W cieniu wielkiej polityki. Jacht Admiralicji Brytyjskiej HMS Enchantress w Gdyni

Jan Tymiński
HMS Enchantress (L56) był to slup wojenny klasy Bittner, zbudowany dla brytyjskiej Royal Navy. Jednostka ta była pierwszym okrętem tej klasy, nazwanym Bittner, lecz później zmieniono jej nazwę na Enchantress. Okręt brał aktywny udział w II wojnie światowej, służąc głównie jako eskorta konwojów. Walczył skutecznie przeciw niemieckim okrętom podwodnym.
Budowę jednostki rozpoczęto 9 lutego 1934 roku w stoczni John Brown Shipbuilding & Engineering Company Limited w Clydebank. Była pierwszym okrętem tej klasy. Dwie następne: Stork zbudowany w stoczni William Denny & Brothers, Dumbarton i Bittern zbudowany w stoczni J S White & Company w Cowes weszły do służby w latach 1936-1937. Jednostki te należały do okrętów ogólnego przeznaczenia, które można było wykorzystać jako eskortę konwojów w czasie wojny. Pierwszy ze zbudowanych okrętów do czasu wybuchu wojny wykorzystywany był jako jacht Admiralicji. Nazwę Bittner zmieniono na Enchantress (był to już piąty okręt Royal Navy noszący tę nazwę) przed ukończeniem budowy 21 października 1934 roku. Jednostkę wprowadzono do służby 8 kwietnia 1935 roku. Główne dane techniczne: wyporność – 1085 ton, długość – 86 m, szerokość – 11,3 m, zanurzenie – 2,5 m, prędkość – 18,7 węzłów, uzbrojenie – dwie armaty kal. 120 mm.
8 sierpnia 1938 roku jednostka zawinęła z krótką wizytą do portu w Gdyni. Na jej pokładzie znajdował się ówczesny pierwszy lord admiralicji Duff Cooper. Wraz z nim płynęła m.in. jego żona lady Diana, wpływowy konserwatywny poseł do Izby Gmin, Brendan Bracken, lady Elisabeth Paget, kapitan Troubridge, attaché morski w Berlinie. Dwudniowy pobyt jednostki w Gdyni był konsekwencją politycznych posunięć dyplomacji polskiej, która wobec rosnącego zagrożenia ze strony III Rzeszy usiłowała od 1938 roku doprowadzić do ponownego zbliżenia z Francją i Wielką Brytanią. Tego samego dnia do Gdyni zawinęły również trzy niszczyciele francuskiej marynarki wojennej Jaguar, Chacal i Leopard (zob. MSiO, 2017 nr 11-12).
Wizyta pierwszego lorda admiralicji była próbą odejścia rządu brytyjskiego od prowadzonej po zakończeniu I wojny światowej polityki całkowitego wycofania się z politycznej i militarnej aktywności w rejonie Morza Bałtyckiego. Program podróży po Bałtyku przewidywał zawinięcie Enchantress do następujących portów: Kilonia (5-7 VIII), Gdynia (8-10 VIII), Gdańsk (10-12 VIII), Helsinki (13-16 VIII), Sztokholm (17-20 VIII), wypoczynek na wyspie Sandham (20-25 VIII), Kopenhaga (27-30 VIII). Podróż Duff Coopera potwierdzała zainteresowanie Wielkiej Brytanii Bałtykiem, ale miała charakter prywatny i do niczego nie zobowiązywała. Szczególne znaczenie miała wizyta w Wolnym Mieście Gdańsku, gdzie strona angielska planowała wzmocnić pozycję i prestiż Wysokiego Komisarza Ligi Narodów.
W Warszawie, w Ministerstwie Spraw Zagranicznych nie zamierzano przegapić okazji, jaką był pobyt Duff Coopera w Gdyni, w celu osiągnięcia ewentualnych korzyści politycznych. Józef Beck miał się spotkać z pierwszym lordem w Gdyni. W tym celu przyjechał dzień wcześniej do Gdańska, gdzie zamieszkał u ministra Mariana Chodackiego, Komisarza Generalnego RP w Wolnym Mieście Gdańsk. Następnego dnia polska delegacja wyruszyła do Gdyni, gdzie spotkała się najpierw z admirałem Józefem Unrugiem. Ten poinformował ministra, że Enchantress płynie już w kierunku Gdyni. Beck wystosował specjalny telegram do Duff Coopera z zaproszeniem na przyjęcie dla niego, jego żony i gości. Niedługo nadeszła odpowiedź, w której podano przypuszczalną godzinę zawinięcia do portu. Uległa ona opóźnieniu, ponieważ angielscy goście zażywali kąpieli morskiej, bo dzień był upalny. Na spotkanie angielskiej jednostki wysłano z portu w Gdyni niszczyciel ORP Wicher. Minister Spraw Zagranicznych Józef Beck, podczas pierwszego dnia pobytu angielskiego gościa w Gdyni wydał na jego cześć obiad. W drugim dniu wizyty, Pierwszy Lord Admiralicji Duff Cooper, w towarzystwie polskiego ministra, przed południem motorówką zwiedził port gdyński, a w godzinach popołudniowych wybrzeże, oglądając z zainteresowaniem urządzenia portowe.
Paweł Starzeński, pełniący w tamtym czasie funkcję sekretarza Józefa Becka tak wspominał tamtą wizytę w Gdyni: Pobyt gości angielskich w Gdyni potrwał dwa dni, obfitował w liczne wyjazdy nad zatokę i aż na Hel, a wieczór po przyjeździe poświęcony był poznaniu życia nocnego Gdyni, dla którego Anglicy wykazywali znaczne zainteresowanie. Podczas kilku godzin spędzonych w jakiejś knajpie marynarskiej, Polacy urżnęli się w sztok. Od siebie dodam tylko, że kieliszków ani butelek nie liczyłem, ani też która z obu narodowości więcej ich wysuszyła, bo nikt, z wyjątkiem pierwszego lorda od nich nie stronił. Starzeński wspominał, że Duff Cooper był człowiekiem dość zamkniętym w sobie, sprawiał wrażenie znudzonego, nie zabiegał o spotkanie z polskim ministrem. Zostało mu ono narzucone. Drugi z najważniejszych gości, poseł Brendan Bracken sprawiał już zupełnie inne wrażenie: Młodszy od Duffa Coopera, silny, barczysty i zamaszysty, z płomieniem zjeżonej, rudej czupryny, potrząsał nią w rozmowie, jak gdyby dla podkreślenia swych argumentów. Było ich bardzo dużo, nieraz brutalnie otwartych, zwłaszcza gdy poruszał sprawę możliwości wojny i naszego położenia geograficznego. Odrzucał myśl byśmy nie mieli poszukiwać pomocy ze strony Sowietów na wypadek starcia z Niemcami, a zwłaszcza Hitlerem. Politykę równowagi pomiędzy Niemcami a Rosją zbywał ruszaniem ramion i nic go nie obchodziły problemy mogące powstać dla Polski w razie udzielenia nam pomocy wojskowej przez wschodniego sąsiada. Nie była dla mnie łatwa z nim rozmowa, lecz bardzo pouczająca. Płynęliśmy w pięknym słońcu trawlerem na Hel. Przysłuchiwał się tej rozmowie jednym uchem Beck, siedzący obok Duffa Coopera, w całości mi ją potem zaaprobował.
Prywatne wspomnienia i wrażenia obu stron z odbytych rozmów w Gdyni nie oddają całej prawdy, gdyż spotkanie Pierwszego Lorda Admiralicji z polskim ministrem Spraw Zagranicznych Józefem Beckiem było szczegółowo przygotowane i uzgodnione przez obie strony. Szef Departamentu Centralnego Foreign Office, William Strang poparł ideę spotkania w atmosferze nieoficjalnej. Uważał, że będzie to dobra okazja do sondowania polskich poglądów w okresie przedmonachijskim. Specjalnie do informacji Coopera, Foreign Office przygotowało memorandum w sprawie Polski i brytyjskiego stosunku do niej. Późniejsze komentarze lorda Halifax’a i innych pracowników Centralnego Departamentu w oparciu o raporty Duffa Cooper’a ze spotkania z Beckiem wykazywały zadowolenie z przeprowadzonych rozmów.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 3-4/2019