Waleczny ORP Garland 1940-1941

Mariusz Borowiak
Obsadzenie pierwszego angielskiego niszczyciela typu G przez polskich marynarzy wiosną 1940 r. było faktem znamiennym pod każdym względem. Gdy zapadła decyzja o wydzierżawieniu okrętu pod biało-czerwoną banderę, przechodził on w tym czasie remont na Malcie. Okazuje się, że ORP Garland, bo o nim mowa,swoją działalnością od Spitsbergenu do Freetown, od Aleksandrii do Nowej Fundlandii chlubnie zapełnił kronikę wysiłku zbrojnego Polski w drugiej wojnie światowej.
Ponad 30-letnia historia okrętu, który w różnym czasie służył pod banderami trzech flot wojennych – brytyjskiej, polskiej i holenderskiej – rozpoczęła się 5 marca 1933 r., gdy Admiralicja brytyjska zamówiła średniej wielkości niszczyciel w stoczni Fairfield Shipbuilding and Engineering Company Limited w Glasgow w Szkocji. Stępkę pod jednostkę położono 22 sierpnia 1934 r. Wodowanie nastąpiło 24 października 1935 r. HMS Garland, jeden z dziewięciu okrętów typu G (pozostałe: Grenville, Gallant, Gipsy, Glowworm, Grafton, Grenade, Greyhound, Griffin), wszedł do służby 3 marca 1936 r. i otrzymał numer taktyczny H 37 z przydziałem do 20. Flotylli Niszczycieli w Home Fleet. W ostatnich latach międzywojnia jednostki owej flotylli znalazły się w służbie jako 1. Flotylla Niszczycieli Floty Śródziemnomorskiej. Początek wojny okazał się pechowy dla Garlanda – 17 września 1939 r. na niszczycieluw trakcie ataku na podwodny obiekt doszło do przedwczesnej eksplozji bomby głębinowej, która spowodowała wygięcie poszycia pokładu w części rufowej. Poranioną jednostkę odesłano początkowo do Aleksandrii, a następnie przeholowano do La Valletty, gdzie 11 października ruszyły prace remontowe. 1. Flotyllę Niszczycieli w połowie listopada skierowano do bazy Harwich w Anglii, natomiast Garland, jako jedyny okręt flotylli, pozostał na Morzu Śródziemnym.
Niełatwe początki służby na Morzu Śródziemnym
Był to czas, gdy Admiralicja odczuwała brak wyszkolonych załóg, a miała okręty. Dlatego chętnie zgodziła się na wydzierżawienie niszczyciela Polskiej Marynarce Wojennej w Wielkiej Brytanii, która zobowiązała się pokryć wszelkie koszty związane z jego utrzymaniem, naprawami itd. Taki stan rzeczy był możliwy dzięki polsko-brytyjskiej umowie morskiej podpisanej 18 listopada 1939 r. Bardzo szybko adm. sir Dudley Pound, Pierwszy Lord Morski i szef Sztabu Royal Navy, w rozmowie z kontradm. Jerzym Świrskim, szefem Kierownictwa Marynarki Wojennej w Londynie, obiecał przydzielić sojuszniczej flocie wojennej niszczyciel – wybór padł na HMS Garland.
15 marca 1940 r. na dowódcę niszczyciela o długości blisko 100 m i wyporności maksymalnej ponad 1800 t wyznaczono 41-letniego kmdr. ppor. Antoniego Doroszkowskiego. Przez prawie dwa tygodnie – począwszy od 22 kwietnia – ponad 150 marynarzy (jedną trzecią załogi przeniesiono z Błyskawicy) pracowało w wielkim znoju i piekielnym upale po kilkanaście godzin na dobę, ciągle jeszcze wyekwipowani „na zimowo”. Ludzie nie byli przyzwyczajeni ani przygotowani na tak wysokie temperatury, jakie panowały w klimacie śródziemnomorskim. Ponadto nieznajomość języka angielskiego sprawiała trudności podczas przyjęcia sprzętu. A przecież trzeba było załadować amunicję, torpedy, bomby głębinowe, pobrać paliwo, wodę i prowiant.
3 maja o godz. 9.57 na motorówce przybyli wiceadm. Wilbraham Tennyson Randle Ford, brytyjski dowódca bazy Malta, i towarzyszące mu osoby. Wśród zaproszonych gości był honorowy konsul polski na Malcie dr Tarbone. Dokładnie o godz. 10.00 rozpoczęła się krótka msza celebrowana przez maltańskiego księdza katolickiego. Po niej głos zabrali adm. Ford, kmdr Doroszkowski i konsul. Wreszcie dowódca okrętu dał rozkaz podniesienia biało-czerwonej bandery. Wcześniej z masztu opuszczono banderę Jego Królewskiej Mości. Od tej chwili brytyjski okręt stał się polskim Garlandem i rozpoczął kampanię czynną.
Nazajutrz po uroczystościach okręt po raz pierwszy wyszedł w morze z polską załogą. Okręt z inicjatywy polskiej i za zgodą obu stron zatrzymał dawną nazwę; był 15. jednostką wojenną tej nazwy (począwszy od XIII w.).
16 maja Garland opuścił Maltę w eskorcie krążownika Calypso i dwa dni później przypłynął do Aleksandrii, gdzie przystąpiono do intensywnego szkolenia morskiego i bojowego załogi. W rejsie na Garlandzie wzięli udział również maltańscy stoczniowcy, którzy dopiero w Aleksandrii dokończyli remont. Decyzja o kontynuowaniu szkolenia polskich marynarzy w Egipcie wynikała z obawy Brytyjczyków, że po włączeniu się Włoch do wojny przeciwko aliantom Malta stanie się obszarem zaciekłych ataków przeciwnika. Garland wszedł w skład14. Flotylli Niszczycieli stacjonującej w Aleksandrii. Chociaż udało się wreszcie zakończyć remont, to pojawiły się kłopoty z osiągnięciem przez okręt pełnej gotowości bojowej. Po prostu natrafiono na problemy wynikające z różnic konstrukcyjnych samego okrętu i jego wyposażenia w porównaniu do jednostek, na których Polacy dotychczas służyli. Wyjściom w morze niszczyciela towarzyszyły niekończące się kłopoty z systemem kierowania ogniem. Coraz więcej było frustracji i niezadowolenia wśród polskich oficerów. Tego typu „potknięciom” bacznie przyglądał się ambitny oficer łącznikowy kpt. mar. Patterson, który nie próbował w ogóle ukrywać swojej nieprzychylności, podważając kompetencje polskich oficerów, z którymi miał codzienny kontakt. Okazało się, że po raz pierwszy artylerzyści zetknęli się z dalocelownikiem. Duże komplikacje sprawiał też konżugator – urządzenie mechaniczne automatycznie przeliczające zaobserwowane dane ruchomego celu, a więc kąt, odległość, prędkość, oraz uwarunkowania meteorologiczne związane z nastawieniem celownika, odchyleniem toru pocisku itd.
Kłopoty z artylerią sprawiły, że przed 9 czerwca Garland nie był wystarczająco sprawny, aby podjąć służbę. Dzień później Włochy wypowiedziały wojnę aliantom. Niebawem Morze Śródziemne stało się areną walk, a Garlanda wyznaczono na okręt przeciwlotniczy. Patterson winą za słabą sprawność bojową okrętu niesłusznie obciążał kmdr. Doroszkowskiego, zastępcę dowódcy okrętu kpt. mar. Zbigniewa Wojewódzkiego i I oficera artylerii por. mar. Michała Różańskiego. Doniósł o rzekomym dyletanctwie polskich oficerów adm. sir Andrewowi Browne’owi Cunninghamowi, dowódcy brytyjskiej Floty Śródziemnomorskiej, i wiceadm. Johnowi Cronynowi Toveyowi, który dowodził lekkim zespołem aleksandryjskim (pięć krążowników i flotylla niszczycieli). Po zapoznaniu się z tymi zarzutami dowódca floty z Aleksandrii poinformował o wszystkim Świrskiego. Natomiast szef KMW, który był czuły na uszczypliwości, bez szczegółowego zbadania sprawy 7 czerwca odwołał Doroszkowskiego ze stanowiska i przeniósł go do Rezerwowej Grupy Oficerów. Zawiesił także w czynnościach Wojewódzkiego i Różańskiego. Na dowódcę Garlanda wyznaczono kmdr. ppor. Konrada Namieśniowskiego, który dopiero 25 sierpnia przybył na okręt, żeby objąć dowództwo; Cunningham uznał, że zmiana może nastąpić dopiero po powrocie Garlanda do Anglii, co nastąpiło w październiku 1940 r. Z kolei tymczasowo obowiązki zastępcy dowódcy i I oficera artylerii przejęli por. mar. Wacław Fara i ppor. mar. Józef Bartosik.
W końcu, po 20 czerwca, udało się zlikwidować usterkę odpowiedzialną za niesprawność artylerii głównej na Garlandzie – okazało się, że w jednej z przekładni znalazł się kawałek drutu, pozostawiony prawdopodobnie przez robotników maltańskich. Po jego usunięciu osiągnięto bardzo dobre wyniki strzelań. Pozostały jednak niesmak i żal naszych oficerówdo ich angielskiego kolegi, a w szczególności do pochopnych decyzji personalnych Świrskiego. Nie było jednak możliwości, aby cofnąć postanowienie szefa KMW.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 1-2/2021