Uwaga! Uwaga! Nadchodzi!

Jędrzej Korbal
Współczesne publikacje na temat artylerii przeciwlotniczej Wojska Polskiego okresu międzywojennego sprowadzają się w dużej mierze do zagadnień natury sprzętowej lub udziału poszczególnych jednostek liniowych w wybranych epizodach walk z września 1939 roku. W tle tego nurtu pozostaje druga część przeciwlotniczego rzemiosła, dotycząca strategicznych i operacyjnych uwarunkowań funkcjonowania przedmiotowej formacji na obszarze krajowym. Choć zgromadzone w tej materii doświadczenia uznać można za skromne, warto jednak zaznaczyć, że poza osłoną powietrzną wielkich jednostek w polu oraz bez wątpienia heroiczną postawą polskich formacji myśliwskich, trzecią płaszczyzną zmagań było zapewnienie przez artylerię przeciwlotniczą minimalnej choćby osłony największym polskim ośrodkom miejskim i przemysłowym.
W dniu 14 października 1936 roku ówczesny Inspektor Obrony Powietrznej Państwa (IOPP), gen. bryg. Józef Zając przesłał do szefa Sztabu Głównego zestawienie dotyczące środków czynnych, koniecznych dla zapewnienia obrony przeciwlotniczej (opl) kraju. Choć jak sam zaznaczał na wstępie, dokument ten oparto na teoretycznym i praktycznym studium, to podane w nim dane stanowiły istotny przyczynek dla dalszej dyskusji, mającej odbyć się niebawem podczas obrad KSUS. Przygotowane w trzech wariantach (R, N, N+R) zestawienie ilustrowało potrzeby poszczególnych ośrodków miejskich z uwzględnieniem ich istotności wg wskazówek SG oraz potencjalnych warunków zagrożenia. Opisywany w dokumencie proces dzielono na dwa etapy, częściej określane jako fazy:
– pierwsza, szacowana na 4–5 lat miała zakończyć się osiągnięciem ilościowych norm sprzętu, stosownie do proponowanego zapotrzebowania (bez dział ciężkich i wymiany typów przestarzałych),
– druga, której horyzontu czasowego nie określono, to okres wymiany całości materiału na nowoczesny oraz wprowadzenie dla osłony punktów kluczowych dział typu ciężkiego.
Równocześnie w zestawieniu, jako specjalną pod względem atrakcyjności dla nieprzyjaciela i dogodności warunków napadu grupę celów, wskazano trzy punkty na mapie Rzeczpospolitej: Warszawę, Gdynię oraz najbardziej kłopotliwe Zagłębie Górnośląskie. Tam też nasilenie obrony powinno być pełnowartościowe już w I fazie realizacji programu rozbudowy. W skrócie, należało uzyskać skupienie ognia, co najmniej 3–4 jednostek (baterii?) na każdym punkcie strefy bombardowania i kursu bojowego do wysokości 8000 m, zarówno w dzień, jak i w nocy (szczegóły dalej). W ramach II fazy rozbudowy opl pierścień strefy bronionej każdego z ośrodków miał być rozszerzony, przy czym sam IOPP nie był w stanie podać górnej granicy tych działań. Autor wskazywał, że potrzeby środków czynnych w ramach I fazy wynoszą w najbardziej niekorzystnym wariancie N+R 38 dyonów dział kalibru 75 mm, z czego 1/3 z nich powinna trafić do Warszawy i na Śląsk. Odrębną grupę stanowiło zapotrzebowanie frontu, które oszacowano na 5 motorowych trzybateryjnych dyonów armat tego samego typu (ruchomych/przyczepkowych). Całkowite zapotrzebowanie w ramach I fazy kształtowało się więc na poziomie 516 armat + niewielkiej, bo szacowanej na 3% rezerwie. Z tej liczby około 60 sztuk stanowić powinny docelowo armaty kalibru 90 mm lub większe. Druga część zwiększania krajowego potencjału opl to „skromne” 200 plutonów armat kalibru 40 mm (400 sztuk) + 3% rezerwa, 32 plutony reflektorów (96 stacji) oraz 114 plutonów balonów zaporowych (570 aerostatów). Całkowity koszt tej bardzo ambitnej, jak na polskie możliwości, „krajowej” części programu rozbudowy opl (bez dyspozycyjnych dyonów motorowych 75 mm i baterii armat 40 mm dla armii) wynieść miał 464 mln zł. Pewnych oszczędności spodziewano się przy przeniesieniu części kosztów na przemysł – zobowiązaniu zakładów do zakupu armat dla potrzeb ich samoobrony plot. Było to jednak niewielkie pocieszenie, zważywszy na przedstawioną szefowi SG skalę przedsięwzięcia.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 2/2021