W cieniu sławnej siostry


Roman Bąkowski, Waldemar Nadolny


 

 

 

 

W cieniu sławnej siostry

 

 

– czyli nie tylko baterią „cyplową”

 

polska nadbrzeżna artyleria stała w 1939 roku

 

 

 

Artykuł ten jest próbą usystematyzowania wiedzy na temat baterii polskiej artylerii nadbrzeżnej oraz ich uzbrojenia powstałych do, i w trakcie, września 1939 r. Jako że historia baterii „cyplowej” była często opisywana w literaturze, autorzy skupili się na pozostałych, które były „schowane w cieniu” sławnej siostry. Mają oni nadzieję, iż materiał ten stanie się przyczynkiem do dalszych i pogłębionych badań nad tym tematem. W celu ułatwienia czytania numerację baterii zapisano cyframi arabskimi, a nie rzymskimi, jak to czyniono w okresie międzywojennym.

 

 

Odzyskane przez Polskę w lutym 1920 r. na mocy traktatu wersalskiego wybrzeże Bałtyku nie miało żadnych obiektów stałych czy polowych, które zapewniłyby możliwość obrony tworzącej się floty, jak również lądu przed atakiem nieprzyjaciela. Dlatego też w założeniach budżetowych Marynarki Wojennej (dalej MW) na 1921 r. ujęto zakup 8 armat kal. 150 mm, z których miano utworzyć 4 baterie dwudziałowe. W trakcie wojny polsko-bolszewickiej szefostwo MW obawiało się zagrożenia ze strony floty sowieckiej, w związku z czym wadm. Kazimierz Porębski (szef Departamentu dla Spraw Morskich, dalej DSM) wystąpił z wnioskiem o przydzielenie 4 baterii dział kal. 155 mm wraz z 8 reflektorami i dalmierzami. Jednak do chwili podpisania przez obie walczące strony zawieszenia broni (12.10.1920 r.) MW nie otrzymała jakiegokolwiek sprzętu artyleryjskiego do obrony Wybrzeża. Zawieszenie broni, jak i zawarty w Rydze w roku następnym traktat pokojowy, stwarzały szansę na otrzymanie od Rosji sowieckiej (w ramach reparacji wojennych)sprzętu dla MW, dlatego też adm. Porębski wystąpił z wnioskiem o przyznanie oprócz okrętów innego wyposażenia i uzbrojenia. Dla potrzeb obrony Wybrzeża admirał chciał pozyskać 12 dział kal. 140 mm (zapas 1200 szt. amunicji) oraz 15 kal. 100 mm (8000 szt.). Niestety po zakończeniu rozmów MW nie otrzymała ich.

Wspomniane zawieszenie broni umożliwiło pod koniec 1920 r. rozpoczęcie tworzenia Pułku Artylerii Nadbrzeżnej (dalej PAN), dla uzbrojenia którego Szef Sekcji Technicznej DSM zamówił w Departamencie Uzbrojenia Ministerstwa Spraw Wojskowych (MSWojsk.) 16 dział kalibru nie mniejszego niż 152 mm. Niestety sprzęt jaki otrzymał PAN nie w pełni odpowiadał złożonemu zapotrzebowaniu, w dodatku były to działa lądowe nieprzystosowane do celów jakie miały realizować. Zgodnie z rozkazem Ministra Spraw Wojskowych (z 18.01.1921 r.) jednostka miała się składać z: dowództwa (w Pucku), dowództw 3 dywizjonów artylerii nadbrzeżnej (1. dywizjon z siedzibą w Swarzewie przeniesiony w czerwcu 1921 r. do Rumi, 2. dywizjon w Pucku, a 3. prawdopodobnie w Gdyni), 6 baterii nadbrzeżnych, baterii salutacyjnej i baterii ruchomej, dowódcą zaś mianowano płk. Wiktora Cieślińskiego. Poszczególne baterie uzbrojone były w: 1. i 2. bateria po 4 armaty kal. 106,7 mm, 3. i 5. bateria po 4 haubice 152 mm, 4. i 6. bateria po 4 armaty 152 mm, bateria ruchoma 4 działa 75 mm – wszystkie te działa były rosyjskie, natomiast bateria salutacyjna wyposażona była w austriackie działa kal. 90 mm. Departament dla Spraw Wojskowych planował w tym czasie dalszy rozwój tej jednostki, która miała otrzymać typową artylerię nadbrzeżną. Dlatego też zgłoszono wniosek o zakup 8 armat kalibru około 350 mm (firmy Vickers), za 24 mln marek, jednak ze względu na zbyt wysokie koszty nie doszło do realizacji tego zamierzenia. Sam PAN nie przetrwał zbyt długo. 14 grudnia 1921 r. powołano komisję likwidacyjną i w ciągu kilku miesięcy jej działalności rozformowano wszystkie baterie, a pod koniec lutego 1922 r. jednostka została całkowicie zlikwidowana. Przyczyną tej decyzji był brak środków na zakup nowego sprzętu, tj. armat przystosowanych do obrony Wybrzeża.

Następne lata poświęcono na opracowanie wielu planów i studiów poświęconych wzmocnieniu obrony powstających baz morskich w Gdyni i Helu. Jednak jak pokazało życie skończyło się wyłącznie na zamierzeniach i dyskusjach nad sensem inwestowania pieniędzy w obronę baz, które i tak w przypadku wybuchu wojny z Niemcami uważano za niemożliwe do utrzymania w dłuższym okresie. Ponieważ rozbudowa obrony artyleryjskiej była bardzo kosztownym przedsięwzięciem, a realia odbudowującego się państwa polskiego nie pozwalały na jednoczesne finansowanie rozwoju floty i umocnień lądowych, dlatego też system fortyfikacji od strony lądowej baz morskich marynarki nie przedstawiał się imponująco. Tylko dzięki uporowi i przedsiębiorczości ówczesnego Kierownictwa Marynarki Wojennej(dalej Kier.Mar.Woj.) na początku lat 30. udało się zbudować pierwsze baterie(właściwie półbaterie) artylerii nadbrzeżnej. Podkreślić należy, że powstały one tylko i wyłącznie z bieżących środków przeznaczonych dla MW. Co prawda jeszcze w 1935 r. zakupiono nowoczesne działa kal. 152,4 mm w szwedzkiej firmie Bofors, to jednak do wybuchu wojny ich bateria nie była w pełni ukończona – znowu zabrakło pieniędzy na jej pełne sfinansowanie. Przykładowo nie było schronów centrali artyleryjskiej i agregatu, czy też schronów dla załogi, zaś urządzenia systemu kierowania ogniem ustawiono na drewnianych wieżach zamiast na planowanej wieży stalowej ze schronem. „Światełkiem w tunelu” wydawał się być „6-letni program rozbudowy floty”, w którym – w końcu! – bardzo duży nacisk położono na rozbudowę artylerii nadbrzeżnej oraz wzmocnienie obronności bazy w Helu (z przyznanej kwoty 260 mln zł, ponad 10% miano przeznaczyć na ten cel, zaś na RU Hel łącznie prawie 100 mln zł). Planowano m.in. zakup baterii dział ciężkich kal. 305 mm, drugiej baterii średniej kal. 152,4 mm, ruchomej baterii kal. 152 mm oraz przezbrojenie istniejących baterii kal. 105 mm w działa kal. 130 mm zdemontowane z OORP Burza i Wicher. Niestety, program ten nie doczekał się pełnej realizacji, ze względu na wybuch wojny, choć do tego czasu zdołano zamówić w firmie Bofors drugą baterię średnią.

Zdając sobie sprawę z zagrożenia wojennego oraz braku odpowiednich środków artyleryjskich do obrony Wybrzeża, Kier.Mar.Woj. podjęło w 1939 r. gorączkowe starania o ich wzmocnienie. Niestety, ze względów czasowych, jak i ograniczeń budżetowych, nie wchodził w rachubę zakup nowoczesnego sprzętu, zatem sięgnięto do posiadanych w magazynach dział, które wcześniej zdemontowano z wycofanych okrętów. Do wybuchu wojny udało się tylko iluzorycznie zwiększyć potencjał obronny Wybrzeża poprzez ustawienie 9 armat kal. 75 mm wz.97, które miały pełnić rolę baterii przeciwdesantowych dla portów we Władysławowie, Jastarni i Helu. Przykładem zupełnej desperacji dowództwa floty było przydzielenie do obrony armat Hotchkiss kal. 37 i 47 mm wz.85 opracowanych pod koniec XIX w., których parametry balistyczne zupełnie nie przystawały do realiów końca lat 30. XX w.

 

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO Special 4/2014

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter