Uber Glock

Glock to chyba najchętniej modyfikowany przez właścicieli pistolet na świecie – świadczyć o tym może potężna gama różnego rodzaju akcesoriów, jak również bardzo duża ilość firm zajmująca się takimi modyfikacjami w USA. W tym artykule nie będę starał się pisać o zasadności i zakresie modyfikacji, bo to indywidualna kwestia upodobań i budżetu. Opowiem jedynie, dlaczego zbudowałem swój pistolet w ten sposób, z czego to wynika, które modyfikacje przekładają się na realne osiągi, a które poprawiają jedynie walory estetyczne broni. Mam nadzieję ustrzec też czytelników przed kilkoma błędami, które sam popełniłem, a które przełożyły się na zmarnowany czas i pieniądze.
Pistolet, który widzicie na zdjęciach, dawno temu był Glockiem 19 IV generacji. Modyfikowany był na przestrzeni ładnych kilku lat, a pierwszą modyfikacją było przeszlifowanie i stippling szkieletu. Stippling na swoich pistoletach robiłem już jakieś 6 lat temu, na długo zanim ta moda dotarła do Polski – obecnie mamy już kilka firm wykonujących tę usługę. Kiedyś jakość wykonania była mocno średnia, teraz zdaje się osiągnęła już naprawdę przyzwoity poziom. Nie jest to co prawda jakość Agency Arms (tak, miałem okazję porównać), ale mimo wszystko warto. To potężna oszczędność czasu i gwarancja, że nie uszkodzicie swojego pistoletu. Ja stippling na tym konkretnym egzemplarzu robiłem ładnych kilka godzin. Mniej widoczne na pierwszy rzut oka modyfikacje to wyszlifowanie od wewnątrz kabłąka spustowego, aby powiększyć okno z językiem spustowym (istotne, gdy używamy trochę grubszych rękawic) oraz głębokie podcięcie kabłąka spustowego zaraz pod samym spustem. Dzięki temu mamy wyższy, a co za tym idzie – pewniejszy chwyt pistoletu. Z rękojeści zeszlifowałem również podcięcia pod palce. Zawsze uważałem ten element za zbędny.
Spust to TAC Trigger od Overwatch Precision. Solidny, frezowany ze stopu aluminium 7076-T6. Jego największa zaleta to fakt, że język spustowy jest płaski. Dzięki temu nasz palec ma kontakt na całej powierzchni spustu i samo jego ściąganie następuje w bardziej jednostajny i kontrolowany sposób. To wyraźny plus takiego kształtu nad standardowym językiem spustowym w Glocku, który ma naprawdę bardzo niefortunny kształt. Mała, płaska powierzchnia i zwężające się do zewnątrz sfazowania nie sprzyjają dużej powtarzalności przy umieszczaniu tam palca wskazującego i przy samym ściąganiu spustu. Warto zaznaczyć, że znakomita większość producentów uważa podobnie i ich mechanizmy spustowe również mają w pełni płaskie, a nie fazowane powierzchnie. Dodam też, że Overwatch precision oferuje również sporo tańszą wersję TAC Trigger wykonaną z polimeru (60 USD zamiast 135 USD za wersję z alu). Z budżetowej wersji również strzelałem, działa tak samo dobrze i ten zakup również mogę polecić.
Drugą rzeczą zmodyfikowaną w samym mechanizmie spustowym była wymiana przerywacza na minusowy. Pozostałych elementów, w mojej, ocenie nie warto modyfikować. Glock nigdy nie będzie miał spustu jak Colt 1911, a zbyt głębokie modyfikacje i ślepa pogoń za minimalnym oporem języka spustowego może być potencjalnie niebezpieczna.
Pierwotnie mój pistolet miał standardowy zamek. Od paru lat z powodzeniem na Glocku 17 używałem RMR (tak naprawdę to mój drugi egzemplarz. Pierwszy padł dość prędko, bo po 6000 strzałów), ale jako że lubię testować nowości, a kolimatorami na broni krótkiej interesuję się mocno od dawna, to postanowiłem tym razem kupić Leupolda Delta Point Pro. Jego oczywistą przewagą nad RMR była mniejsza kropka, większy wizjer pozbawiony tak charakterystycznego dla RMR ciemnego, niebieskiego zabarwienia. Plusem był też łatwy dostęp do baterii bez konieczności odkręcania całego kolimatora.
Mój pistolet miał standardowy zamek bez systemu MOS, więc należało wyfrezować zamek pod konkretny celownik. Tutaj historia nabiera koloru i pokazuje, że czasami naprawdę warto zapłacić sporo więcej w zamian za gwarancję niezawodności, ale po kolei. Zamek frezowałem w pewnym zakładzie rusznikarskim. Frezowałem go na swoją odpowiedzialność, ponieważ panowie nie dawali gwarancji, że wszystko się uda, dlatego też nie podaję nazwy owego zakładu. Widziałem, że zrobili kilka zamków pod RMR i nie słyszałem o żadnych problemach, więc postanowiłem zaryzykować, tym bardziej że na naszym rynku nie było wtedy tak naprawdę ogólnodostępnej alternatywy, a kupowanie nowego Glocka 19 MOS uznałem za pozbawione sensu. Koniec końców, pistolet odebrałem. Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. Delta Point był osadzony bardzo głęboko, przyrządy mechaniczne znajdowały się z przodu – tak jak chciałem. Bajka.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 1-2/2020