu niestety nie dostałem. Ciekawostkę stanowi fakt, że Cleavery, które dostałem do zapoznania się są prawdopodobnie ostatnimi egzemplarzami tego modelu, które można jeszcze nabyć, bo niedawno wypadł on z portfolio Bul Armory i nie będzie już produkowany.
Wszystkie modele bazują na szkielecie o wspólnym kształcie – oczywiście, są różnice wynikające z rozmiaru (C i FS), ale mam na myśli sposób zmodyfikowania szkieletu w stosunku do oryginału.
Mamy więc polimerowy szkielet konstrukcyjnie odpowiadający szkieletowi Glocka 3. generacji, ale o kompletnie innym kącie nachylenia rękojeści. W AXE zastosowano bowiem rękojeść pochyloną pod kątem takim samym, jak w pistoletach Colt M1911, który wielu strzelców uważa za najwygodniejszy i najbardziej optymalny. Jak widać, projektanci z Bul Armory uznali, że mają oni rację i ich „Glock” ma inny kąt pochylenia, ale nadal korzysta ze standardowych magazynków od austriackiego pierwowzoru. Kolejną zmianą jest wprowadzenie bardzo wyraźnej, agresywnej faktury na chwycie, dzięki której broń bardzo pewnie leży w dłoni, także odzianej w rękawiczkę. Dodatkowo w chwycie zlikwidowano występy rozdzielające palce znane z Glocka 3. generacji, przeprojektowano jego górną część, a w dolnej wyprofilowano lejek i wykonano podcięcia w bocznych powierzchniach, których zadaniem jest ułatwienie wyszarpnięcia zakleszczonego magazynka z chwytu.
W szkielecie dokonano także zmian, które zwykle wprowadzają użytkownicy Glocków we własnym zakresie poddając swoją broń tzw. stipplingowi. W pistoletach AXE fabrycznie bardzo wysoko podcięty jest kabłąk w miejscu połączenia z chwytem, co w połączeniu z wyżej wyprofilowanym chwytem w rejonie beaver tail pozwala na wyższe uchwycenie broni. Dolna część kabłąka jest także cieńsza niż w oryginale i ma zmieniony profil, podobnie jak przód kabłąka. Na szkielecie, ponad kabłąkiem wykonano dodatkowo profilowane miejsca do oparcia kciuka dłoni słabej.
Szkielet zmieniony został bardzo mocno z zewnątrz, ale w jego wnętrzu nie zmieniono nic i dlatego, zgodnie ze słowami dystrybutora AXE, do tych pistoletów pasują akcesoria aftermarketowe do pistoletów Glock 3. generacji, więc można sobie włożyć do niego co tylko dusza zapragnie. Tyle, że nie bardzo jest tam co zmieniać, bo przycisk zatrzasku magazynka został powiększony i przeprojektowany, więc jest znacznie wygodniejszy w obsłudze niż glockowski, a do tego – UWAGA – można go przełożyć na druga stronę szkieletu, co było niewykonalne w oryginale. Dźwigienka zatrzasku zamka fabrycznie jest taka, na jaką najczęściej wymienia się ją po zakupie austriackiego pierwowzoru, czyli niskoprofilowa, z powiększoną tylną częścią – no wiecie, klasyka gatunku. Jedyne, co mi przychodzi na myśl, to ewentualna wymiana na podwyższoną dźwignię Kagwerks, która ułatwia wysoki chwyt na broni, no ale nie jest to must have.
W AXE fabrycznie montowany jest świetny spust z płaskim językiem spustowym o oporze 3,5-4 funtów, bardzo przyjemnej pracy, krótkiej drodze, wyraźnym przełamaniu i krótkim, wyraźnym resecie. Jest on osadzony w szkielecie za pomocą kołków, ale w AXE wykonano je ze stali nierdzewnej.
Zamki w AXE pod względem konstrukcyjnym odpowiadają tym z Glocka 3. generacji, ale dokonano w nich paru zmian estetyczno-ergonomicznych. Pomiędzy modelami Clever i Tomahawk różnią się kształtem nacięć ułatwiających uchwycenie podczas przeładowania oraz tym, że topowy Tomahawk ma jeszcze fancy wycięcie w górnej powierzchni, przez które widać jego wyjątkową lufę. No i Tomahawk fabrycznie jest przystosowany do mocowania kolimatorów dzięki odpowiedniemu frezowi (footprint odpowiadający celownikom Trijicon RMR), zaś widoczny na zdjęciach Clever ma kolimator osadzony na podstawie mocowanej w gnieździe szczerbinki. W obu AXE zamki w przedniej części, tuż przy wylocie lufy mają półkoliste podcięcie po obu stronach, które nie bardzo ma uzasadnienie „merytoryczne”, ale designerskie już tak – zamki wyglądają wyjątkowo i nie ma co porównywać ich z kanciastym oryginałem, który wygląda jak wyciosany tomahawkiem.
Na zamkach standardowo mocowane są stalowe przyrządy celownicze z trzema kropkami (dwie na szczerbinie i jedna na muszce), a zamek można wybrać w kolorze srebrnym lub czarnym.
W zamku osadzona jest lufa, w Clever - identyczna pod względem wymiarów i kształtu z tą z Glocka, a w Tomahawku lufa przypomina bardziej produkty znanych firm zajmujących się modyfikowaniem broni i produkcją akcesoriów do modyfikacji. Wykonano ja w kolorze złota, co uzyskano za pomocą powłoki z azotku tytanu, dodatkowo na górze komory nabojowej wyfrezowano designerski wzorek, a sama lufa na całej długości ma spiralne żłobienia przypominające wiertło.
Lufy w obu modelach są „matchowe”, z klasycznym gwintem, a nie poligonalne, jak w oryginale.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2022